szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
l1 l2 l3
banner
banner
banner
banner

Zobacz więcej w serwisach WP

Muzyka

Muzyka

Muzyka

Muzyka

Zakupy

Nokautporównaj ceny z nokaut

The Australian Pink Floyd Show

The Australian Pink Floyd Show

  • Ocena ogólna:

    3.67/5
    [12 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 2192

    Ostatnio odwiedzany: 2012-05-22

The Australian Pink Floyd Show czyli gramy tylko Pink Floydów! Jak w dzisiejszym muzycznym show-biznesie można zostać zauważonym i zdobyć upragnioną sławę połączoną z komercyjnym sukcesem? Można grać po prostu pop, można też być oryginalnym i liczyć na zauważenie. Na tą drugą opcję postawili muzycy z The Australian Pink Floyd Show


Jeszcze innym sposobem jest niezbyt chlubny, ale na pewno skuteczny sposób na granie własnych wersji utworów innego popularnego zespołu. Grupa muzyków z Adelajdy w Australii tę kontrowersyjną działalność podniosła do rangi sztuki, tworząc zespół grający tylko i wyłącznie covery nagrań Pink Floyd i odnosząc na tym polu sukcesy od przeszło 20 lat.

Wszystko zaczęło się od ogłoszenia: "Szukamy wokalisty i klawiszowca do zespołu. Mile widziane profesjonalne doświadczenie. Gramy tylko Pink Floydów". Umieścił je Lee Smith przy wejściu do Allan's Music, największego sklepu muzycznego w Adelajdzie w 1988 roku. Smith razem z perkusistą Grantem Rossem i basistą Trevorem Turtonem postanowili stworzyć swoisty tribute band, grający tylko utwory Pink Floyd, którym to zespołem byli zafascynowani.

Na ogłoszenie odpowiedziało dwóch muzyków: gitarzysta Steve Mac i klawiszowiec Jason Sawford (który, jeśli wierzyć oficjalnej stronie zespołu, zjawił się z keyboardem, który nawet nie potrafił prawidłowo obsłużyć). - Tak naprawdę zgłosiłem się trochę dla zabawy, dla grania w pobliskich pubach, nie oczekując, że zrobię na tym karierę. Studiowałem na Uniwersytecie wtedy, planowałem robić coś całkiem innego i skończyłem grając na klawiszach w rockowym zespole - wspomina Sawford w wywiadzie dla Crave Magazine. Odczucia Jasona podzielała w znacznej mierze reszta - zespół powstał głównie z myślą o realizacji młodzieńczych fascynacji. Tak w 1988 roku powstał prawdziwy fenomen - tribute band, idealnie oddający atmosferę występów Pink Floyd na żywo.

Początki, jak łatwo się domyślić, były bardzo skromne. Pierwsze występy trupy odbywały się dla znajomych i rodziny w studiu nagraniowym. Uczestniczyli w nich też Greg Sutton i Richard Guest, którzy później mieli odegrać rolę w historii grupy. Przed rozpoczęciem prawdziwej kariery potrzebna była jednak odpowiednia nazwa - początkowym pomysłem było Pink Bits, później jednak zespół zdecydował się na Think Floyd. Dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym czasie w okolicy powstawała inna grupa, która zamierzała użyć tej samej nazwy. Nie namyślając się długo zespół wykupił do niej prawa i od tego czasu, czyli od 1988 znany był jako Think Floyd.

Pierwsze, lokalne koncerty dały pozytywny oddźwięk - mordercze godziny na próbach pokazały, że zespół jest czymś więcej niż tylko "pubową" grupą, grającą covery do kufla. Niestety, nie był to odpowiedni czas dla zespołu - trudniej było dotrzeć do bardziej wymagającej publiki, jaką z pewnością stanowili fani Pink Floyd. Dlatego zespół na parę lat zawiesił działalność, poszczególni członkowie zajęli się innymi projektami, pisząc własny materiał.

Reaktywacja nastąpiła w 1992 roku z kosmetyczną zmianą w składzie: Turtona na basie zastąpił Peter Whitely. Nowe siły w zespole zaowocowały nowymi trasami, na których muzycy dawali z siebie wszystko. Jednak wschodnia Australia wydawała się za mała na ambicje zespołu - nadszedł czas na zaprezentowanie się światu. Okazja nadarzyła się, kiedy Glenn Povey, właściciel "Brain Damage", największego fanzinu traktującego o Pink Floyd, postanowił zorganizować spotkanie fanów. Usłyszał Think Floydów i uznał ich za najlepszy tribute band oryginalnych Floydów. Zespół miał zagwarantowany koncert na Wembley Conference Centre dla najlepszej widowni, o jakiej mógł marzyć - zagorzałych fanów Pink Floyd. Plany lekko pokrzyżował nowy basista, kiedy oznajmił, że nie może się wybrać z zespołem na Wyspy. W sukurs przyszedł Colin Wilson, znajomy Maca, który z chęcią zgodził się zastąpić Whitely'ego.

Zespół wylądował na londyńskim Heathrow w sierpniu 1993 roku. Nie obyło się bez incydentów - urząd celny skonfiskował wszystkie instrumenty, które po stresującej "walce" zostały jednak zwrócone zespołowi. Zwrot, jaki nastąpił w karierze wraz z przylotem do Wielkiej Brytanii znalazł swoje odzwierciedlenie również w zmianie nazwy zespołu - wszystko co australijskie wydawało się wówczas pociągać Brytyjczyków, dlatego idąc za ciosem Think Floyd zmieniło się w Australian Pink Floyd Show. Pierwszy, całkowicie wyprzedany koncert zdawał się potwierdzać o słuszności zmiany. Kolejnym był występ na konwencie, który przeszedł do historii - zespół znakomicie potrafił ujarzmić i zaczarować najbardziej wymagającą publikę, jaką można sobie dla Floydowskiego tribute bandu wyobrazić. Kolejne koncerty objęły m.in. Belfast w samym sercu wojny domowej, więc atmosfera była zaiste "gorąca". Zespół pomimo trudności z płynnością finansową radził sobie, jednak tęsknota za ojczyzną dawała o sobie znać. Tak bardzo, że pod koniec 1993 zespół opuścił jego założyciel - Lee Smith. Ciężko było znaleźć jego następcę, w końcu na początku 1994 został nim Damian Darlington. W tym samym roku zespół zagrał też swoje pierwsze koncerty na samym kontynencie - w Niemczech i Holandii.

26 wrzesień 1994 roku to przełomowa data w historii zespołu. Nie z racji odbywającego się wtedy w Fairfield Halls w Croydon koncertu, ale tego, co wydarzyło się po nim za kulisami. Zespół odwiedził sam David Gilmour - oryginalny członek Pink Floyd. Mając wtedy przerwę w trasie razem z resztą zespołu, promującą "Division Bell" (jak się potem okazało ostatni album Floydów) postanowił zobaczyć fenomen australijskiego zespołu na żywo. Australijscy wielbiciele Floydów długo nie mogli uwierzyć w szczęście, jakiego doznali - tym bardziej trudno im było uwierzyć w ofertę Gilmoura, dotyczącej zagrania na party po zakończeniu trasy Division Bell. Nie trzeba dodawać, że muzycy oczywiście zgodzili się - niestety z powodów czysto technicznych do występu nigdy nie doszło, w zamian Australijczycy dostali możliwość uczestniczenia w imprezie kończącej trasę. Nieznani nikomu wcześniej muzycy z dalekiego kraju w ciągu zaledwie paru lat ziścili swoje marzenie, poznając swojego idola oraz wielu innych celebrytów, m.in. Kate Bush czy Stinga.

Gilmour nie zapomniał o zespole i w 1996 roku, kiedy Australijczycy dalej mozolnie z różnym skutkiem budowali wizerunek w Europie, zaprosił ich na występ na 50. tych urodzinach. Impreza odbyła się w tajemnicy 6 marca w Fulham Town Hall w Londynie. Podczas występu dołączył do nich Guy Pratt (ówczesny basista Floydów) a na zakończenie sami Floydowcy zawładnęli sceną, wykonując zmienione wersje klasyków grupy.

Kolejne lata to dla zespołu budowanie wizerunku, szczególnie wśród wymagającej, brytyjskiej publiczności - koncert na festiwalu Glastonbury 1998 okazał się dobrą i wykorzystaną okazją do zaprezentowania się. Nieustanne męczące trasy odbiły się jednak na składzie - w 1998 roku postanawia odejść kolejny z członków-założycieli, Grant Ross. Z niemałym trudem znaleziono dla niego zastępstwo w osobie Paula Bonneya, który dowodził sekcją rytmiczną na koncertach w kolejnych latach. W 2001 roku zespół dostąpił prawdziwego zaszczytu grania w londyńskiej Royal Albert Hall - w utworze "Another brick in the Wall" gościnnie wziął udział Islington Green School Choir, ten sam, który współpracował przy oryginale.

W 2003 roku zespół wobec rutyny, jaka wkradła się w ich działania, postanowił po raz drugi (dokładnie w 10 lat po wyjeździe z Australli) postawić wszystko na jedną kartę i zawojować Stany Zjednoczone. Pomogło im w tym bez wątpienia granie podczas show całego albumu "Dark Side of the Moon", który akurat świętował swoje 30-lecie. Granie kolejnych albumów w całości na ich 30-lecie stało się cechą rozpoznawalną w kolejnych latach działalności zespołu. W następnych latach zespół rozbudował skład sceniczny - o saksofonistę i kobiecy chórek, w którego składzie znalazła się też od 2005 roku Polka, Ola Bieńkowska.

Rok 2009 to 30-lecie albumu "The Wall", który jest motywem przewodnim aktualnej trasy Australian Pink Floyd Show, która na europejskiej odnodze na początku roku zahaczyła o Polskę dwukrotnie, konkretnie o Bydgoszcz i Wrocław.

  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: 0 [0]
~rum [2010-01-25 12:46]

Australian Pink Floyd Show
Widziałem ich w 2008r w Katowicach i w 2009r we Wrocławiu. To co oni grają i co pokazują nie da się łatwo opisać. Nigdy nie dane mi było uczestniczyć w występie oryginalnych Floydów, choć widziałem występ solo Rogera Watersa w 2002r i występ D.Gilmoura w 2006r w Gdańsku.Myślę, że śmiało można postawić znak równości między oryginałami, a australijskimi "podróbkami". A nawet w niektórych fragmentach te same utwory wykonane są lepiej przez Australijczyków, niż przez zespoły byłych liderów PINK FLOYD.Naprawdę polecam.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi