szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

T. Rex

fot. Reprise

T. Rex

  • Ocena ogólna:

    4.11/5
    [9 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 3820

    Ostatnio odwiedzany: 2019-09-16

T. Rex, występująca w początkowym okresie jako Tyrannosaurus Rex, to brytyjska formacja rockowa, którą dowodził gitarzysta/wokalista/kompozytor Marc Bolan. W przeciągu dziesięciu lat działalności kapela dorobiła się wielu przebojów, z "Ride a White Swan", "Children of the Revolution" i "Hot Love".

Historia grupy, uznawanej za pionierów glam rocka, zakończyła się we wrześniu 1977 roku, kiedy w wypadku samochodowym zginął jej lider. W jednym z wywiadów Marc Bolan wyznał, że nie ma nic przeciwko, gdy ludzie myślą o nim, jak o grupie T. Rex. W końcu był on jej frontmanem, gitarzystą oraz jedynym kompozytorem, właściwe będzie więc rozpoczęcie historii bandu, od nakreślenia jego sylwetki. Na świat przyszedł pod koniec września 1947 roku w robotniczej rodzinie w Londynie, jako Mark Feld. W jego rodowodzie można doszukać się polskich korzeni - ojciec przyszłej gwiazdy był polsko-rosyjskiego pochodzenia.

Z edukacją pożegnał się, mając czternaście lat. Podobno, szkoła nie miała do zaoferowania niczego, co było w stanie go zainteresować. A największymi jego pasjami była poezja (m.in. Dylana Thomasa czy Arthura Rimbauda) i oczywiście muzyka. Gdy miał dziewięć lat odkrył Elvisa Presleya, który w szybkim czasie stał się jego wielkim idolem. Wychodząc na przeciw zainteresowaniom dziecka, matka podarowała mu gitarę akustyczną. W wieku dziesięciu lat, za sprawą starszej koleżanki ze szkoły, Helen Shapiro (która notabene stała się w Wielkiej Brytanii w latach 60. całkiem znaną piosenkarką i aktorką) dołączył już do pierwszej rockandrollowej kapeli, Susie & The Hoola-Hoops. Zresztą, jeśli kogokolwiek można nazwać urodzoną gwiazdą, Bolan z pewnością nią był. - Jestem artystą i tylko artystą - wyznał wiele lat później. - Nie umiem zajmować się niczym innym, nie potrafię naprawiać samochodów, ani niczego innego.

Po opuszczeniu szkoły, zatrudnił się jako model w jednej z agencji - pojawił się nawet w dwóch katalogach wysyłkowych firmy z odzieżą męską, której nazwy nikt dzisiaj nie pamięta. - Przez pewien czas trudniłem się tym, miałem wtedy chyba czternaście lat - opowiadał piosenkarz. - Co tydzień z tego tytułu musiałem występować w telewizji. Mniej więcej w tym samym okresie poznał Allana Warrena, który załatwił mu sesje nagraniową w pewnym londyńskim studiu (a także został później jego pierwszym menedżerem). Młody Marc zarejestrował wtedy m.in. własną wersję "Blowin' in the Wind" Boba Dylana. Twórczość amerykańskiego barda wywarła wielki wpływ na młodego muzyka. Według jednego ze źródeł, pseudonim artystyczny Bolan (który przyjął w 1967 roku, zmienił wtedy także pisownię imienia z Mark na Marc), powstał właśnie z połączenia imienia i nazwiska Amerykanina. "Blowin' in the Wind" zostało następnie wysłane do wytwórni EMI, ta jednak nie była zainteresowana wydaniem nagrania. Niezrażony, próbował dalej.

Więcej szczęścia miał w 1965 roku, kiedy udało mu się podpisać kontrakt z Decca Records. We wrześniu zarejestrował dla labelu trzy piosenki "The Wizard", "Beyond The Rising Sun" oraz "That's The Bag I", z których pierwsza trafiła dwa miesiące później na debiutancki singel artysty. Mała płytka (podobnie jak kilka kolejnych) okazała się jednak komercyjną porażką, dlatego współpraca z firmą szybko się zakończyła. Następnie na drodze Bolana stanął Simon Napier-Bell, menedżer m.in. The Yardbirds. Simon załatwił mu jednorazowy kontrakt z Parlophone (jego rezultatem było wydanie singla "Hippy Gumbo"), następnie przekonał go, aby dołączył do popartowej formacji John's Children, gdzie Bolan pełnił rolę gitarzysty oraz kompozytora. - Chciał zostać prawdziwą gwiazdą rocka i miał nadzieję, że dzięki John's Children uda mu się jakoś zaistnieć w rockowym światku - tłumaczył Tony Visconti, późniejszy producent większości płyt artysty w rozmowie z magazynem "The Word". Dzięki John's Children Marcowi tylko połowicznie udało się osiągnąć cel, bo choć koncerty zespołu cieszyły się powodzeniem, nagrania sprzedawały się słabo. Dlatego w połowie 1967 roku, zaledwie po kilku miesiącach, postanowił opuścić grupę (funkcjonowała ona dalej bez jego udziału) i powołać do życia własny projekt. Aby skompletować skład, zamieścił ogłoszenie w magazynie "Melody Maker" o treści "Szalony gitarzysta prowadzący, basista i perkusista poszukiwany do nowej grupy Marca Bolana. Dzwonić między 9 a 15".

Zebrany w błyskawicznym tempie zespół został ochrzczony szyldem Tyrannosaurus Rex i zadebiutował latem 1967 roku w Electric Garden. Pierwszy, czteroosobowy skład utrzymał się wprawdzie tylko jeden występ, następnie grupa została okrojona do duetu, w którym poza Bolanem, grał perkusista Steve Peregrin. Już na początku 1968 roku panowie zabrali się za nagranie pierwszego krążka. Dzieło zostało zarejestrowane przy użyciu bardzo skromnego instrumentarium - muzycy ograniczyli się do gitary akustycznej oraz perkusji i różnej maści bębenków, w ekspresowym tempie czterech dni (na więcej nie pozwalał budżet). Album, który stylistycznie można było podpiąć pod folk rock został zatytułowany "My People Were Fair and Had Sky in Their Hair... But Now They're Content to Wear Stars on Their Brows" i trafił do sprzedaży w lipcu. Jak na debiutantów, spisał się zaskakująco dobrze - na brytyjskich zestawieniach dotarł do 15. pozycji.

Sukces longplaya zachęcił muzyków do jak najszybszego powrotu do studia. I tak zaledwie trzy miesiące po jego premierze, w sklepach pojawił się drugi krążek Tyrannosaurus Rex, pod tytułem "Prophets, Seers & Sages: The Angels of the Ages". W tekstach Bolan dał wyraz fascynacji światem fantasy, w podobnym tonie był także wydany w 1969 roku jego tomik poezji "The Warlock Of Love". - Pamiętam, że kiedyś dał mi trylogię "Władcy pierścieni" i powiedział do mnie "Jeśli chcesz wiedzieć w jakim miejscu się teraz znajduję, musisz przeczytać te książki" - wspominał Visconti. Realizator powątpiewa jednak, czy artysta kiedykolwiek przeczytał sam dzieło Tolkiena. - Był dyslektykiem - kontynuował. - June (jego ówczesna dziewczyna, którą zresztą w 1970 roku poślubił) siadała i czytała mu godzinami, całą trylogię. Podobnie jak "Opowieści z Narnii" i Hobbita". Sam czytał bardzo powoli.

Wraz z kończącą się dekadą lat 60. nadeszły też poważne zmiany (po drodze ukazała się trzecia płyta zespołu, "Unicorn"). Marc świadomy był, że czasy hipisów, z którymi często był utożsamiany (nie tylko ze względu na wykonywaną muzykę, ale także noszone ubrania i długie włosy) minęły bezpowrotnie. Wraz ze zmieniającym się światem postanowił gruntownie przebudować formację. Po pierwsze, pozbył się ze składu sprawiającego coraz więcej problemów Steve'a, który bardziej zainteresowany był rockandrollowym trybem życia, niż samą muzyką - na jego miejsce wszedł jeszcze w 1969 roku Mickey Finn. Po drugie, odstawił w kąt gitarę akustyczną i skłonił się ku bardziej rockowemu i drapieżnemu brzmieniu. Nowy sposób myślenia o muzyce był już zauważalny na wydanym w 1970 roku longplayu "A Beard of Stars", pierwszym w pełni elektrycznym wydawnictwie formacji. Warto odnotować, że poza sprawowaniem tradycyjnych funkcji gitarzysty i wokalisty, Bolan chwycił także za bas - można więc mówić o początku transformacji w tradycyjny rockowy zespół.

Prawdziwym przełomem okazał się wydany w październiku singel "Ride a White Swan", któremu jako pierwszemu w karierze grupy, udało się zaznaczyć wyraźnie obecność na listach przebojów. W Wielkiej Brytanii kawałek dotarł do 2. pozycji, dzięki czemu w listopadzie formacja została zaproszona do programu "Top of the Pops". Występ przeszedł następnie do historii i to wcale nie z powodu jego wartości muzycznej. Bolan tuż przed wejściem na scenę posypał twarz brokatem, co przełożyło się w błyskawicznym tempie na nastanie nowej mody i gatunku muzycznego określanego mianem glam rocka (używany był także termin glitter rock).

Na fali sukcesu "Ride a White Swan" w grudniu 1970 roku pojawił się album "T. Rex", który dotarł do 13. pozycji brytyjskich list bestsellerów. W międzyczasie, nazwa bandu została skrócona do T. Rex., a jego skład poszerzył się do kwintetu (niemniej konfiguracja nigdy nie ustabilizowała się). We wrześniu 1971 roku kapela zrealizowała longplay "Electric Warrior", przez wielu określany nie tylko jako opus magnum kapeli, ale także jako jedno z najważniejszych wydawnictw glamrockowych w ogóle. Następnie przyszedł czas na wielkie przeboje, żeby wymienić tylko "Telegram Sam", "Metal Guru" czy "Children Of The Revolution". Bolanowi udało się w końcu osiągnąć cel - stał się prawdziwą gwiazdą. Na tyle dużą, że mógł pozwolić sobie na zakup Rolls-Royce'a dla żony. - Tak naprawdę jestem dzieckiem ulicy i dzięki wszystkim pieniądzom, które teraz posiadam kupuję sobie po prostu wolność - powiedział podczas jednego z wywiadów telewizyjnych. Marc zaczął także obracać się wśród największych osobistości ówczesnego rocka - spotykał się m.in. z Ringo Starrem, o którym mówił, że jest jego przyjacielem czy Eltonem Johnem. Znajomość z byłym Beatlesem zaowocowała także czymś bardziej namacalnym - Starr wyreżyserował film "Born to Boogie", który upamiętniał występ T. Rex na Wembley Arena, jaki grupa dała w marcu 1972 roku. Obraz zebrał sporo pozytywnych recenzji. - Koncert, który odmienił twarz brytyjskiego rocka - zachwycał się dziennikarz magazynu "New Musical Express". Gdyby tego było mało, następny krążek T. Rex, "The Slider" okazał się kolejnym artystycznym strzałem w dziesiątkę.

Dobra passa Marca i T. Rex nie trwała jednak wiecznie, bo o ile jeszcze kolejny krążek "Tanx" (1973) sprzedawał się na przyzwoitym poziomie i zebrał w większości pozytywne opinie, to wydany rok później "Zinc Alloy and the Hidden Riders of Tomorrow" (tytuł oczywiście nawiązywał do przełomowego krążka Davida Bowiego, "The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars") okazał się totalnym rozczarowaniem. - "Zinc Alloy" było ostatnim longplayem, jaki z nim zrobiłem - opowiadał Visconti. - To był niezły album, ale bardzo nierówny. Marc stał się bardzo schematyczny, nie słuchał żadnych rad. W tamtym czasie dużą rolę zaczął odgrywać rock progresywny, gusta ludzi stały się bardziej wyszukane, ale on jakby w ogóle nie zwracał na to uwagi. W międzyczasie doszło także do istotnej zmiany w osobistym życiu Bolana - rozstał się z June, której miejsce zajęła czarnoskóra wokalistka Gloria Jones. W 1975 roku para doczekała się dziecka - syna Rolana Bolana .

Kryzys twórczy Marca z latami wydawał się pogłębiać - zrealizowanemu w lutym 1975 roku albumowi "Bolan's Zip Gun" nie udało się nawet wskoczyć do zestawień - ani na Wyspach, ani w Stanach Zjednoczonych. Nieznacznie lepiej spisał się "Futuristic Dragon", który trafił do sprzedaży rok później. Wraz z nastaniem 1977 roku na horyzoncie zaczęło się dla Marca jednak przejaśniać. Wydany w marcu tego roku krążek "Dandy in the Underworld" przez wielu fanów i dziennikarzy został okrzyknięty powrotem do formy. W geście uznania dla rodzącego się wtedy punk rocka, a także, aby przedstawić twórczość młodszej, niepamiętającej czasów chwały T. Rex publiczności, zespół ruszył w trasę wraz z punkrockowym The Damned.

15 września tego samego roku Marc wybrał się wraz z Glorią na tournée po londyńskich klubach. Impreza skończyła się nad ranem, para wsiadła do samochodu, aby wrócić do domu. W trakcie drogi, dziewczyna, która prowadziła wpadła w poślizg, w wyniku którego samochód uderzył w drzewo. Jones doznała złamań w kilku miejscach, Bolan zmarł na miejscu - dokładnie na dwa tygodnie przed trzydziestymi urodzinami. Ironia losu polegała na tym, że muzyk nigdy nie nauczył się prowadzić, gdyż bał się śmierci w wyniku wypadku. O jego zgonie Gloria dowiedziała się dopiero w dniu pogrzebu, na który przybyli m.in. David Bowie czy Rod Stewart. Jego odejście z oczywistych względów zakończyło działalność T. Rex. - Był naprawdę wspaniały, jeden z najzabawniejszych kolesi, jakich kiedykolwiek poznałem - wyznał Bowie. - Pewnie tarzalibyśmy się teraz ze śmiechu po podłodze. Bardzo mi go brakuje.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~Wb [2016-01-23 10:45]

DO DZIS SLUCHAM ICH MUZYKI !!

odpowiedz

Ocena: +3 [3]
~lolek [2013-06-07 15:13]

Zgadzam się z Mikry! Niestety ludzie zapomnieli już o Rexach, nastały czasy muzyki w której już mało co się używa sprzętu grającego..

odpowiedz

Ocena: +2 [2]
~mikry66 [2010-12-20 21:45]

marc bolan
Marc Bolan i T.Rex to moim zdaniem grupa wszechczasów.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź