szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Ewa Błaszczyk

fot. AKPA

Ewa Błaszczyk

  • Ocena ogólna:

    4.46/5
    [13 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 3961

    Ostatnio odwiedzany: 2014-07-24

Ewa Błaszczyk jest jedną z najbardziej znanych polskich aktorek śpiewających. Zwyciężczyni plebiscytu Polka 2006, uhonorowana tytułem Kobiety 2007 przez "Twój Styl", założycielka fundacji "Akogo?" pomagającej dzieciom po ciężkich urazach mózgu. Ewa Błaszczyk urodziła się w Warszawie, 15 października 1955 roku


W dzieciństwie długo chorowała, przez co stała się bardzo zamkniętym w sobie i nieśmiałym dzieckiem. Receptą, by otworzyć się na ludzi stało się pływanie, które aktorka trenowała z zapałem od piątej klasy podstawówki. Choć dzięki nauczycielce polskiego zaczęła się interesować teatrem, to przy wyborze szkoły średniej zdecydowała się na klasę pływacką. Jednak w pewnym momencie, uczęszczając do XI Liceum Ogólnokształcącego im. M. Reja w Warszawie, zauważyła, że na basenie świat się nie kończy i chciałaby być częścią świata, który roztacza się poza nim.

- Będąc w Reju i zajmując się pływaniem zorientowałam się szybko, że wielu moich kolegów mówi o sprawach, o których nie miałam pojęcia - przyznała aktorka w wywiadzie dla "Rzeczypospolitej". - Rozmawiali o teatrze, filmie, nowej książce. Zastanawiałam się, dlaczego ja nic o tym nie wiem. I szybko znalazłam odpowiedź - bo ja "kopię wodę". Wtedy zorientowałam się, że coś mi w życiu umyka i toczy się ono w jakimś fałszywym kierunku.

Nie do końca odnajdywała się w rzeczywistości liceum, która skrajnie różniła się od szarości panującej wokół w tamtych czasach. Drogie, kolorowe ciuchy, wyzwolona młodzież, obyta w świecie. To wszystko jeszcze bardziej ją onieśmielało.

Kolejnym pomysłem na przyszłość okazała się psychiatria. Ewa uważała, że to będzie jej wymarzony zawód, aż do momentu, gdy obserwując aktorów w spektaklach dyplomowych PWST, na które zabierał ją chłopak, student tej uczelni, przekonała się, że wcale nie musi być posągową pięknością, by grać w teatrze. Po raz kolejny zmieniła więc plan i postanowiła spróbować swoich sił na warszawskiej PWST. Na trzecim roku mało brakowało do rezygnacji z aktorstwa, czuła się rozczarowana szkołą, ale na szczęście dokładnie to przemyślała podczas wakacji, nadrobiła zaległości, a studia ukończyła z wyróżnieniem. Był rok 1978.

Zadebiutowała już rok wcześniej, na deskach Teatru Współczesnego. Wystąpiła tam w "Grach kobiecych", "Przebudzeniu wiosny", "Dziadach kowieńskich" i w marzeniu prawie każdej aktorki, dramacie Szekspira, "Romeo i Julia". O ile Błaszczyk poradziła sobie z rolą bardzo dobrze, to krytycy nie byli zachwyceni całokształtem sztuki.

Rok później przeniosła się na jeden sezon do Teatru Narodowego, skąd w 1983 roku powróciła do Teatru Współczesnego, a od 1994 roku jest aktorką Teatru Studio.

Jeszcze będąc studentką rozpoczęła się jej przygoda z piosenką. Brała wówczas udział w przeglądach piosenki aktorskiej we Wrocławiu, trafiła do kabaretu Jana Pietrzaka. Śpiewała piosenki Agnieszki Osieckiej, Jonasza Kofty i Jacka Janczarskiego, prywatnie nieżyjącego już męża aktorki.

Na dużym ekranie zadebiutowała w 1979 roku, w filmie Janusza Morgensterna, "Godzina "W"", ale pierwszą znaczącą produkcją był "Nadzór" Wiesława Saniewskiego. Za rolę Klary otrzymała Brązowe Lwy Gdańskie w 1985 roku. Reżyser od razu wiedział, że chce obsadzić Błaszczyk w roli młodej więźniarki, która decyduje się urodzić dziecko pomimo wszelkich przeciwności losu. Później współpracowali jeszcze przy kilku filmach.

- Ewa Błaszczyk jest aktorką wyjątkową: prawdziwą profesjonalistką, zawsze świetnie do roli przygotowaną, rozumiejącą nie tylko graną przez siebie postać, ale także cały kontekst, w jaki ta postać jest wpisana - mówi Wiesław Saniewski o aktorce. - Ewa nie jest aktorką bierną, meblem do przesuwania na planie. Ona wnosi bardzo dużo od siebie i do roli, i do całego filmu. Jest niezwykle wrażliwa i inteligentna. Natychmiast dostrzega najdrobniejszy fałsz, w dialogu czy w całej scenie. Mam do niej wielkie zaufanie. Praca z nią to prawdziwa przyjemność.

Po sukcesie "Nadzoru" niektórzy widzowie zawiedli się, że aktorka zaczęła występować w serialu "Zmiennicy", ale ona sama cieszyła się, że może zrobić, po pierwsze, coś trochę innego niż dotąd, a po drugie, że może w ogóle grać, bo tych bardzo ambitnych ról nie było wiele, a Błaszczyk należy do ludzi, którzy nie lubią siedzieć z założonymi rękami i czekać.

Stan wojenny był dla niej na tyle przytłaczający, że zdecydowała się pojechać do Wiednia i uczyć niemieckiego. Wkrótce otrzymała stypendium Instytutu Goethego. Poznała wtedy wielu artystów i dostała pierwsze propozycje filmowe. Najciekawszą i najbardziej znaną z propozycji zagranicznych, był film "Hanussen" Istvana Szabo.

- Na planie panowała istna wieża Babel, mówiono w siedmiu językach i każdy umawiał się "na końcówkę", czyli starał się zapamiętać ostatnie słowo swego poprzednika, żeby wiedzieć, skąd rozpocząć swą kwestię. - wspomina w wywiadzie dla "Rzeczypospolitej" pracę nad serialem aktorka. - Istvan Szabo chciał bowiem, aby każdy z nas grał w swoim języku. Uważał, chyba nie bez racji, że dobra znajomość języka obcego to za mało. Jeśli w grę wchodzą najwyższe emocje, to nie ma takiej siły, by ktoś w pewnym momencie nie wrzasnął w języku ojczystym. Szabo powiedział zdanie, które dobrze zapamiętałam: tylko wtedy, gdy aktor posługuje się mową ojczystą, jego oko nie kłamie.

Pobyt zagranicą okazał się jednak dla aktorki tylko iluzją barwnego życia, uświadomiła sobie, że to czas, by przewartościować swoje życie. Zaczęła myśleć o założeniu rodziny, o dzieciach.

Wróciła do Polski, wyszła za mąż za Jacka Janczarskiego i w 1994 roku urodziła bliźniaczki, Ole i Manię. Pełnia szczęścia trwała jednak tylko 6 lat, do roku 2000, kiedy w wyniku problemów z krążeniem zmarł mąż aktorki. W tym samym roku, dokładnie 100 dni później jedna z jej córek, Ola, zapadła w śpiączkę. Obie córki były przeziębione. Mama podała im leki, którymi jedna z nich się zakrztusiła, wodą, której się później napiła zalała sobie płuca. Zanim dojechały do szpitala, zapadła w śpiączkę.

Przeżyłam dwa zupełnie różne doświadczenia. - opowiedziała aktorka w wywiadzie dla "Wysokich obcasów". - Jacek był moim partnerem, wzajemnie dawaliśmy sobie siłę. Gdy jego życie się skończyło, zapadłam się w nicość. Nie rozpoznawałam świata. A Olą wciąż się opiekuję. O nią ciągle walczę i czekam. Czas płynie i rana po śmierci Jacka się goi. Wypełnia się pustka i rodzi nowy świat. To proces smutny, ale łagodny. Można go przyspieszyć - wypełniając czas pracą, spotkaniami. Prawda, muszę być przygotowana na wybuchy żalu i goryczy, bo czasem wzbiera we mnie dziki skowyt. Ale ta fala odpływa. Ola jest jak rana ciągle otwarta.

Dwa lata po tych tragicznych wydarzeniach Ewa Błaszczyk wraz z księdzem Wojtkiem Drozdowiczem założyła fundację "Akogo?". Jej cel to pomoc dzieciom po ciężkich urazach mózgu oraz wybudowanie pierwszej w Polsce kliniki-wzorca przy oddziale Rehabilitacji Neurologicznej w Centrum Zdrowia Dziecka. Jest współautorką książki "Wejść tam nie można", swego rodzaju autobiografii, w której opowiada o swoich zmaganiach w walce o córkę.

- Chciałam, żeby z tego przedsięwzięcia wyniknęło coś więcej niż tylko kolejna pozycja na rynku wydawniczym. Przyczynkiem do powstania książki były moje rozmowy z Krystyną Strączek. Ale to, że moje nazwisko widnieje na okładce, to tylko miły gest Krysi. To ona tę książkę zredagowała. Zgodziłam się, bo dotarło do mnie, że możemy w ten sposób komuś pomóc. To książka o tym, jak cierpienie zmienia człowieka, jak ciężko zaakceptować chorobę. Ma też pokazać, że w naszym kraju potrzeba specjalistycznej kliniki intensywnej opieki dla dzieci po ciężkich urazach neurologicznych.

  • Skomentuj
  • WP.PL
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +3 [3]
~nadzieja [2013-05-28 00:36]

ludzi wielkiego serca nam trzeba.....

odpowiedz