Alternatywna, Rock
Ocena ogólna:
Oceń:
Liczba odwiedzin: 2946
Ostatnio odwiedzany: 2012-05-24
Grupa ambitnych młodzieńców z Gdańska, z powodu najbanalniejszego w świecie, mianowicie z nudy, postanawia założyć swój zespół marzeń - Dick4Dick - podbić świat i serca wszystkich napalonych dziewcząt oraz rozpalić te jeszcze nierozpalone. - Nudziliśmy się na tym festiwalu i założyliśmy zespół Dick4Dick, jako antidotum na wszystko, co się dzieje w naszej kulturze.
-Ta supergrupa jest naszą wizją zespołu, którego zawsze nam brakowało na scenie polskiej oraz zespołu, na który sami byśmy chodzili i bawili się w pierwszych rzędach jako nastoletni grupie - opowiadał Bobby Dick w wywiadzie udzielonemu serwisowi Brzmienia.pl.
Ów megalomański ton jak mantra przewija się w ich działaniach, widać i czuć go na koncertach, w tekstach piosenek no i przede wszystkim w udzielanych wywiadach: - My wszyscy się podobamy wszystkim, wszyscy dobrze tańczymy i dlatego można powiedzieć śmiało o supergrupie. przekonują artyści. - Słowo "super" w stosunku do siebie odmieniają przez wszystkie przypadki i rodzaje. Mówią, że są superbohaterami, gotowymi bez chwili zastanowienia ratować świat z opresji, że grają tylko i wyłącznie hity, że podbili już polską scenę muzyczną i że wszystko i zawsze robią dobrze, wręcz… super.
Ich prawdziwe oblicze dostępne jest niewielu, dlatego ukrywają się pod dickowskimi pseudonimami: Bobby Dick, Nygga Dick, Wet Dick Junior, Rocky the Dick, (wcześniej występował z nimi Dick Dexter od 2004 do 2008 roku) a w 2008 dołączył do nich jeszcze Jacques Le Dick. Twierdzą, że grają rocka, jednak wcale nie daleko im do inspiracji zupełnie odmiennymi nurtami. W ich utworach i wizerunku scenicznym nietrudno wychwycić Elvisa Presleya, Bon Jovi, Franka Zappę, Klaxons, Queen Of The Stone Age, Davida Bowiego czy The Kiss. Zatem prócz rocka jest to również punk rock, disco, electro, country, powerpop i wiele, wiele innych. Jednak zapytani przez serwis Infomuzyka.pl z kogo zrzynają, bez namysłu odpowiadają: - Zrzynamy tylko z najlepszych, ale bardzo ciężko teraz nam powiedzieć z kogo. Bo tych najlepszych dla nas jest bardzo mało i w sumie teraz, ostatnio zrzynamy z siebie.
Głównym tematem tekstów zespołu jest niezaspokojony popęd płciowy, który przewija się w postaci magicznego słowa dick. - Skąd dla niego takie uwielbienie? - pyta dziennikarz Infomuzyka.pl. - To jest pewna fuzja genitaliów i mózgu - rozjaśnili sprawę twórcy - Fiut to sprawa polska i generalnie czasami fiut ci przesłania umysł, a czasami umysł ci przesłania fiuta. U nas dick, nie jest koniecznie fiutem, a sposobem życia: albo masz tego fiuta, albo nie masz. Jeżeli przeżywasz życie tak, że każdy twój dzień odbywa się w taki sposób jakbyś był milionerem, chociaż tego miliona nie masz, po prostu idziesz z podniesioną głową - to masz tego dicka. Jeśli natomiast, gdzieś zasuwasz, jesteś wgnieciony w jakiś niechciany układ i jesteś zniewolony - to znaczy, że tego dicka ci wsadzają.
W 2005 roku pojawił się pierwszy album "Silver Ballads", wydany własnymi siłami przez wytwórnie Zgniłe Mięso Rekords. - Trochę robimy to z wyboru - tłumaczą samodzielność. - Rozmawialiśmy z kilkoma wydawnictwami - z dużymi "mejdżersami" i generalnie pokazali, że nie mają "dicka", przynajmniej takiego jakbyśmy chcieli, żeby mieli. Tym sposobem robimy to sami. Pierwszą płytę wypuściliśmy za darmo w internecie - długo przed Radiohead. W 2006 roku członkowie superzespołu założyli wytwórnię Dickie Dreams Records, w której barwach ukazał się singel "Dick Back In Town" będący zapowiedzią dzieła zatytułowanego "Grey Album", który miał swoją premierę w 2008 roku. Sesja nie poszła jak z płatka.
- Efekt finalny powstał przy piątym podejściu - wspominają muzycy. - Próbowaliśmy płytę w całości zrobić sami. Ale musieliśmy szukać pomocy, gdyż nie mieliśmy na tyle dobrych możliwości sprzętowych, czy finansowych. Okazało się, że z przyjacielskiego spotkania w studiu u naszego jednego, czy drugiego przyjaciela wyniknęło tylko to, że nagraliśmy "coś tam", ale efekt nie był w stanie zaspokoić naszych aspiracji. Dlatego proces twórczy trwał tak długo. W końcu jednak znalazł się menedżer, który w nas uwierzył, a my w niego. Pojawiły się również środki finansowe, które pozwoliły na wejście do dobrego studia Radioaktywni w Częstochowie. Studio spełniło nasze oczekiwania sprzętowe, a realizator, Adam Celiński, zaproponował wyjątkowo niestresujący tryb pracy. Nagrywaliśmy z przerwami pół roku. W krótszym czasie nie bylibyśmy w stanie tego zrobić, tym bardziej, że na bieżąco cały czas uczyliśmy się nowego fachu, czyli studia. Teraz już te rzeczy wiemy.
Od tego czasu Dick4Dick regularnie koncertują, przyjmując pod swoje skrzydła coraz liczniejszą publiczność, którą prócz muzyki przyciągają odpowiednio dobrane wizualizacje i stroje artystów. Oczywiście wszystko w klimacie seksistowskim, jak to na prawdziwych dicków przystało. - Duży nacisk kładziemy na nasz image, gdyż nie jesteśmy tylko zespołem muzycznym - zdradzali na stronach Onet.pl. - Nasz wizerunek podobnie do naszej twórczości cały czas ewoluuje. Pewne pozy i stroje nam się nudzą. Generalnie nasz show z jednej strony jest planowany, a z drugiej bardzo spontaniczny. Jesteśmy w stanie do jednego koncertu przygotowywać się tygodniami, wymyślać i szyć stroje, a do drugiego podchodzić bardzo spontanicznie, np. w garderobie przed występem ktoś chwyta siatkę z Lidla i przykrywa sobie nią tyłek… Czy zdają sobie sprawę, że ich twórczość wzbudza kontrowersje? - Jak najbardziej tak - odpowiadają. Tym bardziej i właśnie przez to, wzbudza pożądanie. Ludzie bardzo chętnie walą na nasze koncerty, bo wiedzą, że dostaną to, czego chcą i czego dziwnym trafem nie dostają jakoś na co dzień - a powinni.
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!