szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

The Killers

fot. Island Records

The Killers

  • Ocena ogólna:

    4.45/5
    [101 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 12041

    Ostatnio odwiedzany: 2020-02-26

The Killers to amerykańska formacja, która zadebiutowała w 2004 roku ciepło przyjętym zarówno przez słuchaczy jak i krytyków albumem "Hot Fuss". Zaledwie cztery lata po debiucie grupa The Killers miała już na koncie trzy krążki studyjne, które na świecie znalazły ponad 15 milionów nabywców.

Historia grupy zaczyna się w 2001 roku, w samym sercu Nevady, w Las Vegas. Mający wówczas 20 lat wokalista Brandon Flowers właśnie rozstał się z synthpopową grupą Blush Response. Cały skład chciał się przenieść na stałe do Los Angeles, co nie za bardzo było mu po drodze. Osobną sprawą było to, że w głowie chłopaka grały zupełnie inne dźwięki, właśnie oszalał na punkcie Oasis, po tym jak zobaczył ich występ w Hard Rock Hotel, zakochał się także w twórczości Davida Bowiego. Mówiąc krótko - coraz bardziej pociągał go rock, i to właśnie w tym kierunku chciał się rozwijać. Szybko zaczął zatem rozglądać się za nową kapelą. W jednej z lokalnych gazet natknął się na ogłoszenie zamieszczone przez gitarzystę Dave'a Keuninga. - Tak naprawdę Brandon był jedyną normalną osobą, która na nie odpowiedziała - opowiadał Dave, kryjący się w tamtych czasach pod pseudonimem Tavian Go. - Był jeden koleś, który zadzwonił i chciał grać coś w stylu Three Doors Down, Tool czy Staind, a ja tych kapel nie znosiłem. W pewnym momencie Brandon napisał mi mail o treści "Mam 20 lat i jestem pod wielkim wpływem Bowiego i Oasis, i wygląda na to, że jesteś jedynym gościem, z którym prawdopodobnie się dogadam".

Rzeczywiście młodzi muzycy szybko znaleźli wspólny język (obaj byli zafascynowani muzyką z lat 80.) - zaczęło się od prób i zanim się spostrzegli zarejestrowali już pierwszą taśmę demo. W międzyczasie skład rozrósł się do kwartetu - początkowo było wprawdzie kilka rotacji na stanowisku perkusisty i basisty, niemniej do lata kolejnego roku - na stałe już za instrumentami zasiedli kolejno Ronnie Vannucci Jr. oraz Mark Stoermer. Kiedy konfiguracja ustabilizowała się, przyszedł czas na nazwę - The Killers, którą podpatrzono na bębnie w teledysku do utworu "Crystal" New Order.

W następnych miesiącach grupa skupiła się na koncertowaniu - zagrała w każdym liczącym się klubie z okolic Vegas, zaliczyła także wypad do Los Angeles. Podczas jednego z występów kapela spotkała łowcę talentów, Bradena Merricka, który szybko został menedżerem The Killers. Braden wysłał muzyków do studia, gdzie zarejestrowali kolejną demówkę, która następnie została rozesłana do większości liczących się w Stanach wytwórni. Choć amerykańskie firmy nie poznały się na muzyce The Killers, ich twórczość spodobała się w Wielkiej Brytanii, co zaowocowało podpisaniem kontraktu z tamtejszym labelem Lizard King Records. - Usłyszałem ich demo od Bena Durlinga, który pracuje teraz w Sony - wspominał Martin Heath, szef wytwórni w rozmowie z serwisem Hitquarters.com. - Pamiętam, że wysłuchałem nagrań i pomyślałem, że są naprawdę świetne (...). Przede wszystkim mieli kapitalne i oryginalnie brzmiące kawałki. Ponadto gdy poznałem Brandona Flowersa od razu wiedziałem, że to urodzony gwiazdor. Ma ogromną charyzmę i absolutnie wierzy w to, co robi.

W pierwszej połowie 2003 roku muzycy rozpoczęli pracę nad debiutanckim albumem, z którym uwinęli się przed końcem roku. W wakacje zespół miał okazję zaprezentować się przed brytyjską publicznością - panowie wykonali na antenie radia BBC 1 utwór "Mr. Brightside". Odzew był spory, bo z czasem na koncerty The Killers zaczęły walić tłumy, oprzytomnieli też przedstawiciele amerykańskich wytwórni, którzy prześcigali się w propozycjach dla grupy (amerykańskim wydawcą został ostatecznie Island Records). Kiedy w czerwcu 2004 roku na rynku w końcu ukazał się pierwszy longplay grupy, "Hot Fuss", z miejsca okazał się sukcesem - tylko w Wielkiej Brytanii pokrył się aż sześciokrotną platyną. Powodzeniem cieszyły się także singlowe numery, poza wspomnianym "Mr. Brightside" - "All These Things That I've Done", "Somebody Told Me" i "Smile Like You Mean It". Pod względem stylistycznym na płycie panowie zaprezentowali wypadkową swoich fascynacji - od muzyki nowofalowej przez rocka po post punk, wyraźnie też zaznaczyli, iż są miłośnikami dokonań z lat 80. - Wiele osób uważa, że wszystko, co w tamtych czasach powstało to kupa gówna - tłumaczył Flowers. - Jeśli, ktoś nada ci plakietkę "kapela w stylu lat 70." Jest ok. Lata 80. nie są już tak pozytywnie postrzegane, zupełnie nie wiem dlaczego. - Lubimy muzykę z tamtych lat, bo wtedy dorastaliśmy - odniósł się do tego samego tematu w rozmowie z tygodnikiem "Billboard". - Dorastaliśmy słuchając New Order, The Smiths, The Cure czy Depeche Mode. Choć niektórzy kręcili nosem, "Hot Fuss" osiągnęło na świecie nakład siedmiu milionów egzemplarzy, przyniosło także grupie sporo nagród (m.in. magazynu "New Musical Express" w kategorii Award for Best International Band) i nominacji (wymieniając tylko trzy do statuetki Grammy).

Już w listopadzie 2005 roku muzycy The Killers zabrali się za krążek numer dwa - sesje odbywały się zarówno w rodzinnym Las Vegas jak i Londynie. Tym razem wśród inspiracji znalazł się m.in. Bruce Springsteen. - Po prostu zakochałem się w jego muzyce - opowiadał "The Guardian" frontman. - Najbardziej urzekło mnie w nim to, że naprawdę wierzy w to, o czym mówi. Jest szczery do bólu. I to właśnie chciałem osiągnąć podczas prac nad krążkiem. Chciałem stworzyć album, który uchwyciłby wszystkie ważne momenty, które doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj.

Gotowe dzieło otrzymało tytuł "Sam's Town" i powędrowało do sprzedaży w październiku 2006 roku. Podobnie, jak poprzednie, odniosło ogromny sukces - w Stanach Zjednoczonych tylko w pierwszym tygodniu sprzedaży sięgnęło po niego siedemset tysięcy fanów. Prasa nie była jednak już tak pochlebna jak poprzednim razem. Album zebrał bardzo zróżnicowane oceny: od maksymalnej noty w "The Observer", po zaledwie 2,5 gwiazdki w dziesięciopunktowej skali w portalu Popmatters.com. W grudniu 2009 roku "Sam's Town" zostało uznane przez czytelników pisma "Rolling Stone" najbardziej niedocenionym albumem dekady.

Na kolejne wydawnictwo grupy fani nie musieli długo czekać. W listopadzie 2007 roku ukazał się kompilacyjny zestaw "Sawdust", na którym znalazły się m.in. przeróbki oraz utwory znane wcześniej ze stron B singli. Dzieło pilotowane było przez nagrany we współpracy z Lou Reedem utwór "Tranquilize". W tym samym roku doszło jeszcze do dwóch innych ważnych wydarzeń: grupa po raz pierwszy wystąpiła w prestiżowej nowojorskiej hali Madison Square Garden, a także, była jedną z gwiazd festiwalu Glastonbury. 2008 rok przyniósł natomiast trzeci studyjny krążek Amerykanów "Day & Age", wyprodukowany przez Stuarta Price'a, który wcześniej miał okazję pracować m.in. z Madonną przy okazji utworu "Hung Up" czy Gwen Stefani. Płyta tradycyjnie już trafiła do szerokiego grona odbiorców - pokryła się platyną m.in. w Wielkiej Brytanii (i to aż poczwórną), Australii czy Kanadzie.

W styczniu 2010 roku po odbyciu trasy koncertowej po Australii grupa postanowiła udać się na krótki urlop (w trakcie którego Brandon zrealizował solowy krążek "Flamingo"). - Przez ostatnie sześć lat nieustannie graliśmy koncerty albo pracowaliśmy w studiu - poinformowali muzycy w specjalnym oświadczeniu. - Wszyscy oczekują, że będziemy robić to non stop aż do śmierci. Tymczasem my też potrzebujemy trochę czasu dla siebie. Chcemy normalnie pożyć. Choć z miejsca zrodziło to plotki o rychłym końcu formacji, muzycy zapewnili, że żadna dłuższa przerwa w działalności nie jest brana pod uwagę. I rzeczywiście - w kwietniu następnego roku Amerykanie powrócili na scenę - wystąpili w Chile, na nowej międzynarodowej wersji festiwalu Lollapalooza. W maju artyści zdradzili natomiast, że rozpoczęli przygotowania do czwartego z kolei albumu. Krążek został roboczo zatytułowany "Battle Born".

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~Gosia [2009-09-15 11:36]

Wielka Brytania??
Dlaczego napisaliście, że to brytyjska grupa? Przecież to Amerykanie z Las Vegas...

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +1 [1]
~Emi [2009-08-06 12:29]

The Killers
Moja ulubiona grupa! Chłopcy są niesamowici. Tworzą oryginalną muzykę, dają czadu na koncertach i są tacy słodcy ;) Po prostu: Killers rlz!

odpowiedz