szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Joe Dassin

fot. AFP

Joe Dassin

  • Ocena ogólna:

    4.83/5
    [24 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 4241

    Ostatnio odwiedzany: 2018-10-22

Joe Dassin to czuły przystojniak z wrodzoną jankeską fantazją i romantyczną duszą Francuza. Czy można chcieć czegoś więcej? Joe Dassin może nie do końca jest wcieleniem pop-kulturowej legendy o Amerykaninie w Paryżu, z całą pewnością jednak przysługuje mu tytuł jednego z największych muzycznych amantów lat 60. i 70. oraz wspaniałego promotora amerykańskiego folku na rynku europejskim.


Urodzony 7 listopada 1938 roku Joseph Ira Dassin dzieciństwo spędził między Nowym Jorkiem, gdzie przyszedł na świat a Los Angeles, gdzie wkrótce potem przeprowadzili się jego rodzice. Pochodził z artystycznej rodziny - jego ojcem był Jules Dassin, współpracownik m.in. Alfreda Hitchcocka i znany reżyser, matką natomiast węgierska skrzypaczka Beatrice Launer. Zyskujący coraz większe uznanie w filmowym światku Jules miał niestety pecha, jego pierwsze sukcesy zbiegły się bowiem w czasie z natężeniem antykomunistycznej inkwizycji senatora McCarthy'ego, która, jak się okazało, miała przejechać się także po rodzinie Dassinów. Oskarżony o sympatie do Związku Radzieckiego reżyser trafił ostatecznie na "czarną listę" wykluczonych i zmuszony został do emigracji. Był rok 1950 i Jules Dassin przeniósł się wraz z żoną, 12-letnim synem i dwiema córkami do Europy. Podczas gdy rodzice osiedlili się w Paryżu, młody Joe, mimo że w tych ciężkich czasach u Dassinów specjalnie się nie przelewało, rozpoczął naukę w elitarnych szwajcarskich szkołach Ecole Internationale de Geneve oraz Institut Le Rosey. W wieku lat 16 przystojny Amerykanin był już niezłym poliglotą (już jako dorosły mówił, prócz angielskiego, także po francusku, niemiecku, rosyjsku, hiszpańsku, włosku oraz grecku), co w przyszłości stać się miało jednym z jego największych atutów.

Po rozwodzie rodziców w roku 1956, nie bardzo wiedząc, jak się odnaleźć w nowej rodzinnej sytuacji, młodzieniec wrócił do Ameryki, gdzie na University of Michigan rozpoczął studia - najpierw medycynę (nie mógł jednak znieść eksperymentów na zwierzętach), a potem antropologię oraz rusycystykę. Kładący duży nacisk na rozwój swoich zdolności językowych Joe zawarł tam sporo międzynarodowych przyjaźni, w tym z pewnym Francuzem, z którym występując na drabinie po całym kampusie rozpoczął swoją przygodę z muzyką. Nie przepadający za nową rockandrollową falą, skórzanymi kurtkami, Elvisami itp. panowie szli pod prąd i grali utwory Brassensa, wykonując je oczywiście w oryginale, czyli po francusku. W trakcie studiów ambitnie samodzielny Dassin podejmował się wielu tymczasowych prac - od socjologa po kierowcę ciężarówki - znalazł też jednak czas, by napisać nagrodzone drugim miejscem w ogólnokrajowym konkursie opowiadanie "Wade In Water" i zajmować się DJ-owaniem w studenckim radiu.

Z dyplomem doktora w ręku i zaledwie 300 dolarami w kieszeni urodzony romatyk Joe w 1962 roku wrócił do Europy, gdzie wciąż pracował dorywczo, bądź to występując w epizodycznych rolach w filmach zyskującego sobie coraz większą sławę ojca bądź też jako niezależny dziennikarz pisując artykuły dla "Playboya" i "New Yorkera". W międzyczasie na miejsce stałej rezydencji wybrał Francję, która z czasem stała się dla niego drugą ojczyzną. - Kiedy przyjechałem do Francji po raz pierwszy, przeżyłem szok - zwierzał się w przytaczanej przez stronę JoeDassin.info rozmowie z J. C. Mazeranem. - Od tego czasu, choć wciąż mam amerykański paszport, w głębi serca uważam się za stuprocentowego Francuza. Tam też pod koniec 1963 roku poznał pierwszą żonę - Marryse Massierę, którą poderwał swoimi miłosnymi serenadami, a która w rok później na urodziny postanowiła podarować mu jego własną płytę (w tajemnicy nagraną w domu taśmę z nagraniami przekazała swojej przyjaciółce, która pracowała we francuskiej filii wytwórni CBS).

- Piosenkarzem zostałem z miłości - opowiadał później we wspomnianej już rozmowie z Mazeranem. - (...) Pierwszą płytę nagrałem, żeby zaimponować swojej dziewczynie i byłem wówczas tylko zwykłym amatorem śpiewającym dla własnej przyjemności jakiś amerykański folk. Z profesjonalnego punktu widzenia płyta ta była totalną katastrofą, ale dodała smaku naszemu romansowi. A jako że zawsze byłem zdeterminowany, postanowiłem nie przerywać tego w połowie drogi. Pracowałem całymi dniami i nocami... No i tak właśnie można zostać piosenkarzem z miłości.

Co ciekawe ten amatorski prezent-walentynka zwrócił uwagę zawodowców i wkrótce potem na rynek trafił pierwszy singel Joe Dassina - adaptacja folkowej amerykańskiej piosenki "Fraight Train" zatytułowana "Je change un peu de vent". Utwór jednak, jak i dwa kolejne, nie radził sobie najlepiej i był raczej ignorowany przez stacje radiowe. Przełom przyszedł w 1966 roku, kiedy numer "Bip Bip" (przeróbka "Road Hog" Johna D. Loudermilka) został prawdziwym hitem, a wytwórnia CBS uznała, że kluczem do sukcesu amerykańskiego Francuza jest dobra produkcja i połączyła go z jednym z największych realizatorów dźwięku we Francji, współpracownikiem Aznavoura i Gainsbourga - Jakiem Plaitem. Pierwsze owoce pracy tandemu niestety nie przyniosły sukcesu, kariera Dassina toczyła się jednak wartko i zła karta odwróciła się więc niemal w okamgnieniu, najpierw dzięki jego występowi w roli gospodarza festiwalu MIDEM w 1967 roku i wkrótce potem za sprawą kowbojskiej ballady "Les Dalton" (piosenkarz początkowo chciał odstąpić ją komuś innemu, jednak po namowach Plaita zgodził się w końcu nagrać jeden ze swoich przyszłych największych hitów), które wypromowały przystojnego Amerykanina głównie wśród żeńskiej części publiczności.

Końcówka lat 60. przyniosła Joe Dassinowi kolejne przeboje - "Marie-Jeanne", "Siffler sur la Colline", "La Bande à Bonnot", "Le Petit Pain au Chocolat" i "Les Champs-Elysees". Okres ten jednak stał się także początkiem problemów w życiu prywatnym piosenkarza, zainicjowanych przebytym w 1969 roku pierwszym zawałem serca. Wprawdzie artysta doszedł do siebie bardzo szybko, a kolejne dziesięciolecie znaczyły dalsze szlagiery - "L'Amerique", "Cécilia", "La Fleur aux Dents", "L'Équipe de Jojo", "Le Moustique" i "Salut les Amoureux" - idylli nie dane było potrwać długo i prawdziwy wstrząs przyszedł we wrześniu 1973 roku, kiedy po kilku dniach od urodzenia zmarł syn Joe i Marysse.

Mimo ciężkiej depresji, jego kariera o dziwo odżyła dosyć szybko, a lata kolejne to hit za hitem i takie tytuły, jak "L'été indien" (jego największy szlagier), "Et si tu n'existais pas", "Salut", "Ça va pas changer le monde", "Le jardin du Luxembourg" czy "À toi". Próby tej nie wytrzymało jednak małżeństwo piosenkarza, który rozwiódł się z pierwszą żoną w 1977 roku, by już w styczniu roku następnego ożenić się ponownie, z Christine Delvaux, matką jego, urodzonego wkrótce potem, syna. Romantyczne lata 70. powoli dobiegały końca i, jak się miało okazać, w tym samym kierunku zmierzała kariera Joe Dassina. Wprawdzie na koncie zanotował jeszcze sukces dyskotekowej przeróbki marleyowskiego "No Woman No Cry" zatytułowany "Si tu penses à moi", jego popularność jednak powoli malała.

Problemy powróciły też do życia prywatnego. 10 lat po pierwszym zawale, serce artysty ponownie odmówiło posłuszeństwa, a w roku 1980, wkrótce po narodzinach drugiego syna, oficjalnie rozpadło się jego drugie małżeństwo. Załamanie kariery i wstrząsy w życiu rodzinnym jeszcze w tym samym roku sprowadziły na niego kolejny zawał oraz operację wrzodów żołądka, po czym piosenkarz, by oderwać się od całego tego zamieszania postanowił wyjechać na Tahiti, gdzie kilka lat wcześniej kupił dom. Mimo że jeszcze po drodze, w Los Angeles, doznał następnego zawału wciąż upierał się, by kontynuować podróż. Zakończył ją wkrótce potem, 20 sierpnia 1980 roku w jednej z tahitańskich restauracji, kiedy jego serce zatrzymało się na dobre.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~ewa [2017-10-29 14:26]

Piękne piosenki. Taki głos jakim natura obdarowała Joe nie zdarzają się często.

odpowiedz

Ocena: +12 [12]
~Eliza [2015-08-23 11:58]

Jakieś bzdury, Joe Dassin zmarł u szczytu sławy. Jakie załamanie kariery?

odpowiedz

Ocena: +14 [14]
~Berlinka [2015-03-15 12:07]

Najpiękniejszy głos jaki tylko można usłyszeć. Jego piosenki powinny być często puszczane w radiu.

odpowiedz

Ocena: +17 [19]
~Mirela [2013-02-26 21:30]

Jego głosu i piosenek można słuchać dzień i noc.

odpowiedz

Ocena: +6 [6]
~tlp [2011-08-15 22:48]

To zdanie nie jest prawidłowo napisane: "" ...ożenić się ponownie, z Christine Delvaux, matką jego, urodzonego wkrótce potem, syna."

odpowiedz