A
A
A
Niemiecki agent, wytrawny konspirator, zawodowy rewolucjonista i wódz bolszewików Włodzimierz Iljicz Uljanow, pseudonim organizacyjny „Lenin" został sprzedany. Konkretnie sprzedano go za pięć tysięcy złotych w komplecie z irokezem i książką o zespole Big Cyc.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że sprzedano go w Centrum Kultury „Scena to dziwna" w Gnieźnie, a nie w Poroninie gdzie chodził do knajpy. Lenina sprzedano za pieniądze i dla pieniędzy, ale też dla idei, a konkretnie podczas finału XVIII Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Dawno temu ukazywały się książeczki z bajkami o Leninie pod tytułem „Lenin dzieciom". W bajkach morderca Lenin był przedstawiany jako dobroduszny mędrzec, który kocha dzieci i wszystko robi z myślą, aby było im dobrze. Tymczasem prawdziwy Lenin dzieci miał w nosie, a czasem nawet kazał je rozstrzeliwać (jak np. cztery córki i syna cara Mikołaja II). Tym razem hasło „Lenin dzieciom" wprowadzono w czyn i dzięki licytacji na rzecz Orkiestry Lenin dzieciom się wreszcie przysłuży. Konkretnie gipsowe popiersie Lenina, ale bardzo niezwykłe i związane z pewną zabawną historią.
W czasach PRL-u Lenin straszył Polaków groźnie patrząc na nas z pomników, postumentów i portretów wiszących w licznych Domach Partii. Najsłynniejszy pomnik Lenina był w Nowej Hucie. Pewnego razu robotnicy podłożyli bombę Leninowi pod nogi. Niestety padał deszcz i prymitywny ładunek wybuchowy nieco się przemoczył. Mokra bomba nie rozwaliła całego Lenina, ale urwała mu nogę i fragment ręki. Cała Polska śpiewała wtedy zabawną piosenkę dziecięcą z nieco zmienionym tekstem: „Chodzi Lenin koło drogi nie ma ręki ani nogi". Słynne były akcje, gdy zakładano Leninowi plecak żeby sobie poszedł lub przywiązywano mu do ręki rower aby sobie pojechał z Polski. W Związku Radzieckim i innych krajach bloku wschodniego panował prawdziwy kult Lenina, a samego wodza rewolucji można do dziś oglądać jak śpi nafaszerowany chemią i płynami na robaki w Mauzoleum na Placu Czerwonym.
W stanie wojennym undergroundowy artysta graffiti Darek Paczkowski wzorując się na gipsowym Leninie z Gniezna stworzył szablon przedstawiający Lenina z punkowym irokezem. Lenin w tak nietypowym dla siebie uczesaniu pojawiał się na murach polskich miast obok haseł typu „Punk's not dead". Gdy w 1989 roku zespół Big Cyc wydawał swą pierwsza płytę plastyk Piotr Łopatka zainspirował się Leninem Paczkowskiego i stworzył słynną okładkę płyty „Z partyjnym pozdrowieniem" (płyta sprzedała się w nakładzie milion egzemplarzy!!! To były czasy!). Lenin z irokezem stał się trwałym logo zespołu i do dziś mamy firmowe koszulki właśnie z wodzem rewolucji jako ostrym przedstawicielem filozofii „No future". Doprawianie Leninowi irokeza było traktowane przez nas jako żarty ze słynnego bolszewika. Wszyscy w Polsce wiedzieli, że to zwykłe jaja. Jakież było nasze zdziwienie gdy podczas koncertów w Niemczech interpretowano ten znak graficzny zupełnie inaczej. Lewicowi organizatorzy naszych koncertów w Monachium, Hamburgu, Berlinie, Mannheim i Norymberdze byli przekonani, że jesteśmy ideowymi komunistami, którzy na nowo odczytują myśli Lenina i twórczo odświeżają jego postać i filozofię przywracając ją młodemu pokoleniu. No cóż jaka perspektywa taka interpretacja.
Wzbogacony o takie i inne historie z książki opowiadającej o ponad dwudziestu latach bojów na scenie grupy Big Cyc Lenin spełnił wreszcie dobry uczynek i dał się kupić na rzecz akcji Jurka Owsiaka.