A
A
A
Kurde, mam już dość tych wszystkich historii o gównie. Może jednak zmienimy tytuł filmu na „Polska jest fajna" albo „Frapujące czasy", bo coś tu się zrobiło za gównianie?...
Fakt, że mamy trochę czasu na przemyślenia. Nie mamy siana na większe sceny musicalowe, a film trzeba by skończyć do 2011 roku. Skoro pojawia się w nim temat polskiego futbolu oraz legendarnego Euro 2012, obrazek musi być na czasie i nie może być mowy o tzw. musztardzie po obiedzie.
Tymczasem w zeszły piątek wyszła płyta Transistorsów pt. „Bigos Heart". Jestem bardzo zadowolony z jej brzmienia (Piciu Pawlak) oraz layoutu (Jarek Świerczek). Sporo zajebistych ludzi włożyło w ten album mnóstwo ciężkiej pracy. Oprócz dwóch wyżej wymienionych oraz całego zespołu - chociażby Lechu Możdżer, który spędził u mnie w domu z tydzień, cierpliwie wbijając ślad po śladzie i nagrywając piękne sola... Grzesiu Halama, który przyleciał samolotem na jeden dzień, chory i na antybiotykach, tylko po to, żeby nagrać wokale do piosenki pt. „Posłuchaj, Siddhartho"... Wreszcie Kuba Staruszkiewicz, który przejął schedę po Jacku Olterze i na moich płytach celuje we wszelkich partiach perkusyjnych - rockowych, yassowych tudzież jazzowych.
Mam teraz chwilę czasu, żeby odsapnąć. Niedługą chwilę, bo już w przyszłym tygodniu gramy dwie sztuki z Yass Ensemble, a za dwa tygodnie - koncerty na Jazz Juniors i Jazz Jamboree z akustycznym składem Polish Jazz Ensemble. Grywam też domowe próby z nowym trio o nazwie Tymański Jazz Experience, które wejdzie do studia w połowie stycznia przyszłego roku.
Trio opatrzyliśmy moim nazwiskiem dla celów komercyjnych, żeby nie musieć się przebijać z nową nazwą typu Jazzu Zazu. W istocie jest to tercet demokratyczny, w skład którego wchodzą znakomity saksofonista Irek Wojtczak oraz rzeczony Kubuś Staruszkiewicz (znani też jako wesołe duo sopockich biboszy)... Czuję, że wreszcie mam z kim konie kraść. Trawestując Marka Hłaskę: „Od dobrej wódki nie boli głowa, z dobrą kobietą nie boli życie, z dobrymi kumplami nie boli jazz". A pewnie sami wiecie, jak potrafi boleć.
W przyszłym roku wejdziemy do studia z Polish Brass Ensemble i z TYE. Na styczeń-luty umówiłem się też na nagrywanie płyty z Robim Brylewskim - mowa o słynnej produkcji pt. „The King Is Back". W marcu mam (wraz z Marcinem Gałązką) współprodukować drugą solową płytę Romka Puchowskiego... Oj, będzie co robić. A teraz idę biegać po nocy, żeby mieć na to wszystko siłę... Bo chyba nie przypuszczacie, że czerpię energię z picia wódy, wciągania koksu i smażenia trawy.