A
A
A
W najnowszej Machinie ukazała się recenzja nowej płyty Transistorsów pt. „Bigos Heart". Właściwie nie wypada mi o tym pisać, bo z pismakami - jak pouczał mnie wujek Ptaszyn Wróblewski - polemizować nie warto. To oni są od pisania, a my jesteśmy od grania.
Gdyby mogli grać, graliby; jako że nie mogą, zajmują się wypisywaniem bzdur i perpetuowaniem arbitralnych andronów. Rozumiem też, że wraca do mnie karma recenzenta „Dziennika" - samemu zdarzyło mi się zjebać to i owo.
A jednak recenzja autorstwa niejakiego Adriana Chorębały nie rozdrażniła mnie w związku z oceną ściśle muzyczną. Chorębała dał płycie trzy i pół gwiazdki i napisał, że jest nieźle. Napisał też, że drażni go polski-angielski Tymańskiego. Ciekawe, czemu go drażni - szlifuję swój angielski od 30 lat i po prostu dużo lepszy być nie może. To niewątpliwy upadek - wyjaśniać, że przecież studiowałem anglistykę, że większość książek czytam po angielsku, wreszcie że Amerykanie pytają mnie o to, ile lat spędziłem w Ameryce.
Nie mam wielu hobby - nie znam się na samochodach i lutowaniu kabli. Jednakowoż znam się na dwóch rzeczach - na muzyce i języku angielskim. Skoro jednak znawcy tematu Adrianowi Chorębale nie podoba się mój English, odzywa się we mnie coś przekornego. Adrianie - mam wielką nadzieję, że jesteś nieślubnym synem Macieja Słomczyńskiego albo przynajmniej urodzonym w Londynie bilingwistą.
Jeśli nie - masz problem. Chętnie wyzwałbym Cię na językoznawczy pojedynek wobec komisji British Council... Przy okazji zaprosiłbym też dobrego laryngologa i sprawdził Twój słuch. Pisz sobie o tym, że płyta Ci się nie podoba. Że jest retro i kiepsko brzmi. Że Tymański się starzeje i nie czuje polskiego rynku muzycznego. To wszystko pisać masz prawo - to Twoja licencia poetica pismaka. Ale jeśli masz pisać żywe bzdety na tematy, w których nie jesteś ekspertem - lepiej nie pisz w ogóle. W ten sposób bowiem dokładasz cegiełkę do muru powszechnej polskiej ignorancji, która stanowi o konsystencji tzw. „polskiego bagienka". Bagienka, w którym wszyscy się taplają, wzajem obrażając i umniejszając. Boć przecie nic dobrego w tym kraju powszechnej wtórności powstać nie może!
Ta płyta to ponad rok mojej ciężkiej pracy. Twoja recenzja to kwadrans pospiesznej pisaniny o niczym, co przypieczętowałeś demostracją swego dyletantyzmu. Zanim znowu wypiszesz jakieś piramidalne głupstwo i niesłusznym pseudo-argumentem dotkniesz kolejnego twórcę, przestrzegam Cię - jako kolega po fachu - doucz się i przedsiębierz ćwiczenia w recenzenckiej rzetelności. Niech Ci zadrży pióro, niech głowa zapełni się uczciwą refleksją. Pomyśl, zedytuj, może kogo podpytaj. Tylko o to Cię proszę - Ciebie i podobnych Tobie mądrali.