A
A
A
I w ten oto żenujący sposób - porażką 0:3 ze Słowenią w Mariborze - przegraliśmy walkę o afrykański mundial. Sytuacja o tyle znamienna, że poparta totalnym upadkiem rodzimej piłki klubowej.
Nasze kluby z hukiem spadły do czwartej ligi europejskiej, bo przecież w trzeciej znajdują się Cypr, Mołdawia, Białoruś i Azerbejdżan. Owszem, Leo B. pomógł spuścić reprezentację w głąb muszli klozetowej, ale - powiedzmy sobie szczerze - to nie on jest odpowiedzialny za stan polskiej piłki. Z pewnością utrzymywanie holenderskiego bon vivanta, mistrza pokrętnej dyplomacji i fana dobrych cygar, przestało mieć sens już po naszej porażce w Belfaście, kiedy Benhaakker popełnił psychologiczny błąd i wystawił w składzie podminowanego Boruca. Ale z polską piłką stało się coś bardziej niepokojącego - prześcignęli nas europejscy średniacy, których parę lat temu ogrywaliśmy z zawiązanymi oczami.
Po przegranych eliminacjach wszyscy zapomną o reprezentacyjnej piłce, na prawie trzy lata strąconej do lochów sportowego niebytu. Jednak ta degradacja nie zaszkodzi ludziom, którzy koszą kasę rzędu benhaakkerowskiej, pezetpeenowskiej czy wreszcie zawodniczej. Po prostu wszyscy zwalą winę na Beenhakkera i radośnie wrócą do idei „polskiej myśli szkoleniowej". Piłkarze dadzą parę wywiadów, w których wyjaśnią, że „mecz im się znowu nie ułożył" i że „nie byli do końca zmotywowani". Rozjadą się do swoich klubów, gdzie będą dalej grać za 20 tysięcy euro miesięcznie. To ciekawe. Kiedy wraz z zespołem wychodzimy grać koncert w podszczecińskim Morzyszczynie, nikogo to nie obchodzi, że każdy z nas gra po parę stów na głowę. Trzeba się tarzać, trzeba napierdalać, bo ludzie przyszli zobaczyć rokendrolowy zespół. Ale na tym polega różnica - my kochamy to, co robimy. Może ci wszyscy goście tak już się zatracili w liczeniu kasy, że zapomnieli, po co grają w piłkę. Ach, zapomniałem - przecież dla kasy.
Najbardziej boli mnie styl, w jakim Polacy przegrali te eliminacje - grając źle, kopiąc piłkę bez sensu i związku, podając bez pomysłu i pasji - niczym podwórkowa hałastra amatorów. Słoweńcy przewyższali nas o klasę i powinni wygrać sześcioma bramkami - i to jest nieznośne, po takiej konstatacji trudno mi będzie zasnąć. Cale szczęście, że mam swoje życie, w którym rządzi muzyka. Co prawda i w jej ramach istnieją europejskie pierwsze, drugie i trzecie ligi, istnieją mafijne układy zasilone kaską (wypłacaną pod stołem) i rozliczeniową „polerką", ale mam to w dupie... Bo to, co robię, robię z miłości.
P.S. Dowiedziałem się, że prezes Lato wymyślił sobie, że Holendra zastąpi znany rzeźnik Stefan Majewski... Ratunku! Czy ci wszyscy goście w PZPN-ie zapinają się nazwajem?!!... O co chodzi? Czyżby Smuda był spoza dupalowego ukladu?...