szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Alice Cooper

fot. oficjal. str. Alice Coopera

Alice Cooper

  • Ocena ogólna:

    4.7/5
    [30 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 5582

    Ostatnio odwiedzany: 2019-05-22

Alice Cooper to jedynie pseudonim. Prawdziwe imię artysty to Vincent Damon Furnier. Przyszedł na świat w 1948 roku w Detroit. Patrząc na burzliwy przebieg jego późniejszej kariery, trudno uwierzyć, że został wychowany w bardzo konserwatywnej, ewangelickiej rodzinie. Alice Cooper od dziecka marzył o stworzeniu własnego zespołu.


Pomimo absolutnego braku wiedzy z zakresu zarówno komponowania, jak i znajomości używania instrumentów muzycznych, zebrał sobie podobnych nastolatków i założył pierwszy zespół - The Earwigs, po czym zgłosił się do konkursu dla "młodych talentów". Młodzieńcy podrygiwali na scenie przy muzyce The Beatles, niemalże kopiując każdy najmniejszy drobiazg z image'u zespołu czwórki z Liverpoolu. Jury dostrzegło potencjał drzemiący w "zespole" i przyznało mu główną nagrodę w konkursie. Zmotywowani tym członkowie The Earwigs postanowili nauczyć się grać na instrumentach i już niedługo potem pod szyldem The Spiders, a później jako Nazz, podbijali serca lokalnej popularności.

Za namową Vincenta, zespół przemianował się na Alice Cooper. Wokalista wierzył, że jest inkarnacją autentycznej siedemnastowiecznej wiedźmy o takim właśnie imieniu. W późniejszych wywiadach wokalista tłumaczył, że tak naprawdę to nazwa ta przyszła mu do głowy zupełnie przypadkowo, i że pierwsze skojarzenie związane z tym imieniem i nazwiskiem to mała dziewczynka trzymająca za plecami… wielki topór. Ciekawostką jest fakt, że Vincent naprawdę zmienił imię i nazwisko na Alice Cooper - do dziś uważa to za swoją najlepszą, życiową decyzję.

Alice Cooper pojawiał się na scenie odziany w postrzępione kobiece ubrania, z nieodłącznym rozmazanym makijażem. Podczas koncertów zespół upodobał sobie wykonywanie dość makabrycznego show. Jednym z ciekawszych elementów scenicznego wystroju była skonstruowany przez muzyków szafot, za pomocą którego, podczas występów, efektownie gilotynowano... arbuzy. Reakcja publiczności czasem mijała się z oczekiwaniami artystów - podczas jednego z koncertów zespołowi udało się całkiem skutecznie przestraszyć widzów. - Tam było 6 tysięcy osób(...) wszyscy na kwasie, wszyscy w nastroju "miłość i pokój" i my - jakby wyjęci z "Mechanicznej pomarańczy" wystraszyliśmy ich wszystkich - wspomina wokalista na łamach książki "Off The Record: An Oral History of Popular Music". - To tak jakby ktoś krzyknął, że w budynku jest bomba. Oczyściliśmy to miejsce po zagraniu trzech kawałków(...) Nawet hipisi nas nienawidzili, a znaleźć hipisa, który mógłby kogokolwiek nienawidzić jest doprawdy trudno.

Ówczesny manager zespołu - Shep Gordon postanowił zaprezentować ekscentryczną kapelę słynnemu producentowi - Frankowi Zappie, który w tamtym czasie poszukiwał oryginalnych i dziwacznych artystów. Plotka głosi, że o podpisaniu przez grupę kontraktu zaważył fakt, iż muzycy pomylili godziny spotkania z Zappą i zamiast stawić się w jego domu o siódmej wieczorem, obudzili go dwanaście godzin wcześniej. Producent nie mógł wyjść z podziwu, że istnieją rockmani będący w stanie funkcjonować o tak wczesnej godzinie. Dzięki temu kontraktowi Alice Cooper wszedł do studia gdzie w oparach marihuany przystąpił do nagrywania albumu. Debiut w postaci "Pretties for You" został zmiażdżony przez krytykę - zarzucano muzykom chaotyczność i brak konsekwencji. Winyl sprzedał się w kilku tysiącach egzemplarzy. Podobno szczególną popularnością cieszył się wśród Hell's Angels - niesławnego gangu motocyklowego.

Popularność Alice Cooper rosła, jednak, wraz ze skandalami wywoływanymi przez zespół. Podczas dużego koncertu w Toronto w 1969 roku doszło do sławnego incydentu z kurczakiem. Pod koniec występu artyści zaczęli drzeć puchowe poduszki i ciskać je w publiczność. Ktoś, dla żartu zagonił na scenę prawdziwego kurczaka. Cooper, nie wiele myśląc, chwycił zwierzę i rzucił w tłum rozemocjonowanych fanów, którzy dosłownie rozerwali ptaka na strzępy. Widzowie stojący najbliżej sceny ubrudzeni byli krwią i oblepieni pierzem. Alice wykorzystał ten wypadek do autopromocji i już następnego dnia tłumaczył dziennikarzom, że osobiście odgryzł kurczakowi głowę, rozerwał na strzępy i obrzucił mięsem publiczność... Dopiero po latach, najwyraźniej zawstydzony przykrym incydentem opowiedział nieco inną wersję wydarzeń.

- Ktoś położył kurczaka na scenie - tłumaczył się w programie dokumentalnym "Prime Cuts". - Jestem z Detroit. Nigdy w życiu nie byłem na farmie. I widzę tego kurczaka - ma skrzydła, więc pewnie lata. Odrzuciłem go do publiczności. Myślałem, że sobie poleci w stronę zachodzącego słońca (...) Następnego dnia dowiedziałem się, że Alice Cooper wypija krew na scenie itp. Tak gazety pisały! Musiałem zadzwonić do Franka Zappy. Zrobiłeś to?- zapytał. Nie! - odpowiedziałem.- No, to nikomu nie mów, że tego nie zrobiłeś! Oni cię za to uwielbiają!

Początkowe płyty zespołu nie odnosiły dużych sukcesów, dopiero singiel "I am Eighteen" oraz płyta "Love it to Death" osiągnęła zarówno pochlebne recenzje jak i bardzo dobre wyniki sprzedaży. Podczas promocyjnej trasy kolejnego dzieła grupy - płyty "Killer" zespół połączył koncert ze swego rodzaju scenicznym przedstawieniem, zwieńczonym krwawą dekapitacją samego lidera. Dodatkowo Cooper zrezygnował z damskich ciuszków i wskoczył w skórzane ubrania rasowego rockmana. Późniejszy album -"School's Out" sprzedał się w ponad milionie kopii, a tytułowy utwór stał się jednym z najbardziej znanych hitów zespołu. Muzycy zaczęli grać jeszcze ostrzej a teksty ociekały wręcz brutalnością i kultem męskiej siły, co rozwścieczyło nie tylko ugrupowania feministyczne, ale i stróżów moralności, którzy doprowadzili do zakazu prezentowania utworów Alice Cooper na kanale BBC. Złą sławą okryły się występy ekscentrycznych muzyków podczas, których widownia obrzucana była kawałkami arbuzów i oblewana piwem. Chętnych zobaczenia Alice Cooper na scenie jednak nie brakowało. Ekstrawagancki wokalista został dwukrotnie aresztowany podczas koncertów - raz za publiczne użycie słowa "cycki", a innym razem za występ w towarzystwie żywego węża.

"Welcome to My Nightmare" to jeden z bardziej znanych albumów zespołu. To na potrzeby promocji tego wydawnictwa powstał pierwszy rockowy teledysk z fabułą. W clipie pojawił się, oprócz Coopera, Vincent Price - aktor znany głównie z występów w filmach grozy.

Lata 80. okazały się dla Coopera wyjątkowo pechowe. Coraz słabsze wyniki sprzedaży płyt i walka z nałogiem alkoholowym zmusiły muzyka do spędzenia urlopu w klinice odwykowej. Po dogłębnym detoksie zespół wydał kolejnych kilka płyt, które również nie odniosły sukcesu wcześniejszych wydawnictw. Alice po raz kolejny trafił na odwyk, tym razem stan jego zdrowia był bardzo poważny. Dodatkowo rozpadało się jego małżeństwo. Przerwa w działalności artystycznej, odwyk i wsparcie najbliższych pomogły Cooperowi wrócić na normalne tory. W ramach relaksu rockman oddawał się grze w golfa, wczuł się w rolę ojca i zagrał w hiszpańskim horrorze klasy B - "Monster Dog".

Alice Cooper wrócił na scenę z nowym albumem - "Constrictor". Promujący płytę utwór "Man Behind the Mask" znalazł się na ścieżce dźwiękowej filmu "Piątek trzynastego VI: Jason żyje" ("Friday the 13th VI"). Artysta wystąpił też w całkiem niezłym teledysku do tego utworu. Następna płyta - "Raise Your Fist and Yell" udowodniła, że rockman nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Oczywiście wydanie albumu okraszone zostało trasą koncertową i związanym z tym skandalami - słowem, Alice wrócił do dawnej formy. Dowodem na ogromny potencjał, który wciąż drzemie w Cooperze był "Trash"- album, na którym znalazł się jeden z najczęściej przerabianych utworów rockowych - "Poison".

Wejście w lata 90. ukoronował kawałkiem "The Garden" wykonanym wspólnie z Axlem Rose, co niewątpliwie symbolizowało szacunek jakim darzyli dokonania Coopera młodzi, rockowi artyści.

Wokalista pojawił się też w epizodycznej roli jednej z części filmów o mordercy z ulicy Wiązów - Freddiem Kreugerze. Cooper zagrał ojca filmowego mordercy.

Mimo iż rockman, coraz rzadziej odwiedzał studio nagraniowe, nie dawał o sobie zapomnieć - wystąpił między innymi na deskach londyńskiego teatru w musicalu "Jesus Christ Superstar", gdzie przypadła mu rola Heroda (a jakże!).

Dobiegający sześćdziesiątki wokalista, został przywitany przez XXI wiek licznymi nagrodami za swoje dokonania. Otrzymał też własną gwiazdę na słynnej Alei Sław. Większość współczesnych gwiazd muzyki rockowej i metalowej otwarcie przyznaje się do czerpania garściami z dokonań Coopera. Wspomniany na początku Marilyn Manson, wyraźnie zapatrzony w ekscentryczny i obrazoburczy styl Alice doczekał się wspólnego występu z podstarzałym rockmanem podczas festiwalu w Bukareszcie. Nieczęsto można zobaczyć na jednej scenie dwóch umalowanych dziwaków, noszących damskie pseudonimy. Szczególnie wtedy kiedy jeden z nich mógłby być ojcem drugiego... Podobno Alice poproszony przez dziennikarzy o wyrażenie swojej opinii o Masonie odrzekł: "Nosi kobiecy pseudonim i makijaż. Jakże to oryginalne..."

Oczywiście, muzyk nie zrezygnował z nagrywania studyjnych albumów. Wydane kolejno płyty - "Brutal Planet", "Dragontown", a w 2008 roku "Along Come Spider" udowodniły, że artysta nie tylko się nie zestarzał, ale potrafi tworzyć muzykę zdecydowanie bardziej ciężką, agresywną i bezkompromisową

Przeszło sześćdziesięcioletni rockman deklaruje się jako chrześcijanin. - Żłopanie piwa jest łatwe, demolowanie hotelowego pokoju jest łatwe - zwierzał się podczas wywiadu dla "Sunday Times" - Ale bycie chrześcijaninem to trudna sztuka. To się nazywa prawdziwy bunt!

Alice odkrył w sobie także dziennikarski talent - prowadzi audycję radiową. Przeprowadza wywiady z najwybitniejszymi gwiazdami rocka i snuje opowieści o swojej bujnej przeszłości. Nic nie wskazuje na to, że odejdzie wreszcie na emeryturę.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!