A
A
A
Dawno temu zespół Perfect śpiewał „Chcemy być sobą". Najwięksi naukowcy do dziś nie rozwiązali problemu, co tak na prawdę oznacza bycie sobą.
Katolik powie, że to życie zgodnie ze swoim sumieniem i przykazaniami swojej wiary, idealista, że to wierność własnym przekonaniom, psycholog, że to pogodzenie się z własnymi ograniczeniami, a cwaniak, że to harmonia z własną chucią.
Hasła o byciu sobą to stare brednie. Dziś nikt już nie chce być sobą. Ludzie odchudzają się, farbują włosy, robią sobie operacje plastyczne nosa, korektę ust, powiek i uszu, naciągają sobie skórę na szyi i czole, wycinają sobie żebra i wstawiają zęby nie po to aby być sobą tylko po to, by udawać kogoś innego. Bycie sobą jest dla nich największym horrorem jaki mogą sobie wyobrazić.
Wielu chce być jak znane gwiazdy. Wystarczy, że taka Madonna, Jennifer Lopez czy inna Penelope Cruz nałoży na siebie jakiś oryginalny fatałaszek już pół świata kobiecego chodzi w tym samym. Z facetami podobnie. Gdy Brad Pitt, Tom Cruise czy John Travolta wylansują jakiś typ koszul, zegarka czy okularów już większość męskiej populacji naśladuje ich naiwnie sadząc, że przez noszenie tych samych okularów przejmą coś z osobowości filmowych gwiazdorów.
Fani zawsze upodabniali się do swych gwiazdorów. Fani The Beatles nosili fryzury jak beatlesi, fani metalu malowali się jak Ozzy Osbourne, fani punkrocka przebijali się agrafkami jak Johnny Rotten. Bycie sobą oznaczało dla nich bycie jak ktoś znany. Dziś ten schemat działa nadal. Wystarczy zobaczyć jak i w co ubierają się dziewczynki, które są fankami Dody. Liczne kopie wokalistki krążą po niejednej dyskotece czy poprawczaku.