szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Armand van Helden

fot. oficjal. str. Armanda van Heldena

Armand van Helden

  • Ocena ogólna:

    5/5
    [1 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 1512

    Ostatnio odwiedzany: 2020-04-03

- Jestem remikserem, ale w zasadzie to nie lubię remiksów, jest w tym jakaś ironia - mówi o sobie Armand van Helden, jedna z największych na świecie gwiazd muzyki klubowej. Armand van Helden urodził się w 1970 roku w Bostonie, w multikulturowej rodzinie, jako dziecko pół-Holendra-pół-Indonezyjczyka i pół-Francuzki-pół-Libanki.


Domem Van Heldenów rządziły zasady i wartości. - Ludziom się to nie spodoba, bo wszyscy inni mają na swoim koncie jakieś rodzinne dramaty, ale ja pochodzę z dobrego domu - powiedział artysta magazynowi "Jockey Slut". "Mój ojciec hołdował tradycyjnym wartościom, dobremu wychowaniu i odpowiedzialności w iście brytyjskim stylu. I to je we mnie wpoił. Jako że ów ojciec służył w lotnictwie wojskowym Van Heldenowie co raz to zmieniali miejsce zamieszkania (Holandia, Litwa, Turcja, Włochy).

- Pamiętam kiedy ukazało się "Rapper's Delight" (płyta The Sugarhill Gang - przyp. red), mieszkałem wtedy w Turcji, a w modzie było disco - wspominał po latach w wywiadzie dla "DJ Times". - Grałem tę piosenkę przez cały rok. Potem przez rok mieszkaliśmy w Stanach, a kiedy przeprowadziliśmy się do Holandii wyszło "Planet Rock" (płyta Afrika Bambaataa & Soulsonic Force - przyp.red). Nikt nie wiedział, co to takiego hip-hop, w żadnym z tych miejsc.

Czynną przygodę z muzyką Armand rozpoczął jeszcze będąc nastolatkiem, kiedy na sprzęcie ojca podjął pierwsze nieśmiałe eksperymenty z dźwiękiem. Rodzic już wkrótce zaopatrzył go w pierwszy turntable, a w wieku lat 13 młodzieniec sam powiększył swój DJ-ski ekwipunek o kolejne decki oraz mikser. Grający głównie freestyle i hip-hop młody DJ swój sceniczny debiut zanotował już w około rok później na szkolnej imprezie, podczas pobytu w Holandii. Popis ten okazał się być na tyle udany, że zaraz potem miejscowe centrum młodzieżowe zaproponowało Van Heldenowi stałą DJ-ską fuchę w piątkowe wieczory, dzięki której mógł odłożyć pieniądze na jeszcze więcej sprzętu. Późniejsza przeprowadzka rodziny do Włoch okazać się miała dla Armanda przełomem w karierze. To tam wskakując na zastępstwo, młodzieniec dostał szansę poprowadzenia własnego radiowego programu, a i równie owocna okazała się jego wyprawa do miejscowego klubu, gdzie zapoznany przez kolegów młodego muzyka z jego dorobkiem właściciel lokalu zaproponował mu zastąpienie jego dotychczasowego, niezbyt rzetelnego i punktualnego, DJ-a.

Po powrocie do Stanów Van Helden rozpoczął naukę na bostońskim Bunker Hill Community College na wydziale technologii mediów, a po ukończeniu szkoły próbował znaleźć jakąś "porządną" pracę, już wtedy wiedział jednak, że interesuje go jedynie robienie muzyki, w 1991 roku zatrudnił się więc w X-Mix Productions, gdzie, jak można się domyślić, zajmował się robieniem remiksów. Rezydujący już w słynnym bostońskim klubie Loft, w 1992 roku młody DJ wydał debiutancki singel - remiks piosenki Deep Creed "Stay On My Mind", by jeszcze tego samego roku pójść za ciosem i stworzyć pierwszy hit - remiks utworu "Sultans Of Swing" pod tytułem "Move It to the Left". To jednak dopiero wydany w dwa lata później "Witch Doctor" otworzył przed Van Heldenem podwoje klubowej listy przebojów "Billboardu" i dał możliwość mikserskiej kolaboracji z takimi artystami jak: Deee-Lite, Jimmy Somerville, New Order, Deep Forest czy Faithless. Coraz głośniejsze nazwisko dwudziestoparolatka dotarło około roku 1996 także do uszu Tori Amos, której zremisowane nagranie "Professional Widow" stało się z czasem największym przebojem Amerykanina. Od tego czasu Armand mógł wręcz przebierać w propozycjach współpracy, a zgłaszali się do niego wówczas tak prominentni twórcy, jak The Rolling Stones, Janet Jackson, Puff Daddy, C.J. Bolland czy Daft Punk.

Van Helden nie chciał być jednak znany jedynie z przeróbek cudzej twórczości, rok ten więc zaznaczył się w jego biografii także wydaniem pierwszej autorskiej płyty "Old School Junkies: The Album". - Muszę nieustannie iść naprzód - opisał później swoje podejście do muzyki w rozmowie z portalem MusicOmh. - To w jakimś sensie zespół braku umiejętności skupienia uwagi, po prostu wciąż muszę przeć przed siebie. Efektem tego parcia 27-latka stały się wydane w rok później składanka "Greatest Hits" oraz bardziej hiphopowe od debiutu wydawnictwo "Sampleslaya - Enter the Meatmarket". Wypuszczone na rynek w 1998 roku "2Future4U", to już produkt jego własnej wytwórni Armed, promowany singlem "U Don't Know Me", któremu swego czasu udało się strącić utwór "Pretty Fly (for a White Guy)" The Offspring z czoła listy UK Top 40. Wspomniany rok przyniósł Van Heldenowi także nominację do nagrody Grammy dla najlepszego remiksera a w dwa lata później amerykański DJ wydał kolejną studyjną płytę "Killing Puritans", która zawierała hitowy numer "Koochy" i wywołała swoją okładką niemałe zamieszanie (widniało na niej afrykańskie dziecko celujące w patrzącego z karabinu, co po protestach purytanów sprawiło, że w Wielkiej Brytanii oprawa graficzna składała się jedynie z kartonowego opakowania). Kilka kolejnych lat to raczej okres posuchy, przerwany w 2001 house'owym albumem "Gandhi Khan". Na dance'owy top Van Helden powrócił jednak już w 2004 roku wraz z przebojami "Here My Name" (nagranym z electro-funkującymi dziewczynami ze Spalding Rockwell) oraz "My, My, My" (który trafił też do gry "Dance Dance Revolution 2"), promującymi mieszającą lata 80. z klubową współczesnością kompilację "New York: A Mix Odyssey". Po dosyć średnim "Nympho" (2005), nieco wyższą formą błysnął ponownie w 2007 roku albumem "Ghettoblaster", który zdaniem recenzenta BBC "nieźle ujeżdżał burzę", choć pokazywał jednocześnie, że Van Helden niestety zatrzymał się w miejscu. Jego remiks utworu japońskiej popowej piosenkarki Ayumi Hamasaki "Inspire" z 2008 to już ponowny wielki sukces, którego śladem próbowała pójść druga edycja kompilacyjnego krążka "New York: A Mix Odyssey 2" (2008) i który na pewno spróbuje powtórzyć zapowiadana na rok 2009 kolejna płyta klubowego mistrza, promowana singlem "Bonkers", gdzie do grona vanheldenowskich kolaborantów dołączył brytyjski raper Dizzee Rascal.

Mimo że Armand Van Helden w swojej karierze obcował już z materiałem wielu gwiazd i gwiazdeczek, jak zdradził w wywiadzie portalowi About.com, o sporej ich liczbie, przed rozpoczęciem współpracy, nawet nie słyszał. Wprawdzie na propozycję remiksu "Toxic" z repertuaru Britney Spears przystał bez namysłu (choć samego utworu nie znał), kiedy jednak podobna oferta przyszła z obozu Sugababes czy wcześniej Ace Of Base, artysta nie miał pojęcia o kim mowa. Jak się jednak okazuje - i vice versa.

- Prawda jest taka, że w większości przypadków sami artyści nie mają pojęcia, kim jestem i co zrobiłem, bo nigdy tego nie słyszeli - wyjawia mechanizmy działania tego biznesu w dalszej części wspomnianej rozmowy. - Kiedy piosenkarz śpiewa dla jakiejś dużej wytwórni, gdzieś tam w kontrakcie ma zapis mówiący, że ma ona prawo do zremiksowania jego utworów i marketingowego ich wykorzystania, w jakikolwiek sposób będzie jej się podobało. (...) to nie artyści do mnie dzwonią i nie szwędamy się razem po klubach ze striptizem. Przeważnie kontaktuje się ze mną jakiś koleś z działu promocji, którego bardziej interesuje mecz hokeja lecący właśnie w telewizji i który mówi "chcielibyśmy taki a taki remiks, taki mamy budżet i tyle czasu". To tylko dodatkowa droga promocji na innych rynkach i kiedy zatrudniają mnie staję się po prostu ogniwem łączących ich artystę z undergroundem. I to wszystko, tyle w tym romantyzmu.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!