szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Airbourne

fot. Roadrunner

Airbourne

  • Ocena ogólna:

    4.33/5
    [6 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 2561

    Ostatnio odwiedzany: 2020-04-05

Wywodzą się z tego samego kraju co AC/DC i podobnie jak ich starsi, zasłużeni koledzy kochają prosty, napędzany testosteronem rock and roll. A ponieważ takie granie nigdy nie wychodzi z mody, młodzieńcy z Warrnambool znaleźli uznanie, również wśród innych muzyków - The Rolling Stones i Motley Crue, którzy zaprosili ich na wspólne trasy.


Ich muzyką zachwycają się ponadto Slash i Alice Cooper, a Lemmy z Motorhead poprowadził dla nich ciężarówkę.

- Jeżeli ktoś uważa, że prawdziwego, soczystego rocka z Australii reprezentuje jedynie grupa AC/DC, jest w poważnym błędzie - pisał na łamach tygodnika "Polityka" Wojciech Mann. - Muzycy z antypodów niejednokrotnie pokazywali światu swoje upodobanie do profesjonalnego i porywającego łojenia. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, niech posłucha takich grup jak Rose Tattoo, The Angels czy Cold Chisel. A jeżeli ktoś poszukuje najnowszych australijskich dźwięków o dużej sile rażenia, niech sięgnie po płytę grupy Airbourne.

Grupa postała w 2003 w niewielkim, liczącym trzydzieści tysięcy mieszkańców Warrnambool, na południowo-zachodnim wybrzeżu Australii. Zespół założyli dwaj bracia - wokalista i gitarzysta Joel oraz młodszy perkusista Ryan O'Keeffe'owie. Muzyką zainteresowali się dzięki kolekcji rockowych płyt wujka. Joel po instrument sięgnął, gdy miał jedenaście lat. Cztery lata później, również jako 11-latek za bębnami zasiadł Ryan.

Pracując w hotelu, Joel poznał Davida Roadsa, który grał na gitarze rytmicznej. Po kilku wspólnych próbach dołączył do braci. Do pełni szczęścia brakowało basisty, ten znalazł się w osobie Justina Streeta - Ryan, będąc pod wypływem upojenia alkoholowego dosłownie wpadł na niego na ulicy.

Powody założenia zespołu były bardziej niż oczywiste. - W tej muzyce zawsze chodziło o browar, laski i dobrą zabawę - mówił bez ogródek bębniarz podczas wywiadu z Łukaszem Wewiórem z "Teraz Rocka".

Wśród ulubionych kapel wymieniali AC/DC i Rose Tattoo, i poniekąd wzięli sobie za punkt honoru udowodnić, że rock and roll wciąż ma się dobrze. - To bierze się z dorastania w Warrnambool i frustracji powodowanej ciągłym powtarzaniem, że słuchamy kapel starych dziadów i że powinniśmy słuchać blink-182 - tłumaczył młodszy z braci. - Dlatego ilekroć wchodzimy na scenę, staramy się udowodnić, jak dobry jest rock and roll.

Chociaż trzon formacji stanowi rodzeństwo, w szeregach Airbourne zawsze panowała pełna demokracja, zresztą, na zgrzyty muzycy nigdy nie narzekali. - Mamy w zespole taką starą zasadę, jeden za wszystkich wszyscy za jednego - zapewniał starszy z O'Keeffe'ów. - Oczywiście dzielimy się uwagami, ale mamy podobne spojrzenie na wiele spraw, przede wszystkim na muzykę, którą gramy.

Gdy skład był uformowany, chłopcy zaczęli grywać w pubach i klubach. Jednym z lokali, gdzie można było zobaczyć kapelę był Criterion Hotel. To właśnie tu Airbourne zaczynał, a także, kilka lat później, pracował nad drugą płytą. Klub został zamknięty, muzycy skorzystali więc z wolnych pomieszczeń. - Mieliśmy cały budynek dla siebie - opowiadał Ryan w rozmowie z dziennikarzem "Teraz Rocka". - To było na zasadzie: wziąć do łapy piwo, posłuchać i ocenić, czy kawałek jest wystarczająco rockandrollowy.

Nim jednak muzycy zatoczyli koło, przydarzyło im się kilka fajnych rzeczy. Najpierw jednak czekali aż najmłodszy z nich, Ryan skończy szkołę. Wtedy postanowili przenieść się do Melbourne i najpierw podbić metropolię, potem Australię a na końcu świat. - Byłem tuż po szkole, miałem osiemnaście lat - opowiadał o przeprowadzce z Warrnambool perkusista. - Właściwie było to dwa dni po odebraniu świadectwa. Już wcześniej jeździłem do Melbourne, kiedy tylko się dało, by rozklejać plakaty Airbourne, załatwiać lokum, miejscówki do grania. Zabawiliśmy tam następne trzy i pół roku, grając gdzie tylko się dało: w pubach, kawiarniach, na ulicach.

W międzyczasie, dokładnie w 2004 roku, formacja wydała własnym sumptem EP-kę zatytułowaną "Ready to Rock". Dzieło, w którego nagraniu nie brał udziału Justin Street, lecz inny basista, Adam Jacobson, ukazało się w nakładzie tysiąca egzemplarzy.

Choć sukcesy nie pojawiły się od razu, muzycy nawet przez chwilę nie myśleli o tym, by zrezygnować i wziąć się za jakieś poważne zajęcie. - W ciężkich sytuacjach musisz się skupić na tym, co kochasz - przekonywał Joel w wywiadzie dla magazynu "Hard Rocker". - Bywało, że nie było nas stać na hotel czy na jedzenie, ale nie patrzysz na to, robisz swoje. Nie można się poddawać.

Chłopcy mogli też liczyć na rodziców. - Wspierali nas od początku - wyznał Ryan w rozmowie z Maciejem Krzywińskim z "Metal Hammera". - Chyba zauważyli, że tylko muzyka nas interesuje, więc pewnie nie mieli innego wyboru.

Zespół w końcu został dostrzeżony i w 2005 roku podpisał pięciopłytowy kontrakt z Capitol Records. Grupa dostąpiła wtedy zaszczytu otwierania w koncertów Mötley Crüe, Motörhead i The Rolling Stones podczas ich australijskich tras. Zagrali też na największym rockowym festiwalu na antypodach - Big Day Out.

Z kontraktem w kieszeni, muzycy wzięli się za pracę nad debiutanckim longplayem. A było nad czym pracować. Zespół miał bowiem w zanadrzu czterdzieści piosenek, z których ostatecznie wybrał dwanaście. Trafiły one na album zatytułowany "Runnin' Wild". Sesja odbywała się w USA.

Krążek wyprodukowany został przez Boba Marlette'a, który wcześniej czuwał nad brzmieniem płyt Ozzy'ego Osbourne'a, Alice Coopera czy Black Sabbath. Za mastering odpowiedzialny był natomiast Andy Wallace, znany ze współpracy z Guns N' Roses, Nirvaną czy Linkin Park.

Longplay ukazał się w czerwcu 2007 roku. Dystrybucją na resztę świata zajęła się (i zajmuje nadal) wytwórnia Roadrunner Records. W Australii płyta dotarła do 21. pozycji zestawień, a w Stanach Zjednoczonych do 106. miejsca w notowaniu tygodnika "Billboard". Łącznie dzieło kupiło ćwierć miliona fanów.

Do nagrania tytułowego, grupa nakręciła klip, w którym gościnnie pojawił się wokalista Motörhead. Lemmy Kilmister wcielił się w teledysku w kierowcę ciężarówki. - Szukaliśmy kogoś, kto wyglądałby jak Lemmy i nagle pomyśleliśmy, że powinniśmy się zgłosić do Lemmy'ego - opowiadał o okoliczności nawiązania współpracy z legendarnym muzykiem Ryan O'Keeffe. - Poznaliśmy go wcześniej na wspólnej trasie po Australii. Od razu się zgodził. Mieszka w L.A., dlatego tam kręciliśmy teledysk. Zażyczył sobie panienek, Jacka Danielsa i kilka flaszek Coli. To wszystko, czego chciał. Udało się.

- Airbourne otacza atmosfera właściwa AC/DC - pisał w recenzji Łukasz Wewiór. - Łączy ich australijskie pochodzenie, najpewniej wychowanie w tych samych pubach i płynący w żyłach rock 'n'roll. Debiutancki minialbum grupy, "Ready To Rock" z 2004 roku, aż ociekał nawiązaniami do AC/DC. (...) Na "Runnin' Wild" zespół rozwija formułę, nie tracąc niesamowitej energii. Więcej tu heavymetalowej zadziorności, jednak główne riffy nadal pochodzą z australijskiej hardrockowej szkoły ("Stand Up For Rock And Roll"). Wokalista Joel O'Keeffe świetnie wpasowuje się w klimat, lawirując między Brianem Johnsonem a Bonem Scottem.

Choć porównania do AC/DC były powszechne, muzycy nie mieli nic przeciwko. - Człowieku, w dzisiejszych czasach kiedy pojawiasz się na scenie, jesteś z Australii i brzmisz jak my, to nie sposób uniknąć takich porównań - zapewniał frontman dziennikarza "Metal Sucks". - Nie jest ważne kim jesteś, zawsze zostaniesz porównany do kogoś innego. Jednak być przyrównanym do najlepszej kapeli rockandrollowej, która na dniach wydaje kolejny album, to komplement najlepszy z możliwych.

Po koncertach promujących "Runnin' Wild" zespół wziął się za prace nad materiałem na longplay numer dwa. A jak ta praca wyglądała? - Zazwyczaj na początku ja i Joel siedzimy nad materiałem, ale potem bierzemy się za to wspólnie, jako zespół i rozwijamy kompozycje - relacjonował bębniarz na łamach "Teraz Rocka". - Mieliśmy mnóstwo materiału stworzonego spontanicznie, w trasie - riff do "Overdrive" powstał w Japonii, "Steel Town" został napisany w Sheffield, a na przykład "White Line Fever" zrodził się na próbie dźwięku w Danii.

Materiał był rejestrowany analogowo, a muzykom zależało na oddaniu klimatu improwizowanego grania. - W sumie spaliśmy w studiu trzy miesiące - wspominał frontman podczas rozmowy z dziennikarzem "Hard Rockera". - Było to sześć tygodni nagrywania, bez zbędnego spinania się, presji, czysta radość tworzenia. To ważne, żeby się dobrze bawić, kiedy nad czymś pracujesz, wtedy niemożliwe staje się możliwym i dobre pomysły łatwiej przychodzą.

- Wszystko było nagrywane w jednym pomieszczeniu, cały sprzęt razem, wzmacniacze, perkusja - wtórował mu na łamach "Teraz Rocka" Ryan. - Poza tym pozostawiliśmy otwarte drzwi i okna, tak że słychać samochody czy przelatujące samoloty.

Dzieło otrzymało wielce wymowny tytuł "No Guts. No Glory." - Te cztery słowa wiele mówią o naszym zespole - wyjaśniał w rozmowie z "Metal Hammerem" perkusista. - O naszej postawie, o tym, co robimy. Wpadliśmy na to już podczas sesji nagraniowej. To dobra wskazówka - nie obawiaj się, działaj.

- Na najnowszej płycie "No Guts. No Glory." grupa nie spuszcza z tonu i prezentuje wybuchową mieszankę dźwięków, które na pewno spodobają się zwolennikom takich grup jak Judas Priest, Thin Lizzy, AC/DC czy Motörhead - zapowiadał wydawca.

Longplay pojawił się w sprzedaży w marcu 2010 roku. Zestaw promowały numery "Born To Kill" i "No Way But The Hard Way". Produkcją materiału zajął się Johnny K, (Disturbed, Machine Head, Staind, 3 Doors Down). Zmiana producenta nie wpłynęła drastycznie na muzykę proponowaną przez Australijczyków.

- Od pierwszego do ostatniego utworu słyszymy niesamowity entuzjazm i energię zespołu - recenzował dzieło Wojciech Mann. - Nie ma tu eksperymentów, nowatorstwa i poszukiwania nowych dróg artystycznych. Jest bezkompromisowe ostre granie, do którego potrzebne są porządne głośniki, takie jakich trzeba do słuchania AC/DC. Kraina łagodności zostaje daleko za nami.

Wydawnictwo poradziło sobie nieco lepiej niż debiutancki "Runnin' Wild". W USA krążek dotarł do 90. miejsca, a w ojczyźnie Airbourne do lokaty 19.

Nagrania Airbourne można często usłyszeć w grach wideo - "NHL", "Need For Speed", "Guitar Hero". - Tak się składa, że nasz wydawca miał kilka dobrych pomysłów, no i możliwości - wyjaśniał wokalista Joel O'Keeffe w wywiadzie dla "Hard Rockera". - Energetyczna muzyka idzie w parze z akcją. Nasza muzyka została też wykorzystana w filmach, na przykład ostatnio w "Damage". Czy pojawiają się nowi fani? Tak, zdecydowanie tak. Spotykam osoby, które przyszły na koncert, bo naszą muzykę poznały grając w "Need For Speed" na przykład. Wzbudziła zainteresowanie, to miłe.

Muzykę Australijczyków można było usłyszeć również w innych kinowych produkcjach: "Dziewczyna z ekstraklasy" ("Diamond in the Rough"), "College" ("Let's Ride"), "Jonah Hex" ("Born To Kill") oraz w zwiastunie komedii "Kocham cię, Beth Cooper" ("Too Much, Too Young, Too Fast").

Dorobek bandu uzupełnia koncertowa EP-ka "Live At the Playroom" z 2007 roku.

Zespół znalazł się w składzie festiwalu Przystanek Woodstock 2011 w Kostrzynie nad Odrą.

Co planują na przyszłość? - Będziemy to robić aż po grób - przekonuje Ryan O'Keefee.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!