Rock, Alternatywna
Ocena ogólna:
Oceń:
Liczba odwiedzin: 1311
Ostatnio odwiedzany: 2012-05-25
Zespół Tides From Nebula został założony przez czterech muzyków, którzy "chcieli poszukać czegoś innego, czegoś czego nie słyszeli na co dzień na polskiej scenie gitarowej". Grupa wygrała konkursu Neuro Music, co pozwoliło na nagranie debiutanckiego albumu "Aura".
Płyta zdobyła znakomite recenzje, a kwartet trafił do podsumowań magazynów "Przekrój" czy "Teraz Rock". Po koncertach u boku Ulver czy God Is an Astronaut, formacja zaczęła pracę na longplayem numer dwa. Produkcją materiału na "Earthshine" zajął się twórca muzyki do "Trzech kolorów" Krzysztofa Kieślowskiego - Zbigniew Preisner.
Zespół powstał na początku 2008 roku w Warszawie i dość szybko zaistniał na polskim rynku. W skład formacji weszli gitarzyści Adam Waleszyński i Maciej Karbowski oraz basista Przemek Węgłowski i perkusista Tomasz Stołowski. Maciek, który grał również na klawiszach, szukał twórców, którzy tak jak on chcieliby tworzyć przestrzenną muzykę. Z Przemkiem i Adamem, skontaktował się przez wspólnego kolegę. Skład uzupełnił znajomy gitarzysty, Stołowski, z którym Karbowski miał już okazję współpracować.
- Każdy z nas grał wcześniej z innymi zespołami. Wspomnę tylko, że Maciek i Tomek grali w zespole Root, z którym nagrali pełnowymiarową płytę - wspominał Węgłowski na stronach serwisu Antyportal.net. - Kiedy zaczęliśmy grać razem, mieliśmy ochotę odpocząć od oklepanych ram "zwrotkowo-refrenowych". Mieliśmy po prostu chęć wyrażenia swoich emocji w niczym nieskrępowany sposób, tak więc nie narzucaliśmy sobie żadnych ograniczeń. Z czasem okazało się, że wszyscy doskonale się rozumiemy zarówno w warstwie muzycznej, jak i personalnej, co pozwoliło nam dość szybko stworzyć materiał na pierwszą płytę.
Choć grupa rozważała tradycyjną konfigurację uwzględniającą wokalistę, próbowali nawet z kilkoma utalentowanymi potencjalnymi kandydatami na stanowisko frontmana, ostatecznie jednak kwartet zdecydował się oprzeć swą twórczość wyłącznie na instrumentach. - Do grania instrumentalnego dojrzewaliśmy od dłuższego czasu - wyjaśniali artyści w wywiadzie z dziennikarzem magazynu "Gitarzysta". - Był oczywiście pomysł, żeby mieć wokalistę, ale nawet bardzo dobry wokal nie sprawiał, że bardziej cieszyliśmy się naszym graniem. Gdy wreszcie podjęliśmy decyzję, że zamykamy skład, gramy instrumentalnie, bardzo nam ulżyło, bo to był bardzo dobry wybór.
Po dłuższych poszukiwaniach, szukając czegoś oryginalnego i współgrającego z muzyką, formacja na nazwę obrała Tides From Nebula. Odnosi się ona do mgławicy, obłoku gazu i pyłu międzygwiazdowego.
- Kiedy półtora roku temu myśleliśmy nad nazwą dla naszego zespołu, najważniejsze dla nas było to, żeby spełniała ona dwa kryteria - oddawała charakter muzyki, jaką tworzymy oraz żeby była niepowtarzalna - wyjaśniał basista w rozmowie z dziennikarzem Antyportal.pl. - Poszukiwania nie były łatwe, ponieważ okazało się, że większość ciekawych i interesujących nazw jest już zajęta przez inne kapele. Pozostało nam wymyślić coś własnego. Połączyliśmy dwa piękne słowa i pomysł w postaci Tides From Nebula od razu chwycił.
Pierwszy koncert grupy odbył się 18 maja 2008 roku w stołecznym klubie No Mercy. We wrześniu, wraz z zespołem Root, Tides From Nebula wyruszył na pierwszą trasę koncertową, występując następnie w październiku z amerykańską grupą Caspian oraz włoską At The Soundawn.
Pierwszy przełom w karierze zespołu nastąpił wiosną 2009 roku. Kwartet został laureatem konkursu Neuro Music i tym samym wystąpił podczas Asymmetry Festival we Wrocławiu oraz otrzymał możliwość przygotowania profesjonalnej sesji nagraniowej. - Wszystko się zgadzało - pomysły, wykonanie, brzmienie, nawet oprawa sceniczna - argumentował jeden z sędziów, Jarosław Szubrycht. - Na chwilę, na minutę albo pięć, zapomniałem, po co tu przyjechałem, zapomniałem, że to konkurs, a ja jestem w jury. Po prostu cieszyłem się muzyką.
Następnie, w lipcu 2009 roku, warszawiaków można było zobaczyć na krakowskim Knock Out Festival, obok takich gwiazd jak Testament, Voivod i Apocalyptica. Występ był ponownie wynikiem konkursu, który Tides From Nebula wygrali.
Muzyka kwartetu często określana jest mianem post-metalu czy post-rocka. Dokonania formacji przyrównuje się natomiast do poczynań grup Mogwai, Isis czy Caspian. Sam zainteresowani unikają jednak etykietek i szufladkowania. - Zawsze powtarzamy, że gramy przestrzenną muzykę gitarową i tego będziemy się trzymać. Etykiety są potrzebne mediom, aby określić słuchaczowi czego może się spodziewać po nowym zespole, o którym czyta artykuł - wyjaśniali muzycy w wywiadzie dla serwisu Neuromuza. - Z tego, co zauważyłem, każdy wykonawca ma problem z nazwaniem tego, co gra. Myślę, że tak samo jak Pelican, Isis czy Cult Of Luna lubimy po
prostu grać rocka. Stylistyka muzyki określanej jako "post" jest dość otwarta, zauważ, że ciężko sprecyzować jakie kryteria muszą być spełnione, aby do niej należeć. Możliwe, że niedługo ktoś stworzy jakieś nowe "tagi", do których być może i my zostaniemy wrzuceni - jednak to nie nasz problem, raczej tych, co lubią szufladki.
Wśród ulubionych wykonawców, muzycy wymieniają również Radiohead, Tool, Pendulum, Faith
No More, Fionę Apple czy The Dillinger Escape Plan.
- Pierwsze półrocze działalności stało pod znakiem tworzenia materiału, w maju 2008 zagraliśmy debiutancki koncert, aby przypieczętować pierwszy udany okres działalności - podsumowali swe początki muzycy na łamach magazynu "Gitarzysta". - Pakt krwi został podpisany. Na jesień materiału było już na tyle dużo, że poważnie zaczęliśmy się zastanawiać nad nagraniem od razu pełnej płyty, bez zabawy w płyty demo/promo. Wybraliśmy materiał, dopracowaliśmy, pojechaliśmy do studia i gotowe.
Utwory na debiutancki longplay powstawały do stycznia 2009 roku, następnie rozpoczęła się zasadnicza część sesji. Zespół poprzez blog na bieżąco informował fanów o przebiegu prac nad płytą.
Dzieło powstawało na przełomie lutego i marca 2009 roku w studiu Squat w Chełmie pod okiem Łukasza Żebrowskiego. Produkcją zajęli się jednak sami muzycy.
O tym, jak wygląda praca nad muzyką Tides From Nebula, opowiadał podczas wywiadu dla miesięcznika "Teraz Rock" gitarzysta. - Na pewno nie przez improwizację - mówił Maciej Karbowski. - Jest baza lub motyw, który ktoś przygotowuje. Potem krok po kroku go dopracowujemy.
Longplay zatytułowany "Aura" trafił do sprzedaży 25 maja 2009 roku. Projektem okładki zajął się portugalski grafik Helder Pedro.
- Do współpracy z Helderem doszło dzięki Philipowi, gitarzyście grupy Caspian - opowiadał basista na stronach Antportalu. - Mieliśmy przyjemność grać z nimi jeden z zeszłorocznych koncertów. Po prostu napisaliśmy do Phila z prośbą o podsunięcie nam kogoś kto "czuje klimat" takiej muzyki. Polecił on nam Heldera Pedro, który jest Portugalczykiem i projektował już m.in. dla God Is An Astronaut czy też Jakob, których jesteśmy fanami. Współpraca z nim należała do bardzo
owocnych - muszę przyznać, że Helder jest bardzo pracowitym artystą. Co ważne, jest on także otwarty na wszelkie sugestie, a pomimo tego że nie poznaliśmy go osobiście możemy też stwierdzić, że jest bardzo cierpliwy.
Pochodzący z płyty utwór "Tragedy Of Joseph Merrick" nawiązuje do historii Josepha Merricka - człowieka-słonia.
- To dosyć przerażające, że jeszcze 150 lat temu wszystkich "innych" ludzi traktowano nieludzko - tłumaczył Maciej Karbowski w rozmowie z serwisem Progrock. - Joseph stał się atrakcją w cyrku. Niesamowita też jest rozdzielność między pięknem ciała i duszy. Merrick przez swoją chorobę był nieatrakcyjny fizycznie, posiadał za to piękne, wrażliwe wnętrze, tworzył kartonowe modele,
dzieła sztuki.
Latem 2009 roku kapela wyruszyła w trasę z grupami Caspian i God Is An Astronaut. - Koncerty u boku GIAA i Caspian to była chyba jedna z najfajniejszych przygód w naszym życiu - opowiadali w rozmowie z dziennikarzem Neuramuzyka. - Nigdy tego nie zapomnimy. Wbrew pozorom, klimat przed i po koncertowy jest tak samo luźny z takimi gwiazdami jak i z zaprzyjaźnionymi zespołami z kraju. Bardzo zżyliśmy się z obiema ekipami, cały czas trzymamy ze sobą kontakt.
Zespół można było później także zobaczyć przed Oceansize i Ulver. W 2009 kapela miała swoją pierwszą europejską trasę koncertową obejmującą dziesięć koncertów w Niemczech, Belgii, Francji oraz Austrii. Następnie zagrali na OFF Festival 2010 oraz Seven Festival 2010 w Węgorzewie. Jesień 2010 roku muzycy poświęcili na dalsze promowanie albumu "Aura" na dwóch trasach, jednej w Polsce, a drugiej w Europie. Zespół zagrał łącznie prawie czterdzieści koncertów w dwa miesiące.
W końcu artyści wzięli się za prace nad drugim longplayem. - Czuliśmy lekką presję, ale staraliśmy się robić swoje - wyjaśniał gitarzysta, Maciej Karbowski na łamach "Teraz Rocka". - Chcieliśmy zrobić album dla siebie.
Materiał powstał w pierwszej połowie 2010 roku. By odciąć się od codziennego otoczenia, muzycy część kompozycji stworzyli w górach, w nowym, inspirującym dla nich otoczeniu. Do realizacji całego przedsięwzięcia, przyłączył się w roli producenta Zbigniew Preisner. Realizacją nagrań zajął się natomiast Rafał Smoleń.
Co ciekawe, to ceniony kompozytor filmowy zgłosił się z propozycją. - Już prawie dwa lata temu pan Preisner się z nami skontaktował, bo usłyszał naszą muzykę w radiu - wspominał gitarzysta Robertowi Filipowskiemu z "Teraz Rocka". - Od słowa do słowa, w marcu 2010 roku, podjęliśmy decyzję o wspólnej pracy. Przygotowaliśmy materiał, pan Zbigniew go posłuchał i przekazał swoje sugestie. Inicjatywa współpracy wyszła od niego i trudno było nie skorzystać z takiej okazji. Był
zresztą nie tylko producentem, bo w dwóch utworach wykonał motywy fortepianowe, wspólnie siedzieliśmy przy nagrywaniu i miksowaniu płyty.
Artysta pomógł również w aranżacji smyczków i klawiszy "White Gardens".
- Ja lubię ten rodzaj muzyki, ten rodzaj skupienia, ja lubię ten rodzaj emocji, ten rodzaj opowiadania, nawet ten sposób grania - wyjaśniał Preisner chęć współpracy z młodą kapelą z Warszawy. - Ja w nich wierzę i mam nadzieję, że to im się uda. Że one day usłyszymy o tym, że zespół z Polski, Tides From Nebula, jest tym zespołem, którego się wszędzie słucha, na którego koncerty się chodzi, którego płyty się kupuje.
Praca z wziętym kompozytorem wymagała jednak pewnych poświęceń. Preisner wysoko bowiem postawił poprzeczkę, kładł również duży nacisk na organizację, trzymanie terminów. W efekcie połowę 2010 roku muzycy poświęcili wyłącznie pisaniu materiału. Zdaniem artystów, wysiłek się jednak opłacił.
- Pan Preisner jako producent miał duży wpływ na brzmienie tej płyty - nauczył nas wiele, pokazał nam drogę, którą zgodziliśmy się obrać i jesteśmy z niej bardzo zadowoleni - tłumaczyli w promocyjnym wywiadzie. - Otworzył nam głowy na myślenie globalne, na celowanie jak najwyżej. Od samego początku byliśmy bardzo ciekawi, co wyniknie ze współpracy uznanego kompozytora muzyki klasycznej, filmowej i młodego zespołu rockowego.
Longplay zatytułowany "Earthshine" ukazał się 9 maja 2011 roku nakładem Mystic Production. Na wydawnictwie pojawiło się sporo klawiszowy, elektroniki, przetworzonej jednak przez analogowe brzmienia.
- Na naszej drugiej płycie umieściliśmy tyle prawdziwych siebie, ile tylko zdołaliśmy, jesteśmy z niej bardzo dumni - zapewniali muzycy przed premierą.
Dzieło spotkało się z pozytywnym odzewem zarówno wśród fanów, jak i dziennikarzy. - Producentem "Earthshine" został znany kompozytor Zbigniew Preisner - pisał Robert Filipowski na łamach "Teraz Rocka". - Takie spotkanie w studiu zaowocowało bardzo wysmakowaną produkcją i niezwykle dynamicznym brzmieniem na światowym poziomie.
Grupę docenił również zespół Riverside, który zaprosił Tides From Nebula na europejską trasę koncertową. Warszawski kwartet zapowiedział również występ przed Deftones w ramach Rock in Summer, na Heineken Open'er 2011 oraz w Jarocinie.
- Najważniejsze czeka nas na jesieni, gdy będziemy po całej kampanii promocyjnej -
mówił o przyszłości kapeli gitarzysta w majowym numerze "Teraz Rocka". - W październiku i listopadzie będziemy grali polską trasę, a potem na kilka tygodni jedziemy na własną trasę europejską. W planach są już koncerty na przyszły rok.
super grupa jestem zachwycona wybieram sie dzisiaj od progresji