szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Queensryche

fot. Roadrunner Records

Queensryche

  • Ocena ogólna:

    5/5
    [41 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 2644

    Ostatnio odwiedzany: 2020-02-22

Queensryche to amerykańska formacja, która należy do czołowych przedstawicieli metalu progresywnego. Kapela jest obecna na scenie nieprzerwanie od początku lat 80. Zrealizowała kilkanaście albumów studyjnych, które na świecie znalazły ponad 20 milionów nabywców.


Wydany przez formację w 1988 roku longplay "Operation: Mindcrime" uznawany jest za jeden z najlepszych concept-albumów w historii muzyki rockowej.

Queensryche zostało założone w Bellevue (nieopodal Seattle) w 1981 roku przez gitarzystów Chrisa DeGarmo i Michaela Wiltona, basistę Eddiego Jacksona oraz perkusistę Scotta Rockenfielda, do których wkrótce dołączył wokalista Geoff Tate. Dla każdego z panów (choć trafniejsze byłoby określenie chłopców, bo żaden z nich nie miał skończonych 20 lat) nie były to pierwsze muzyczne próby - wcześniej grali w różnych kapelach, głównie wykonujących heavymetalowe covery. Z czasem jednak wszyscy zapragnęli stworzyć coś własnego, co było głównym powodem powołania Queensryche.

Artyści bardzo ambitnie podeszli do sprawy - zamiast grać do kotleta w podrzędnych knajpach, postanowili skupić się na szlifowaniu umiejętności na próbach i zaprezentować się światu dopiero wtedy, kiedy będą mieli coś ciekawego do zaoferowania. - Od początku zależało nam na tym, abyśmy byli inni - opowiadał w oficjalnej biografii DeGarmo. - Chcieliśmy stworzyć wokół siebie pewną aurę tajemniczości i ekscytacji, po to, aby ludzie chcieli nas później oglądać. Wszyscy wzięli się na tyle ostro do roboty, że nikt nawet nie pomyślał o wymyśleniu dla zespołu nazwy. Pojawiła się ona dopiero wiele miesięcy później, a zaczerpnięto ją z tytułu piosenki "Queen Of The Reich". Ciężka praca przyniosła jednak efekty, bo już dzięki pierwszej kasecie demo (wypełniły ją cztery kompozycje) udało się muzykom zainteresować właścicielki sklepu płytowego Easy Street Records w Seattle Kim i Dianę Harris, które wkrótce zostały menedżerkami grupy. Tym samym kariera zespołu nabrała tempa - w 1982 roku kapela zrealizowała debiutancką imienną EP-kę, Harris postanowiły także wykorzystać znajomości i szepnęły kilka słów o podopiecznych Mavis Brodey, pracowniczce EMI Records odpowiadającej za wyszukiwanie nowych talentów. - Oczywiście, zainteresowałam się kapelą, z powodu managementu - opowiadała Mavis na łamach magazynu "Kerrang!". - Poinformowano mnie, że muszę zobaczyć zespół, ponieważ jest naprawdę wyjątkowy. Nie chcę zabrzmieć cynicznie, ale coś takiego słyszę co najmniej raz dziennie. Posłuchałam ich EP-ki i wybrałam się na ich koncert. I muszę powiedzieć, że to, co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Słuchałam miliona kaset, byłam na milionie koncertów, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Mieli całkowicie unikatowe brzmienie, osobowość. Czułam, że tkwi w tym prawdziwy geniusz.

Oczywiście, wszystko skończyło się podpisaniem przez EMI kontraktu z zespołem - w 1983 roku wytwórnia na jego mocy ponownie wydała EP-kę "Queensryche" (obecnie zestaw figuruje jako longplay).

W początkowym okresie kapela czerpała garściami z dokonań formacji Judas Priest czy Iron Maiden, szybko jednak jej muzyka zaczęła nabierać własnego charakteru i wymykać się jednoznacznym kwalifikacjom (pojawiły się w niej elementy stricte rockowe, a także progresywne). - Sądzę, że nasze brzmienie jest dużo bardziej europejskie niż wielu metalowych kapel ze Stanów - tłumaczył Chris. - Nie staramy się poruszać w ramach określonej formuły, nie zakładamy żadnych ograniczeń. Podobnie jak kapele w rodzaju Led Zeppelin czy Pink Floyd, które od początku tworzyły własną bajkę. Nie oznacza to, że brzmimy jak te grupy, chodzi po prostu o podobne podejście.

"Queensryche" nie zawojowało rynku, ale zebrało kilka bardzo dobrych recenzji w prasie, zaznaczyło także obecność na zestawieniu "Billboardu" (dotarła do 81. lokaty). Warto także zaznaczyć, że dopiero po podpisaniu kontraktu z EMI grupa zaczęła grać koncerty. Zgodnie z założeniem, kiedy muzycy w końcu pojawili się na scenie, zrobili to w wielkim stylu. Nie każdy przecież zaczyna karierę sceniczną od supportowania Ronniego Jamesa Dio. W 1984 roku muzycy wybrali się do Londynu, gdzie rozpoczęli prace nad materiałem na długogrający debiut. W studiu wspomagał artystów producent James Guthrie, który zasłynął przede wszystkim z pracy dla zespołu Pink Floyd. Oczywiście, zatrudnienie takiego realizatora musiało odcisnąć piętno na muzyce, która nabrała bardziej progresywnego charakteru. Skończone dzieło otrzymało tytuł "The Warning" i powędrowało na sklepowe półki we wrześniu 1984 roku. Choć żaden z pilotujących zestaw singli nie stał się przebojem, album sprzedawał się na wystarczająco dobrym poziomie, aby z czasem pokryć się w Stanach Zjednoczonych złotem.

Z perspektywy czasu, członkowie Queensryche uznali jednak, że zatrudnienie Guthriego było błędem, dlatego gdy zabrali się w 1985 roku za prace nad drugim albumem, "Rage For Order" (ukazał się w czerwcu 1986 roku), postanowili skorzystać z rad innego producenta (został nim Neil Kernon). - Myśleliśmy, że James doda naszej muzyce nowych wymiarów - tłumaczył Chris. - Sądzę, że jego kreatywność nie do końca szła w parze z nami i niektóre aspekty naszego stylu na tym ucierpiały. Pod koniec gitary były praktycznie niesłyszalne. Oczywiście, zmiana realizatora zaowocowała kolejnym odświeżeniem brzmienia - przede wszystkim pojawiły się klawisze, które zaczęły odgrywać bardzo istotną rolę. - "Rage For Order" to zdecydowanie bardziej dojrzały album - tłumaczył DeGarmo. - Staraliśmy się dodać od naszej muzyki więcej tekstur i dynamiki. Naszym celem było zaktualizowanie metalowej muzyki i jej unowocześnienie. Chciałbym myśleć o nas jako innowatorach, nie brzmimy jak ktokolwiek inny, po prostu jesteśmy Queensryche. Wraz z albumem, zmianie uległa nie tylko muzyka kapeli, ale także wygląd jej członków, który miał więcej wspólnego z formacjami glamrockowymi niż metalowymi.

W kwietniu 1988 roku ukazał się przełomowy longplay zespołu, pod tytułem "Operation: Mindcrime". Dzieło było koncept-albumem opowiadającym historię Nikkiego - narkomana, któremu wyprano mózg i następnie uczyniono bezwzględnym zabójcą. - Było kilka rzeczy, które w mniejszym lub większym stopniu mnie zainspirowały do nagrania koncept-albumu - opowiadał Geoff Tate dziennikarzowi "Teraz Rocka". - Podobały mi się płyty w rodzaju "Close To The Edge" Yes, gdzie wszystko jest podporządkowane jednemu tematowi. Rozmawialiśmy więc o tym w zespole przez kilka lat. Robiliśmy nawet przymiarki, bo "The Warning" i "Rage For Order" były swego rodzaju płytami koncepcyjnymi. Wszystkie zawarte na nich utwory dotyczyły konkretnego tematu. Wiedziałem, że następnym krokiem będzie stworzenie albumu w całości opowiadającego jakąś historię. Dzieło nie tylko okazało się sukcesem komercyjnym (w Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy dzięki płycie zespół uzyskał platynę), ale z perspektywy czasu uchodzi obok m.in. Dream Theater's "Scenes From a Memory" czy "Tommy" The Who za jeden z najlepszych koncept-albumów w historii rocka. Dzięki popularności płyty, pod koniec lat 80. grupa należała do czołowych przedstawicieli ciężkiej muzyki i koncertowała wraz z Metallicą, Def Leppard czy Guns N' Roses.

Dobra passa zespołu trwała jeszcze w kolejnych latach, bo wydany w 1990 roku album "Empire" spotkał się z jeszcze większym zainteresowaniem od poprzednika. Album przyniósł grupie także jeden z największych przebojów w postaci ballady "Silent Lucidity", która w Stanach Zjednoczonych przedarła się do Top 10 co nie udało się muzykom nigdy wcześniej. W odróżnieniu od "Operation: Mindcrime", "Empire" nie było jednak koncept-albumem. - To bardzo luźna forma i zbieranina różnych myśli - tłumaczył DeGarmo. - Tworząc "Mindcrime" chcieliśmy, aby nasz słuchacz najpierw zobaczył piosenkę i dopiero później ją poczuł. Z "Empire" naszym celem było sprawienie, aby publika najpierw poczuła kompozycję, a następnie, być może potrafiła to, o czym śpiewamy odnieść do sytuacji z własnego życia lub też świata, który ją otacza.

Podczas trasy promującej longplay, grupie udało się także po raz pierwszy dotrzeć do Polski. Latem 1991 roku kapela wystąpiła w Chorzowie obok Metalliki i AC/DC. - Zachowałem przyjemne wspomnienia z pobytu w Polsce - wspominał wokalista podczas wywiadu dla magazynu "Tylko Rock". - Podróżowaliśmy wtedy autobusem i zapamiętałem Polskę jako kraj pięknych krajobrazów. Nigdy wcześniej nie byłem w tej części Europy i naprawdę zafascynowało mnie to, co zobaczyłem. W kwietniu 1992 roku grupa zaliczyła natomiast występ z serii MTV Unplugged.

Lata 90. nie były jednak już tak dla kapeli łaskawe jak końcówka poprzedniego dziesięciolecia. O ile jeszcze pochodzącemu z 1994 roku krążkowi "Promised Land" udało się ostatecznie zdobyć dla grupy kolejną platynę, to już wydany trzy lata później "Hear in the Now Frontier" spotkał się już z bardzo słabym zainteresowaniem. Okres pojawienia się drugiej z wymienionych płyt nie tylko z powodów komercyjnych nie był najlepszym w karierze zespołu. Najpierw część koncertów trasy (po raz pierwszy) musiała zostać odwołana z powodu choroby Tate'a. Następnie, EMI America Records, wydawca grupy ogłosił bankructwo, przez co pozostałą część tournée muzycy musieli finansować z własnej kieszeni. Jakby tego było mało, w 1998 roku z interesu postanowił wypisać się DeGarmo. Podobno gitarzysta chciał się poświęcić innym zajęciom (obecnie jest pilotem odrzutowca). Podobno, bo grupa nigdy oficjalnie nie skomentowała powodów rozstania się z kolegą. Wakat w zespole objął Kelly Gray, który na początku lat 80. grał w jednej kapeli z Geoffem. Pierwszym i ostatnim albumem nagranym z nim w składzie (opuścił kapelę w 2001 roku, zastąpili go kolejno Mike Stone i Parker Lundgren) był "Q2K", którego premiera odbyła się we wrześniu 1999 roku. Na płycie formacja zaprezentowała się od znacznie bardziej surowej strony niż dotychczas.

W obecne stulecie Queensrÿche weszło wydanym w 2003 roku albumem "Tribe". W trakcie prac nad longplayem muzyków wspomógł DeGarmo - nie był to jednak jego oficjalny powrót - wziął udział w nagraniu zaledwie czterech piosenek, nie pojawił się także na trasie promującej dzieło. Trzy lata później kapela postanowiła przygotować niespodziankę fanom i zrealizowała kontynuację albumu "Operation: Mindcrime", która pojawiła się po prostu pod tytułem "Operation: Mindcrime II". - Wiele lat temu utworzyłem w komputerze plik o nazwie Nikki i zapisywałem w nim sugestie dotyczące rozwinięcia historii bohatera - wyjaśniał genezę sequela wokalista grupy. - Teraz odnalazłem ten plik i okazało się, że jest tam wiele pomysłów, które można wykorzystać w sequelu. Jednym z motywów była też obecna sytuacja w Ameryce. George Bush jest u władzy, a przecież gdy ukazał się album "Operation: Mindcrime", rządził jego ojciec. Jest w tym jakaś ironia. W nagraniu dzieła wspomógł artystów Ronnie James Dio (wcielił się on w postać czarnego charakteru, o imieniu Dr X). Poziomem popularności album nie dorównał dokonaniom grupy z przełomu lat 80. i 90., niemniej w Stanach Zjednoczonych dotarł do 14. pozycji zestawienia (co było najlepszym wynikiem od blisko 10 lat), można więc mówić o sukcesie.

W następnych latach kapela nie zwalniała tempa. Do 2011 roku zrealizowała kolejne longplaye: wypełniony coverami "Take Cover" (2007) oraz kompletnie premierowe "American Soldier" (2009) i "Dedicated to Chaos" (2011). Zanim na rynku pojawił się longplay "Dedicated to Chaos", muzycy już zaczęli tworzyć z myślą o kolejnym, trzynastym w dorobku krążku. - Udało nam się bardzo sprawnie przeskoczyć z jednego projektu do drugiego - wyznał frontman w rozmowie z australijskim magazynem "Loud". - Tak naprawdę, bardzo ciężko jest nas trzymać z dala od studia.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!