A
A
A
Za dwie godziny lecę do Glasgow. Razem z Marcinem Gałązką będziemy brali udział w studyjnej sesji naszego wspólnego przyjaciela Daniela Hertzova.
Nie chce mi się nigdzie lecieć, bo dzisiaj rano wyjrzało słońce i nastała pogoda wręcz fenomenalna - na niebie nie ma ani jednej chmurki. Tak to już jest: przez cały ostatni tydzień mego urlopu lało i aura przypominała tę wrześniową. A teraz, kiedy trzeba zbierać dupę w troki, wróciło lato. Ech - skąd my to znamy.
Przez ostatnie dwa dni nagrywałem płytę Brzósce i Paulusowi, reprezentującym dziwaczną grupę 5 Piramid. Dwaj dorośli faceci, bawiący się w zespół muzyczny: Brzóska, poeta, warszawski pracownik kultury dość wysokiego szczebla i Paulus, gdański pracownik NCK-u, grafik i konferansjer. Gdy przychodzą do mnie do domu i gadają jeden przez drugiego, odpakowując kanapki i obierając skorupki od jajek (tak, tak, przynieśli ugotowane na twardo jajka), mam wrażenie, że są inkarnacjami Maklakiewicza i Himilbacha. Paulus, niesamowita krzyżówka współczesnego standapera i neandertalczyka, posiada cudowny „dar zlewu": mówi rzeczy, które nie śniły się nawet Leszkowi Kołakowskiemu. Brzóska jest jeszcze bardziej tajemniczy. Choć jego polska wersja haiku wydaje się być ubogą krewną japońskiej, w dodatku uprawianą przez wiejskiego głupka, ocean jego wierszy zawiera drugie (a może i trzecie) dno... Brzóska, w istocie historyk z wykształcenia, jest Nikiforem świetnie wystylizowanym. Gdy wspólnie uderzycie w tony „rozmowy istotnej" - o życiu, religii, polityce czy sztuce - ze zdziwieniem odkryjecie świat kogoś niezwykle oryginalnego i samodzielnie myślącego.