szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Black Flag

fot. SST

Black Flag

  • Ocena ogólna:

    5/5
    [2 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 1927

    Ostatnio odwiedzany: 2020-03-29

Black Flag to wywodząca się z Kalifornii formacja mieszcząca się w stylistyce punk-rocka i hardcore'u. Jej założycielem i głównym kompozytorem był gitarzysta Greg Ginn. W przeciągu dziesięciu lat grupa Black Flag dorobiła się sześciu albumów studyjnych, a przez jej skład przewinęło się kilkunastu muzyków, w tym wokalista Henry Rollins.


Historia Black Flag zaczyna się w 1976 roku w kalifornijskiej miejscowości Hermosa Beach. Gitarzysta Greg Ginn usłyszał wtedy debiutancki longplay Ramones, po którym sam zapragnął spróbować sił w przemyśle muzycznym. Bardziej od kariery solisty interesowało go jednak granie w zespole, dlatego skrzyknął kilku kumpli, m.in. wokalistę Keitha Morrisa. Świeżo upieczeni muzycy mieli blade pojęcie o graniu na instrumentach, dlatego Greg nalegał, aby wszyscy szlifowali umiejętności przez kilka godzin dziennie. Surowa etyka nie każdemu przypadała do gustu, przez co ciągle dochodziło do zmian w składzie (szczególnie w początkowym etapie działalności).

Grupa zadebiutowała przed publicznością w grudniu 1977 roku w miejscowości Redondo Beach. Początkowo występowała pod nazwą Panic, jednak taka kapela już istniała, dlatego uległa ona zmianie na Black Flag. Na jej pomysł wpadł brat Grega, Raymond Pettibon. Przede wszystkim, należało ją rozumieć jako przeciwieństwo białej flagi, symbolu poddania się. - Nawet jak graliśmy jako Panic zastanawialiśmy się nad założeniem drugiej kapeli, którą nazwalibyśmy właśnie Black Flag - tłumaczył Ginn fanzine'owi "Flipside". - Słowa te brzmiały po prostu groźniej i w jasny sposób kojarzyły się z anarchią i negacją wszystkiego.

Pod względem muzycznym, formację zaliczyć można do prekursorów amerykańskiego hardcore'u - szybkością i wściekłością nie dorównywał jej w ówczesnym rocku nikt. Pomimo zasług dla rozwoju gatunku, muzycy nigdy nie uważali się jednak za przedstawicieli jakiejś konkretnej sceny. - Sądzę, że każda kapela powinna być oceniana oddzielnie i przez pryzmat wyłącznie własnych dokonań, a nie jako część jakiejś grupy - mówi Greg Ginn. - Szufladkowanie jest po prostu szkodliwe.

Pierwsze wydawnictwo Black Flag, czteroutworowa EP-ka "Nervous Breakdown" trafiła na rynek w październiku 1978 roku nakładem SST Records, następna pojawiła się latem 1979 roku i zatytułowana była "Jealous Again". Dwa lata później doszło do kluczowej zmiany na stanowisku wokalisty, którym został mało wówczas znany Henry Rollins. Mający wtedy 20 lat artysta mieszkał w Waszyngtonie i udzielał się w hardcore'owej formacji State of Alert (znana też jako S.O.A.). Członkowie Black Flag pierwszy raz spotkali się z nim podczas występów na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Ponieważ ówczesny frontman zespołu był bardziej zainteresowany grą na gitarze, zrzekł się posady na rzecz Rollinsa. Dołączenie Henry'ego wyraźnie wpłynęło na charakter zespołu - przede wszystkim odczuwalne to było w tekstach. - Od tamtej pory nie mogliśmy sobie pozwolić na piosenki z jakimiś tam przejawami poczucia humoru - wyznał Greg. - Podchodził do słów bardzo poważnie, w niemalże poetycki sposób. Z Rollinsem na pokładzie zespół zaczął pracę nad debiutanckim longplayem - sesje miały miejsce w sierpniu 1981 roku w Unicorn Studios. Gotowe dzieło zostało zatytułowane "Damaged" i powędrowało na sklepowe półki w październiku tego samego roku. Podczas promocji dzieła zespół udał się na pierwszą trasę po Europie, na której towarzyszyła mu formacja Minutemen.

Występy grupy zasługują na osobną wzmiankę, głównie ze względu na akty przemocy, do których często dochodziło. Wielokrotnie uczestniczył w nich także sam Rollins, który wdawał się w bójki na pięści z co bardziej agresywnymi ludźmi z publiczności. - Było wiele rozrób, w których brałem udział, ale były one zawsze reakcją i miały na celu sprowadzenie kogoś do porządku - wyjaśniał po latach Rollins w rozmowie z magazynem "Citizine". - Być może, koleś, który po tym jak zachowywał się agresywnie dostał w ryj i skończył w szpitalu, nie spodziewał się takiej odpowiedzi na swoją głupotę. Niemniej, to nigdy nie był mój problem, chyba że wszystko kończyło się później w sądzie. Tego typu historie sprawiły, że przez wiele lat kapela była na czarnej liście kalifornijskiej policji. Henry często jednak bronił fanów, a w swoich wspomnieniach "Get in the Van" (ukazały się w formacie audio w 1994 roku) przyznał, że funkcjonariusze zazwyczaj powodowali większe problemy, niż rozwścieczona publika.

Kłopoty z policją nie wyczerpywały listy problemów, z jakimi borykała się kapela. Największe towarzyszyły wydaniu debiutanckiej płyty. Longplay miał ukazać się pierwotnie nakładem wytwórni Unicorn, z którą band podpisał w 1981 roku kontrakt. Niemniej, jeden z decydentów MCA Records (firmy, której jednym z oddziałów był Unicorn), po zapoznaniu się z zawartością dzieła odmówił jej wydania. Zespół nie zamierzał jednak rezygnować z publikacji powstałego materiału - Ginn postanowił dystrybuować dzieło na własną rękę, poprzez założony przez siebie label SST. Ponieważ muzyków dalej obowiązywała umowa z Unicorn, sprawa trafiła do sądu. Wynik rozprawy okazał się dla muzyków niekorzystny - zespół stracił prawa zarówno do nazwy Black Flag, jak i loga. Na szczęście dla kapeli, kłopotliwy label w 1984 roku ogłosił bankructwo, dzięki czemu szyld po kilku latach ponownie wrócił do zespołu. Z całego zamieszania, Greg wyciągnął jednak odpowiednie wnioski - zapowiedział, że od tej pory nie zamierza wchodzić w jakiekolwiek interesy z innymi wytwórniami.

W 1984 roku, po trzyletniej przerwie wydawniczej (w tym okresie na rynku ukazała się kompilacja zespołu pod tytułem "Everything Went Black", podpisana była jednak nazwiskami poszczególnych muzyków, a nie Black Flag), zespół powrócił ze zdwojoną siłą. W przeciągu roku na rynku pojawiły się aż trzy studyjne krążki zespołu: "My War" (marzec), "Family Man" (wrzesień) i "Slip It In" (grudzień) oraz koncertowy zestaw "Live '84" (także grudzień). Gdyby tego było mało, formacja niemal nieustannie koncertowała - Rollins zanotował aż 178 występów.

W 1985 roku ukazały się dwa ostatnie krążki Black Flag: "In My Head" oraz "Loose Nut". Po ich pojawieniu się w sprzedaży sytuacja w zespole zaczęła wyraźnie pogarszać się. Przede wszystkim, części muzyków zwyczajnie nie odpowiadał napięty grafik koncertowy kapeli. Do tego dochodziło niezadowolenie pod względem finansowym - grupa pomimo zdobytego uznania i posiadania sporej liczby wydawnictw w sklepach, nie osiągnęła większego sukcesu komercyjnego. 27 lipca 1986 roku w Detroit odbył się finałowy koncert bandu. Niecały miesiąc później Greg podczas rozmowy telefonicznej poinformował Rollinsa, że odchodzi z zespołu, co z oczywistych przyczyn oznaczało jego koniec. - Sądzę, że mimo wszystko, było to bardzo dziwne posunięcie, ponieważ to była jego kapela i znaczyła dla niego wszystko - opowiadał po latach wokalista. - Wystarczył jeden krótki telefon, aby to wszystko skończyło się.

Po rozwiązaniu Black Flag, najlepiej poradził sobie w muzycznym biznesie Henry. W 1987 roku założył Rollins Band, któremu z powodzeniem przewodził do 2003 roku. Frontman równolegle prowadził też działalność solową, wydawał płyty z opowiadaniami i anegdotami. Wielokrotnie próbował także sił zarówno na dużym ekranie (zagrał m.in. w "Zagubionej autostradzie" Davida Lyncha), jak i małym (prowadził własny talk-show "The Henry Rollins Show" na kanale Independent Film Channel, zagrał w serialu "Sons of Anarchy'). Greg przewijał się natomiast przez składy kilku kapel, m.in. Gone, October Faction czy Screw Radio.

W 2003 roku doszło do krótkotrwałej reaktywacji formacji - kapela zagrała kilka koncertów charytatywnych (bez udziału Rollinsa). - Na pomysł ten wpadło kilku byłych członków Black Flag, zadzwonili do mnie i zaproponowali, abyśmy się zebrali i po prostu zrobili coś razem - opowiadał Greg portalowi Staythirstymedia.com. - To nie było łatwe, bo przez kapelę przewinęło się z 25 osób, wielu z nich ciężko nazwać nawet pełnoprawnymi członkami. Nie było moim celem jednak wskrzeszenie kapeli. Zrobiłem to z pobudek charytatywnych, nie spodziewałem się jednak, że będzie przy tym tyle roboty. Zebraliśmy jednak sporo pieniędzy, więc zdecydowanie było to warte zachodu. Siedem lat później Greg ponownie zjednoczył się z kilkoma kolegami z zespołu i przy okazji 50. urodzin Rona Reyesa (drugiego wokalisty grupy), wykonał podczas koncertu kilka utworów z repertuaru kapeli.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!