A
A
A
Oto zły Farfał zadał ostateczne pchnięcie naszemu dzielnemu Łossskotowi, który upadł i wykrwawił się na śmierć. Nie będzie już Was zabawiał, edukował i nudził o karczemnie późnych porach nocy.
Szkoda - bywało naprawdę twórczo i sympatycznie (choć czasem i cholernie ciężko). Fajnie też było zarabiać stałą i przyzwoitą kasę - dla mnie, muzyka, beneficjenta wolności i materialnej niepewności, to komfort rzadki i inspirujący. Z drugiej strony trzeba umieć odejść z godnością, póki ludzie pamiętają cię jako dobrego boksera, mistrza swojej wagi.
Czas wrócić do mego królestwa i skończyć płytę, którą z Transistorsami nagrywamy od dobrych paru miesięcy; czas też skończyć nasz zgoła legendarny film „Polskie Gówno", zanim nie stanie się złośliwą anegdotą. Od niedawna naszym (moim i Grześka Jankowskiego) sprzymierzeńcem stał się łossskotowiec Maciej Chmiel, który przez ostatnie dwa lata najczęściej szydził z naszego musicalu. Gwoli sprawedliwości muszę dodać, iż szydził w odwecie. I myśmy pozwalali sobie drwić z jego innej niż nasza (quasi-artystyczna) orientacji - producenta i dziennikarza... Dzisiaj przyjechał do mnie do Gdańska Jankowski, żeby przedyskutować zmiany w scenariuszu. Od razu pojawiły się rubaszne smsy od Chmiela. Przytoczę naszą wymianę zdań, bo wydaje mi się zabawna.
CHMIELU: „Mijam właśnie Kutno i robi mi się smutno. W sercu żal po Łossskocie, a w kieszeni płótno".
JA: „Zamiast trząść się jak osika - pomóż skręcić nasz musical..."
CHMIELU: „Film wykłada się równo. U Yankosha brak kasy, Tymon ruszy w trasy. Gdzie szukać pomocy? Wszystko w Chmiela mocy..."
JA: „Tymkover i Yankosh majątek wydali. Czekają, aż sprytny Chmielu coś odpali. Choć chmielowa miłość poniewczasie przyszła - przyjmą ją ochoczo, bo im puchną skrzydła."
CHMIELU: „A gdzież te niedawne czasy, kiedy poniżanie Chmiela było ulubionym sportem Straszliwych Partnerów? Gdzie cotygodniowe zwalnianie Chmiela z programu? Gdzie złośliwe przedrzeźnianie go małpie? Gdzie szydzenie, że do żaby rzekomo podobny? I że z niego - niegodny prawdziwych artystów dziennikarzyna?"
JA: „Poniżanie i zwalnianie - nie pamiętam. Żartowanie z jego orientacji politycznej - owszem. Wyzywanie od przemądrzałych żab - z czułości. Od dziennikarskich gryzipiórków - jeno po złości na starego uparciucha".
CHMIELU: „Brzydzi mnie to wasze spedalone skomlenie. Zmiękła rura, bo w kieszeni dziura. 77% dla mnie i w to wchodzę - bo was polubiłem, cieniasy".
JA: „I my cię polubiliśmy, interesowny kłapouchu. 20% to max tego, co możesz uzyskać. Nigdy nie słyszałem o takim procencie jak przez ciebie wymieniony. Chyba że wyłożysz cztery melony; wtedy zgoda, milion możemy przytulić."
I tak dalej, i tak dalej. Wyobraźcie sobie, że w podobnym tonie dokuczaliśmy sobie przez cały Łossskot - Jacek Dehnel świadkiem. Dość często zresztą bywało mniej parlamentarnie...