szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Grzegorz Ciechowski

fot. AKPA

Grzegorz Ciechowski

  • Tczew, Polska

  • Data urodzenia: 1959-08-29
  • Data śmierci: 2001-12-22
  • Gatunki:

    FilmowaRock

  • Ocena ogólna:

    4.45/5
    [20 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 7039

    Ostatnio odwiedzany: 2019-10-17

Grzegorz Ciechowski to polski muzyk rockowy, wokalista, kompozytor i poeta. Zasłynął stojąc na czele zespołu Republika. Później z powodzeniem kontynuował karierę solo Obywatel G.C. i Grzegorz z Ciechowa. Dał się poznać również jako twórca muzyki filmowej, producent albumów innych artystów i autor tekstów. Zmarł niespodziewanie, 22 grudnia 2001 roku.

- Gdy wypełniam formularze w jakimś urzędzie i dochodzę do rubryki ,"zawód", zawsze czuję się zakłopotany - przyznał Ciechowski w 1998 roku podczas wywiadu z Janem Piaseckim. - Bo niby, co mam tam napisać? Kompozytor? Owszem. To brzmi dumnie, ale kompozytor to przecież wyfraczony facet z wielką partyturą pod pachą, poważny twórca, nie, to do mnie nie pasuje. Autor, literat? Też nie, musiałbym mieć jakiś dom w leśnym zaciszu, uprawiać długie spacery z psem i pisać, pisać. To nie ja. Piosenkarz? Nie jestem piosenkarzem. Muzyk rockowy? Dobrze, załóżmy, że wpisuję w rubrykę "Muzyk rockowy". Od razu słyszę pytanie: "A więc jest pan muzykiem rockowym?". Odpowiadam: "Tak!" Następne pytanie: "Dobrze, teraz jest pan muzykiem rockowym, ale w końcu chyba weźmie się pan za jakąś porządną robotę?" Odpowiadam: "Nie, będę do końca życia szarpidrutem".

Grzegorz Ciechowski urodził się 29 sierpnia 1957 roku w Tczewie, gdzie mieszkał do zakończenia liceum. Był środkowym dzieckiem - miał siostry Aleksandrę i Małgorzatę.

- Był zwyczajnym, kochanym chłopcem - wspominała mama przyszłego wokalisty Republiki, Helena Ciechowska. - Butnym, bo lubił przewodzić na podwórku. Jako siedmiolatek chodził do szkoły muzycznej, a jeszcze wcześniej do organisty. Nauka szła opornie i organista walił go po palcach, choć my wtedy o tym nie wiedzieliśmy. No i jak nie mógł otworzyć ciężkich drzwi, to nawet nie wchodził na klatkę schodową, tylko się odwracał, i w nogi. A mnie mówił, że nie było nikogo w domu. W dzieciństwie chciał być kominiarzem, marynarzem, dyrektorem zoo. Ale tymczasem usiłował rządzić.

Jego ojciec był prezesem mleczarni, a mama zajmowała się domem. Muzykę jednak wyniósł z domu. - Ta rodzina to jest rodzina w ogóle takich nadnaturalnych muzyków, w domu jeżeli były urodziny ojca czy matki czy imieniny, to wszyscy się złazili z jakimiś instrumentami i grali - mówił Ciechowski dziennikarzowi Radia Zet. - I to nie było tak że to właściwie jakiś repertuar ktoś przygotowywał, tylko w naturalny sposób to się odbywało, że tam część, która nie miała instrumentów łapała się za butelki, wrzucała tam łyżki i to były takie tamburyny, no świetne imprezy były, naprawdę.

Przyszły wokalista przez pewien czas uczęszczał do szkoły muzycznej, ale został z niej wyrzucony. - Trafiłem widocznie na zły punkt w takim momencie do tej szkoły, że nie potrafili mnie zainteresować - kontynuował podczas tej samej rozmowy. - Miałem ważniejsze zajęcia, musiałem w piłę grać z kolegami i w ogóle biegać, poznawać świat (moja starsza siostra była prymuską, dostawała same szóstki wtedy). Natomiast ja zainteresowałem się fortepianem, pianinem, które mieliśmy gdzieś tam w szóstej klasie, kiedy zacząłem słuchać zespołów np. Deep Purple. Właściwie od tego momentu zauważyłem, że pianino można rozebrać, i że wtedy ma zupełnie inny dźwięk, jest o wiele głośniejsze i można naprawdę nieźle walić w nie. No i tak się zaczęły moje pierwsze próby z instrumentem.

W trzeciej klasie licealnej, będąc pod wrażeniem twórczości Jethro Tull, Grzegorz poprosił rodziców o flet. - Wzięliśmy pożyczkę bez oprocentowania i ktoś mu ten flet poprzeczny przywiózł zza granicy - wspominała matka artysty. - Potem zostawił go pod drzewem podczas autostopu.

Po maturze przeprowadził się do Torunia, gdzie studiował polonistykę (nie zdobył jednak tytułu magistra) i dużo pisał. - Nie miałem kłopotów w szkole - zapewniał dziennikarza "Na przełaj". - Zaczęły się one dopiero na studiach, kiedy postanowiłem iść własną drogą. Zawsze bytem leniwy. Wszyscy uważali, że można ode mnie wymagać o wiele więcej niż daję. Później stawiałem sobie wyżej poprzeczkę, pisząc pierwsze wiersze.

Ten zupełnie pierwszy powstał, gdy Grzegorz miał szesnaście lat. - Musiałem wyzwolić emocje, które przez te szesnaście lat się we mnie zebrały - opowiadał Mariuszowi Szczygłowi. - Nie było tu mowy o artystycznym poziomie tego, co pisałem, bo głównie chodziło o wydanie z siebie pierwszego głosu.

Jeśli natomiast chodzi o zainteresowania muzyczne, zaczęły się od tradycyjnych rockowych, by ewoluować przez jazz, poezję śpiewaną po punk i nową falę. - Gdy miałem 14,15 lat siedziałem w domu, słuchając Deep Purple i Led Zeppelin i waliłem pałkami perkusyjnymi do rytmu w krzesło i lampę, udając perkusistę - wspominał.

Jazz odkrył, gdy miał 17 lat i na pewien czas gatunek ten zdominował jego zainteresowania muzyczne. - Pojawił się w moim życiu, na jednym z jego ważniejszych zakrętów, człowiek, któremu bardzo dużo zawdzięczam - opowiadał dziennikarce "Urody". - Był starszy ode mnie o 7-8 lat, nazywał się Jacek Kliński. Grał w zespole muzycznym, malował, pisał wiersze. To właśnie Jacek podsuwał mi płyty jazzowe, tomiki poezji, zapraszał do wspólnego muzykowania. Pamiętam, że gdy pokazałem mu swoje pierwsze wiersze, powiedział: "Skoro tak piszesz, to pora, żebym ja przestał". Czasem się zastanawiałem, co by było, gdybym nie spotkał wtedy Jacka.

W pewnym okresie frontman Republiki słuchał także sporo Leonarda Cohena, później jego uwagę zwróciły punkowi i nowofalowi artyści jak Dead Kennedys, The Stranglers, The B-52's, Patti Smith, Television czy The Cure. Z polskiego, rockowego podwórka najbardziej cenił Tadeusza Nalepę. - Płytą, która wywarła na mnie ogromne wrażenie, był "Blues" Breakoutów - wyjaśniał rubryce "Przesłuchanie" na łamach "Tylko Rocka". - Dlatego, że mamy tu do czynienia z sytuacją bardzo "autorską". Breakouci byli chyba u nas wtedy jedynym zespołem, który potrafił bronić swojej autonomii tekstowej.

Wśród najważniejszych dla niego wykonawców wymienił w artykule ponadto Pink Floyd, ze szczególnym uwzględnieniem "The Dark Side Of The Moon", Milesa Davisa, Jethro Tull, Franka Zappę i Bryana Ferry'ego. Przyznał również, iż podobają mu się płyty "Bzzzzz" O.N.A., "Are You Gonna Go My Way" Lenny'ego Kravitza, "Surrender" The Chemical Brothers, "Ray Of Light" Madonny czy "Version 2.0" Garbage.

Muzyka jako środek wyrazu była jednak dla artysty istotna dlatego, iż dzięki niej łatwiej było przekazywać treści. - Artystą czułem się, gdy w wieku dwudziestu lat pisałem wiersze i jeszcze nie było Republiki - tłumaczył podczas wywiadu dla "Magazynu muzycznego" w 1986 roku.

- Dla mnie nie ma zupełnego znaczenia, czy poezja jest mówiona czy śpiewana - dodawał na łamach "Na przełaj". - Pisanie piosenek narzuciło mi pewien rygor, technikę, którą muszę opanować i nie może ono świadczyć o komercyjności. Jeżeli chce się uprawiać poezję, to już w tym momencie pojęcie "komercyjna" staje się jakąś paranoją. Można mówić, że komercyjni są pewni poeci amerykańscy, dlatego, że są bardzo komunikatywni. Jeżeli wiersz - komunikat jest zrozumiały, to czy można sądzić, że oni nadają go po to, by go sprzedać jak największej liczbie ludzi? U nas padają takie pytania, gdy mówi się o tekstach piosenek. Ale nikt tych pytań nie zadałby Okudżawie czy Brellowi, którzy napisali wiele rzeczy z myślą, że je zaśpiewają.

Artysta na początku nie wierzył jednak, iż zostanie muzykiem. Widział się, zgodnie z kierunkiem studiów, w roli nauczyciela języka polskiego. Wszystko zmieniło się w 1979 roku, gdy dołączył do formacji Res Publika założonej przez Jana Castora. Rok później kapela zmieniła nazwę na Republika i stała się jedną z najważniejszych rockowych grup w Polsce. - Nazwa jest ściśle związana z tym, co robimy, ma pełne pokrycie w obrazie tekstowym, jaki chcemy wytworzyć - mówił o grupie Ciechowski w rozmowie z Marianem Butrym. - Chodzi nam o to, żeby zarówno zespół, jak i muzyka czy teksty łączyły się nie tylko z estradą czy jakimś brzmieniem, ale by nosiły oryginalną osobowość, aby muzyka była jedynie medium, przekazującym treści. Takie jest zresztą zadanie rocka, o czym się u nas często zapomina. W każdym razie nasza nazwa oddaje poetykę tekstów zrozumiałą najlepiej dla znających współczesną literaturę z pogranicza science fiction jaką uprawia na przykład Vonnegut, w naszym przypadku rock oznacza więc republikańską formułę wolnego wyboru myślowej akceptacji naszych tekstów i emocjonalnej zgody na naszą muzykę.

W 1981 roku ostatecznie wykrystalizował się skład zespołu: Grzegorz Ciechowski (śpiew, instrumenty klawiszowe), Sławomir Ciesielski (perkusja), Zbyszek Krzywański (gitara) oraz Paweł Kuczyński (gitara basowa). Kapela szybko zdobyła sławę i uznanie na polskim rynku. W latach 80. wydała trzy albumy "Nowe sytuacje" (1983), "1984" (1984) - zawierający anglojęzyczne wersje utworów z debiutu i "Nieustanne tango" (1984). Z tego okresu pochodzą przeboje Republiki: "Biała flaga", "Telefony", "Kombinat" czy "Śmierć w bikini". Tematem tekstów pisanych przez Ciechowskiego często była polityka oraz sprawy damsko-męskie. W 1984 roku zespół odwiedził festiwale rockowe w Turku i Roskilde. W 1986 roku artyści przygotowali się do nagrania i wydania trzeciej płyty. W drugim dniu sesji doszło w studiu do kłótni między liderem, a pozostałymi członkami zespołu. Grupa zakończyła działalność.

Po rozpadzie formacji w 1986 roku, wokalista kontynuował muzyczną karierę solo. - Graliśmy ze sobą sześć lat, a to długi czas - tłumaczył Janowi Skaradzińskiemu. - Teraz bardzo trudno utrzymać zespół ze względów ekonomicznych. Poza tym zespół jest tworem trochę bezwładnym, bo odpowiedzialność za szybkość powstawania materiału i jego realizację rozkłada się na kilka osób. Często powoduje to jakiś bezruch, czekanie na lepsze czasy. Właściwie nie ma decyzji błyskawicznych, wyzwalanych np. wtedy, kiedy pracuje się w samotności.

Artysta przyjął pseudonim Obywatel G.C. - Po pierwsze jest to pewna kontynuacja nazwy Republika - uzasadniał podczas tej samej rozmowy. - Po drugie wydaje mi się, że ludziom o wiele prościej jest zapamiętać taki skrót. Po trzecie jest on ustawiony w tej samej kolebce, w której ustawione są moje wcześniejsze działania literackie.

Materiał na debiutancki krążek pierwotnie powstawał z myślą o kolejnym longplayu Republiki.

Pod szyldem Obywatel G.C., Ciechowski wydał szybko albumy "Obywatel G.C." (1986) i "Tak! Tak!", które przyniosły przeboje "Nie pytaj o Polskę" i "Tak... tak... to ja". Dalsza dyskografia Obywatela obejmuje longplaye "Obywatel świata" (1992) , a także anglojęzyczną EP-kę "Citizen G.C.", soundtrack "Stan strachu" oraz kompilację "Selekcja" (1993).

Nieoficjalnie mówiło się, iż do rozpadu Republiki przyczyniła się ówczesna partnerka Ciechowskiego, aktorka, Małgorzata Potocka.

- To pewien etap w moim życiu, rezultat układu zawodowo-towarzyskiego, w którym się znalazłem jako partner Małgorzaty Potockiej - uściślał później wokalista na stronach "Urody". - Zostały piosenki i to jest w końcu najważniejsze, ale jako człowiek czułem się wklejony w cudzy garniturek, wleczony po różnych imprezach, bankietach. Wizerunek Obywatela G.C. był dosyć odległy ode mnie prawdziwego.

W roku 1990 Republika wznowiła działalność. Z powodzeniem. W kolejnych latach ukazywały się płyty "1991" (1991), "Siódma pieczęć" (1993), "Republika marzeń" (1995) i "Masakra" (1998), które przyniosły przeboje "Mamona" czy "Raz na milion lat".

W międzyczasie, Ciechowski dał się poznać jako twórca... muzyki ludowej. W 1996 roku wydał pod pseudonimem Grzegorz z Ciechowa longplay "ojDADAna", na którym znalazł się hit "Piejo kury piejo". W sesji, poza grającym na flecie, instrumentach klawiszowych Ciechowskim, udział wzięli m.in. Leszek Biolik (gitara basowa), Dima Chaabak (fletnia Pana), Jacek Królik (gitara) i Krzysztof Ścierański (gitara basowa). - Kiedyś przypadkowo kupiłem nagrania ludowych śpiewaków, którymi się zachwyciłem, a zwłaszcza sposobem frazowania, melodyką i niekonwencjonalnym myśleniem o dźwięku opowiadał o genezie projektu w serwisie. - Postanowiłem te głosy wykorzystać, umiejętnie włączyć, skorelować z moimi kompozycjami. Wymaga to olbrzymiej cierpliwości i pracy, obróbki komputerowej.

Inspiracje czerpał z folkloru wschodniej Lubelszczyzny, z okolic Łowicza i Skierniewic. Całość uzupełniły nowoczesne rytmy, gitary elektryczne i muzyka elektroniczna.

- To nie przypadek, że jako kompozytor i autor nie zaistniałem nigdy pod własnym nazwiskiem, tylko jako Republika, Obywatel G.C., Grzegorz z Ciechowa czy Ewa Omernik - mówi Grzegorz Ciechowski. - Bez kreacji moja osoba jest pozbawiona tego, co sprawia, że bywam interesujący. Z faktu, że spotyka mnie od czasu do czasu popularność, którą staram się wzniecać, nie wynika, że warto mówić o mnie wprost.

Jedynymi wydawnictwami artysty, które ukazały się pod jego prawdziwym imieniem i nazwiskiem były soundtracki do serialu "Schloss Pompon Rouge" i filmu "Wiedźmin".

Telewizyjna produkcja była niemieckim cyklem komediowo-erotycznym, emitowany na początku lat 90. - Robotę nadał mi Dieter Meier - opowiadał Wiesławowi Weissowi o pierwszym z projektów. - Skontaktował mnie z taką niemiecką producentką, Gabrielle Walter. Sprawa była jasna. Albo w ciągu dwóch tygodni robię ten materiał filmowy - kilkanaście tematów muzycznych, dokładnie przez nią określonych, albo tego nie robię... Zamknąłem się w studiu Winka Chrósta i tam zrobiłem tę pierwszą wersję - do filmu. Zadanie było o tyle śmieszne, że akcja tego serialu dzieje się w okresie baroku, a oni chcieli, aby im ten barok wywrócić na lewą stronę. Tak, żeby to miało kontakt z moją muzyką, a równocześnie było barokowe... Taka lekko perwersyjna komedia erotyczna.

Soundtrack do obrazu z Michałem Żebrowskim w roli głównej był znacznie większym przedsięwzięciem, choć do zaangażowania Ciechowskiego doszło w bardzo kameralnych warunkach. - Ten pierwszy moment to był dosyć nieoczekiwany dlatego, że miej więcej kilometr stąd, od tego miejsca gdzie rozmawiamy, jest szkoła podstawowa z dużą salą gimnastyczną, gdzie odbywają się co jakiś czas pokazy walk aikido - opowiadał na antenie radia RMF FM. - Tam przyjeżdżają ci ludzie, o których nie mamy pojęcia, że tam się spotykają. Natomiast ja o tym wiedziałem, bo mój przyjaciel Jacek Wysocki, który jest reżyserem walk w "Wiedzminie", w wyniku właśnie tego spotkania, miał tam swój tzw. staż czy pokaz walk. Udało mi się namówić Michała Szczerbica scenarzystę i jednego z producentów filmu oraz Marka Brodzkiego, żeby przyjechali zobaczyć te walki. A dlaczego ich namówiłem? Bo kiedy czytałem historię o Wiedźminie, to byłem święcie przekonany, że Andrzej Sapkowski musiał chyba być pod wpływem właśnie aikido, kiedy opisywał te walki. Kiedy opisywał, że dzieje się walka która przebiega w taki sposób, że nie wiadomo jak przeciwnik zostaje kompletnie załatwiony i pada bez ducha, to pomyślałem, że właśnie coś takiego widziałem na treningach Jacka Wysockiego. Okazało się że to był bardzo celny strzał, strzał w dziesiątkę. Potem przyszliśmy tutaj do tego pokoju, usiedliśmy sobie w czwórkę, ja tak chciałem żeby panowie bliżej się poznali - ja Jacka Wysockiego znałem od dawna. (...) No i Szczerbic powiedział: "Panowie tak mi się wydaje, że tak jak tutaj siedzimy, to będziemy przy tym filmie pracować". I to w ten sposób została skierowana do mnie ta propozycja.

Artysta starał się charakter muzyki dopasować do bogatego świata prozy Andrzeja Sapkowskiego, na podstawie której powstał "Wiedźmin". - Tak sobie pomyślałem, że skoro jest to świat, który właściwie nie istnieje albo istnieje gdzieś równolegle, jest pozbawiony chronologii i jednocześnie tych odniesień, które chronologicznie stosujemy do każdego czasu - - wspominał w Radiu RMF FM. - Nie jest to czas, ani średniowiecza ani czas XXI czy XXII wieku. Nie jest to czas starożytny. Jest to czas, który powinien nam się jawić jako swojego rodzaju połączenie tych wszystkich rzeczy, a więc on musi być eklektyczny muzycznie. I udało mi się połączyć waśnie te dwie niby nie do połączenia warstwy, czyli śpiewu typowo operowego z takimi ciężkimi etnicznymi bębnami, a jednocześnie z domieszką chórów męskich, które dają dużą przestrzeń. I okazało się, że ta pierwsza propozycja dobrze się wpasowała w oczekiwania ze strony producentów, i sprawa została przeniesiona właśnie na grunt powiedzmy zupełnie profesjonalny.

W nagraniach wzięła udział śpiewaczka operowa Alicja Węgorzewska (śpiewająca mezzosopranem) męski chór Kairos pod kierownictwem Borysa Somerschafa, skrzypek Michael Jones, Robert Gawliński oraz Zbigniew Zamachowski.

Płyta z muzyką do ekranizacji dzieła Sapkowskiego miała premierę w 2001 roku. - "Wiedźmin" stanowił dla mnie ogromne wyzwanie - wyjaśniał Grzegorz Ciechowski Pawłowi Sztompke. - To jest zupełnie inny, nowy świat. Kiedy miałem sformułować pierwszą propozycję dźwiękowa dla producentów filmu, żeby uwierzyli, że potrafię to zrobić, szukałem tego nowego świata na przecięciu kilku absolutnie odległych krain muzycznych. Była to głęboka, etniczna barwa, szczególnie w warstwie rytmicznej, sięgnięcie do plemiennych korzeni z wykorzystaniem afrykańskich bębnów. Połączyłem te rytmy ze szlachetną koloraturą, śpiewem operowym. I na to nałożyłem chóry, które nazwałbym kaukaskimi.

Soundtrack został wyróżniony złotym Orłem przez Polską Akademię Filmową.

Po premierze "Wiedźmina", razem z kolegami z Republiki wokalista wziął się za prace nad kolejnym longplayem. Niestety, niespodziewanie, w sobotę 22 grudnia 2001, roku Grzegorz Ciechowski zmarł w szpitalu na Szaserów w Warszawie. Miał 44 lata. Przyczyną był tętniak serca, który próbowano operować. Tuż przed zabiegiem, artysta spisał testament. 4 stycznia 2002 roku urnę z prochami Ciechowskiego złożono na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach (kwatera C17, rząd 5). - Był charyzmatycznym artystą, ustami pokolenia - mówił na pogrzebie Jan Wołek. - Uważał miłość za najważniejszą rzecz w życiu, zawsze wybierał miłość.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski przyznał muzykowi pośmiertnie Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski jako "zasłużonemu dla Polski wybitnemu artyście".

- Grzegorz Ciechowski był artystą oryginalnym, wrażliwym, inteligentnym. Wszystko, czego się tknął, było naznaczone piętnem jego wielkiej indywidualności - powiedział na wieść o śmierci artysty Czesław Niemen. - Od początku byłem pod wrażeniem jego stylu, nawet w nieciekawych czasach cenzury, kiedy zaczynał pod koniec lat 70. z Republiką. Nie mogę powiedzieć, że się przyjaźniliśmy, ale zawsze w czasie spotkań okazywaliśmy sobie sympatię. Byłem na kilku jego koncertach. Oglądałem w Sopocie występ Obywatela G.C. Zrozumiałem wtedy, jak wielkim jest twórcą.

Grzegorz Ciechowski dał się poznać także jako producent płytowy, wspierając Kayah, Kasię Kowalską, Marcina Rozynka, Krzysztofa Antkowiaka, Katarzynę Groniec czy Justynę Steczkowską. - Rynek producentów dopiero się w Polsce tworzy - opowiadał o tym zajęciu dziennikarzowi "Machiny". - Dla mnie wyzwaniem jest, czy sobie z tym dam radę, czy nie. Każdy z projektów musi być różny i w przypadku debiutu musi dawać artyście możliwość pójścia dalej w różnych kierunkach. To są nieraz ciężkie decyzje, ale ja je bardzo lubię. To jest możliwość obcowania z kompletnie innym światem muzycznym, bezkarnego korzystania z jego dobrodziejstw, a kiedy się z niego wychodzi, znów można wrócić do własnych zajęć.

Dla Steczkowskiej Ciechowski napisał także znakomite teksty na jej pierwszą płytę "Dziewczyna szamana", która okazała się wielkim sukcesem. Słowa do piosenek wokalistki napisał jako Ewa Omernik (Omernik to panieńskie nazwisko jego matki). O tym, że pod pseudonimem kryje się Ciechowski, branża muzyczna dowiedziała się podczas gali wręczenia Fryderyków w 1996 roku. Płyta zdobyła pięć nagród Akademii Fonograficznej. Ciechowski odebrał statuetkę jako aranżer roku.

Muzyk przyznawał, że sława i rozpoznawalność były dla niego czasem uciążliwe. - Moja twarz jest rozpoznawalna jakoś tam, chociaż nie jestem na tym punkcie w ogóle przewrażliwiony. Ale jak ktoś mi proponuje: "To może wpadnijmy do klubu potańczyć", to dzieje się coś dziwnego, bo to ten nasz wizerunek jest od nas odklejony jak cień od Piotrusia Pana - opowiadał na antenie Radia Zet. - Ludzie nie myślą o tym, że przyszedł jakiś facet sobie potańczyć tylko: "Patrz Ciechowski tańczy", I to jest już w ogóle zjawisko, które samo w sobie jest czymś interesującym, prawda? Mnie pod tym względem towarzyszy cały czas taka bardzo tłumiona nieśmiałość, którą mam w sobie od dziecka, ja się często czerwienię, często udaję takiego twardziela, kogoś kto natychmiast nawiązuje kontakt, a tak naprawdę dla mnie poznanie każdej nowej osoby to jest trudność.

Ciechowski poznał pierwszą żonę, Jolantę, w liceum. Kiedy się rozwiódł, związał się z aktorką, Małgorzatą Potocką. Zaczął się z nią spotykać w połowie lat 80., a rozstał na początku kolejnej dekady. Ze związku z artystką doczekał się córki, Weroniki. W 1993 roku poślubił drugą żonę, Annę Wędrowską, z którą miał córkę Helenę, syna Bruna i córkę Józefinę, która urodziła się już po śmierci muzyka. - Ożenił się, mając 22 lata, ze szkolną miłością, a ponieważ Jola szła do Torunia, on poszedł za nią - opowiadała o prywatnym życiu syna jego mama, Helena. - Moje dzieci szybko się zakochiwały, a Grzegorz zawsze byt po ojcu ufny i otwarty. Do dziś żyjemy z Jolą w przyjaźni. A potem mój syn spotkał Małgosię, a właściwie Małgosia spotkała Grzesia. Moi rodzice dożyli złotych godów, ja i mąż do końca byliśmy razem szczęśliwi, nie zdążyliśmy się sobą ani znudzić, ani sobie uprzykrzyć. Ale co może zrobić matka, gdy dorosłe dziecko się rozwodzi? Gdy zaczęła się sprawa z pierwszym rozwodem Grzesia, niewiele wiedzieliśmy. Rodzice widać dowiadują się ostatni. Wtedy mój syn napisał do mnie piękny list, który jest dla mnie świętością. Niczym nie umniejszył zasług Joli, którą wszyscy kochaliśmy, ale napisał, że nieraz w życiu trzeba przejść ciernistą drogę, żeby dojść do innego uczucia. Gdy powiedział mi o trzeciej przyszłej żonie, to znowu była dla mnie bomba.

Od kilku lat odbywają się w Tczewie festiwale jego muzyki "In memoriam". Miasto Toruń przyznaje natomiast nagrodę artystyczną jego imienia.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!