A
A
A
Ulubionym zajęciem mediów jest liczenie czyjejś kasy. Media zachowują się jak jeden wielki urząd skarbowy, który w wielkim podnieceniu zagląda do cudzych portfeli. Co jakiś czas w prasie czy w Internecie ukazują się, podawane w tonie sensacji, informacje dotyczące dochodów znanych osób.
Już dawno nie jest istotne czy ktoś jest dobrym aktorem, czy muzykiem, tylko ile mu za to płacą. To forsa jest tym elementem, który najbardziej przemawia do naszej wyobraźni i staje się miarą czyjejś wartości. Skoro John Travolta potrafi otrzymać dwadzieścia milionów dolarów za rolę w filmie to znaczy, że jest w pierwszej lidze. Travolta może być doskonałym aktorem, ale to nie jest gwarancją obcowania z arcydziełem, gdyż film z jego udziałem może być totalnym knotem (i ostatnio coraz częściej jest).
W demokracji sprawdzanie jakie dochody mają wysocy państwowi urzędnicy, jest zjawiskiem jak najbardziej pożądanym. Pensje prezydenta, premiera czy ministrów nie są już dla nikogo tajemnicą. Jedyne co wzbudza sensację to fakt, że są tak niskie w porównaniu z zarobkami polityków zachodnich. Wielkie emocje budzą olbrzymie odprawy niektórych członków spółek skarbu państwa (np. prezesów PKN Orlen), którzy za jakąś marną robotę papierkową i pierdzenie w stołek na ciepłej posadce otrzymują milionowe odprawy. Te sumy odbierane są przez społeczeństwo jako pieniądze wyrzucone w błoto i haracz, który płaci się ustawionym w biznesie politycznym kumplom. Ciekawe, że niebotycznie wysokie odprawy prezesów nie dotyczą prywatnego biznesu, tylko spółek skarbu państwa, z których każdy układ polityczny chce wyssać jak najwięcej dla siebie. Potwierdza się stare hasło socjalistów, że najlepiej kradnie i doi się na państwowym.
Spore emocje wywołują też zarobki gwiazd estrady. Ileż to razy czytaliśmy o tym, że Maryla Rodowicz bierze za koncert 45 tys. zł, Robert Gawliński żąda 42 tys. zł, a Kayah 40 tys zł. Wszystkie te rankingi zarobków robione są w oparciu o informacje od menadżerów artystów. Mimo znajomości zasad matematyki nikt nie zadaje sobie trudu policzenia ile tak naprawdę trafia do kieszeni artysty. Te kwoty obciążone są przecież rozlicznymi płatnościami. Z podanej sumy zawsze trzeba odjąć niemały podatek, gażę menadżera (to często 20 procent sumy), trzeba opłacić muzyków zespołu i ekipę techniczną (to zwykle minimum 12-10 ludzi), opłacić transport. Dobrze jeśli dla artysty z podanych kwot zostanie połowa. Oczywiście to też dużo, ale przecież gwiazdy pracowały latami na swoje nazwisko i skoro są chętni, aby tyle płacić za ich show to gdzie tu „sensacja".