szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Lana Del Rey

fot. Interscope Records

Lana Del Rey

  • Ocena ogólna:

    3.89/5
    [179 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 24664

    Ostatnio odwiedzany: 2019-04-22

Lana Del Rey jest dziewczyną znikąd, która nagle, za sprawą wrzuconego do sieci kawałka poznał cały świat. Nim ukazał się jej debiutancki longplay miała blisko 50 milionów wyników w wyszukiwarce Google. Lana Del Rey stała się sensacją drugiej połowy 2011 roku i nadzieją na rok 2012. Wszystko dzięki piosence "Video Games" i niezwykłego głosu.


Naprawdę nazywa się Elizabeth Grant. Urodziła się 21 czerwca 1986 roku w Nowym Jorku, dorastała jednak w Lake Placid. Jest córką inwestora i milionera, Roba Granta. Muzykę zaczęła tworzyć dość wcześnie. - Kiedy miałam jedenaście lat zaczęłam pisać swoje piosenki - wspominała na stronach Flushthefashion.com. - Byłam też w tym czasie liderką w kościelnym chórze.

- Nie słuchałam zbyt wiele popularnej muzyki, gdy byłam dzieckiem, ale dorastałam, oglądając mnóstwo filmów i pisząc piosenki - mówiła w innym wywiadzie. - W szkole średniej zaczęłam słuchać rapu i techno, aż w końcu odkryłam różne inne rodzaje muzyki. Uwielbiałam Elvisa i Van Halen.

Wśród inspiracji wymienia też Britney Spears, Thomasa Newmana, Kurta Cobaina i Bruce'a Springsteena.

W wieku 15 lat została wysłana do szkoły z internatem w Connecticut. Trzy lata później przeprowadziła się do Nowego Jorku. - Doświadczałam Nowego Jorku, i to długo po przeprowadzce, odbywając nocne spacery - wspomina. - W tym mieście są tysiące ulic, a ja znam je wszystkie. (...) Sama architektura Nowego Jorku dostarcza inspiracji na całą płytę. Zresztą, takie były moje początki. Wczesne utwory stanowiły poniekąd muzyczne interpretacje krajobrazów.

Sceniczne występy zaczynała od lokalnych klubach. - Chodziłam na wieczory otwartego mikrofonu i tego typu rzeczy - opowiadała na łamach Complex.com w październiku 2011 roku. - Głównie na Brooklynie. To była folkowa scena. Kiedy miałam 19 lat podpisałam umowę z niezależną wytwórnią. Byłam ich jedynym wykonawcą, ale później ta firma została zamknięta. (...) Dopiero w ostatnich miesiącach zaczęłam przyciągać uwagę wydawców.

Początkowo występowała jako Lizzy Grant z czasem jednak zmieniła pseudonim na Lana Del Rey. To połączenie imienia Lany Turner, aktorki złotej ery Hollywoodu oraz samochodu - Forda Del Rey. - To imię wyszło od menedżerów i prawników, którzy przez ostatnie pięć lat mi doradzali - tłumaczyła na Repeatfanzine.co.uk. - Moja muzyka zawsze miała filmowy klimat, więc zależało im żeby oddawało ten hollywoodzki blichtr.

Dziewczyna, choć sama go nie wymyśliła, bardzo zżyła się z pseudonimem. - Lana i Lizzy to ta sama osoba - wyjaśniła. - Chciałabym mieć alter-ego, do którego mogłabym uciec, w którym lepiej czułabym się na scenie, ale prawda jest taka, że jako Lizzy i Lana czuję się tak samo.

Jeszcze jako Lizzy wydała w 2010 roku EP-kę "Kill Kill". Do współpracy udało jej się pozyskać Davida Kahne'a, który wcześniej nagrywał z The Strokes, Reginą Spector czy Paulem McCartneyem. - Poczułam się bardzo dowartościowana, kiedy David powiedział, że chce ze mną pracować - opowiadała podczas rozmowy z dziennikarzem Thequietus.com. - (...) Chciał zrobić wiele rzeczy. Na przykład upierał się przy bardziej tradycyjnym śpiewaniu, czego ja nie chciałam. Poza tym, jest typem naukowca i miał bardzo precyzyjny plan dotyczący płyty. W efekcie krążek jest wypadkową tego, co chciał on i tego, czego życzyłam sobie ja.

Materiał dostępny był poprzez iTunes, został jednak później wycofany ze sprzedaży.

Szum wokół Lany zaczął się na dobre, kiedy zamieściła w sieci swoje utwory i określiła się jako "gangsterską wersję Nancy Sinatry". - Trochę mi wstyd z powodu tej "gangsterskiej Nancy Sinatry" - przyznała później na łamach "GQ". - To miał być kawał. Nikt nie słuchał moich nagrań przez milion lat, więc wrzuciłam je z takim dopiskiem na Facebooku. Okazało się, że wywołał spore zamieszanie.

Prawdziwą furorę spowodowała piosenka "Video Games". Inspiracji dostarczył jej chłopak, z którym się spotykała. Klip, który przygotowała sama wokalistka, zaledwie w ciągu kilku dni osiągnął ponad milion odsłon. O tajemniczej Lenie zaczęli rozpisywać się autorzy blogów muzycznych, a z czasem także coraz większe serwisy muzyczne na świecie.

W efekcie, w czerwcu 2011 roku, Del Ray podpisała kontrakt ze Stranger Records na wydanie singla "Video Games". W październiku 2011 roku była już pod opieką wytwórni Interscope. - Umieściłam tę piosenkę w sieci kilka miesięcy temu, ponieważ to była moja ulubiona kompozycja - wyznała Lana w wywiadzie dla brytyjskiego "The Observer". - Szczerze mówiąc to nie miał być singel, ale zainteresowanie okazało się naprawdę duże, więc sytuacja stała się jasna. Muszę przyznać, że jest mi bardzo smutno kiedy wykonuje ten utwór. Nawet obecnie zdarza mi się czasem płakać kiedy go śpiewam.

Telewizyjna premiera utworu "Video Games" odbyła się 28 września 2011 roku podczas kluczowej sceny w serialu "Ringer" emitowanym przez amerykańska stację "The CW". Produkcja cieszy się sporym powodzeniem, więc utwór Lany bardzo szybko stał się rozpoznawalny. Młoda artystka miała okazję także pojawić się w MTV Push oraz wystąpić na deskach nowojorskiego Bowery Ballroom.

"Video Games" został nazwana najlepszym nowym utworem przez Pitchfork Media. Numer trafił też do serialu "Plotkara" oraz brytyjskiego reality show "The Only Way Is Essex". Szybko w sieci pojawiły się też covery przeboju, wykonane między innymi przez Patricka Sticklesa z grupy Titus Andronicus czy zespoły Kasabian i Bombay Bicycle Club.

Uwagę słuchaczy z miejsca przykuł niesamowity głos artystki. - Nigdy nie pracowałam nad wokalem - przyznała jednak Lana. - Wciąż jestem zabiegana, jem mnóstwo czekolady i piję dużo mleka, nie powinnam móc śpiewać w ten sposób.

Kiedy już miała umowę, zaczęła pracować nad materiałem. Szybko pojawiły się też klipy i zdjęcia często bardzo zmysłowe, nasączone retro-erotyką. - Większość piosenek jest o złamanym sercu, ale pewnie teledyski są dość seksowne - wyjaśniała dziennikarzowi Complex.com. - Dobrze się bawię tym wszystkim. Ale zdjęcia, wizerunek nie są dla mnie najważniejsze. Najważniejsza oczywiście jest płyta. Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć dźwiękowy świat, który mam w głowie.

Pierwsze utwory, które poznaliśmy ukazywały mroczną stronę drzemiącą w wokalistce. - Kiedy byłam młoda, czułam się bardzo samotna - wyjaśniała w rozmowie z Thequietus.com. - (...) Niezmiennie miałam poczucie, że jestem inna od wszystkich dookoła. Nie wiedziałam, gdzie jestem i gdzie chcę być, wiedziałam natomiast, że jeszcze nie znalazłam swojego miejsca. Sądzę, że właśnie ta samotność wpłynęła na mroczny ton mojej twórczości.

Trzeba dodać, że chodzi o specyficzny rodzaj mroku. Na tyle charakterystyczny i niepokojący, że szybko pojawiły się skojarzenia z Davidem Lynchem i klimatem jego filmów. - Kiedy występowałam w barach w Lake Placid, po koncertach ludzie podchodzili i pytali, czy jestem fanką Davida Lyncha - wspominała w tej samej rozmowie. - Wtedy jeszcze go nie znałam, ale kiedy poznałam od razu zostałam fanką, acz uważam, że posuwa się do ekstremów, na które ja nie jestem gotowa.

Premierę albumu zatytułowanego "Born to Die" zaplanowano na styczeń 2012 roku. - To jakby Nina Simone śpiewająca piosenki Cat Power na bitach Lil Wayne'a - zapowiadała swe dzieło wokalistka.

Płyta jeszcze przed wydaniem postrzegana była jako jedna z największych sensacji 2012 roku. Sama zainteresowana na spokojnie podchodziła do tych oczekiwań. - Ja nie czuję presji, ale jestem nieco zdenerwowana - przyznawała na Complex.com. - Jeszcze nie przywykłam, że tak wielu ludzi chce słuchać mojej muzyki. Kiedy tak długo nikt się nie interesuje twoją muzyką, zaczynasz pisać piosenki dla siebie, a to pozwala pozbyć się jakiejkolwiek stresu. Oczywiście, mam jednak nadzieję, że ludziom się spodoba ta płyta.

Jeszcze przed premierą longplaya do sieci wyciekły piosenki "Summertime Sadness", "Yayo", a numer tytułowy doczekał się imponującego teledysku. Pomysłodawczynią klipu, który otwiera scena z wokalistką stojącą topless w objęciach mężczyzny na tle amerykańskiej flagi była Lana. Za reżyserię odpowiadał Yoann Lemoine, który wcześniej pracował z Katy Perry ("Teenage Dream") i Taylor Swift ("Back to December"). Del Rey zajęła się także montażem wideo.

Poza muzyką i głosem, niewątpliwie zainteresowanie wzbudzają... usta Amerykanki. Pytanie o powiększanie ich niezmiennie pojawia się w wywiadach z artystką, ta jednak zaprzecza, jakoby poddawała je kosmetycznej korekcji. - Mieszkałam w przyczepie, nie miałam pieniędzy na płatki śniadaniowe - wyjaśniała podczas jednej z rozmów. - Przecież nie wyszłam spod mostu i nie zrobiłam sobie operacji. Po prostu moje usta są takie wydęte. Tak wyglądam, kiedy śpiewam.

W wywiadzie dla Pitchfork Media, Lana przyznała, że nagły sukces to łut szczęścia. - Nawet jeśli jesteś najlepszą wokalistką na świecie, jest spore prawdopodobieństwo, że nikt o tobie nie usłyszy - wyjaśniała. - Na pewnym etapie przestajesz podejmować decyzje i po prostu śpiewasz. Ja śpiewałam na Brooklynie od siedemnastego roku życia i nikt z branży się mną nie zainteresował. Nic nie zmieniłam przez ten czas, ale wszystko nagle zaczęło się układać. Być może anioły zdecydowały, że na chwilę ześlą na mnie nieco blasku

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: -6 [14]
~lili [2012-02-21 01:40]

Mieszkała w przyczepie i jest córką milionera, powiedziała wszystko i nic, zachowuje się jak robot

odpowiedz

Ocena: -12 [18]
~o.n.a [2012-02-05 14:14]

jak można słuchać jednocześnie Kurta Cobaina i Spears???

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +24 [30]
~. [2012-01-31 21:28]

Lana = jedno z największych objawiań muzycznych tego roku. Wbrew temu co mówią wszyscy uważam że jest naturalna i nie jest wykreowana przez swoich managerów. Płyta jest taka sama jak Lana czyli tajemnicza, świeża, magiczna. Mam nadzieje że Polacy przestaną naskakiwać na nią i mówić że to ojciec jej zapłacił za wszystko. A Lizzy przyjedzie do Polski i zazna naszej gościnności.

odpowiedz

Ocena: +28 [34]
~andrzej [2012-01-30 11:54]

Płyta trzyma poziom artystyczny jakiego nie znajduje w ostatnim czasie na prawie żadnym krążku (może ADELE). Na szczęście ta płyta nie wpisuje się w pop rozumiany jako lady gaga, rihanna. Powrót do świetnych, czystych linii melodycznych w połączeniu z niespotykanym głosem, to coś do czego wspaniale się wraca. Tego oczekuje od muzyki w rozumieniu artystycznym nie produktowym.

odpowiedz