szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

Jean Michel Jarre

fot. AKPA

Jean Michel Jarre

  • Ocena ogólna:

    4.47/5
    [32 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 11744

    Ostatnio odwiedzany: 2019-05-20

Francuski kompozytor i pionier muzyki elektronicznej oraz wizualnych spektakli z użyciem laserów. W ciągu czterdziestoletniej kariery Jean Michel Jarre sprzedał 80 milionów albumów i singli. Kilka razy trafił do Księgi Rekordów Guinnessa. Jego najważniejsze dzieła to "Oxygène", "Équinoxe" i "Rendez-Vous".

Swym koncertem w Stoczni Gdańskiej muzyk uświetnił 25. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Jarre był pierwszym muzykiem z Zachodu, który otrzymał pozwolenie na występ w Chinach.

Jean Michel Jarre urodził się 24 sierpnia 1948 roku w Lyonie. Jego matką była znana z działalności we francuskim ruchu oporu podczas II wojny światowej Francette Pejot, a ojcem ceniony kompozytor, głównie muzyki filmowej, Maurice Jarre. Jean Michel nie uczył się muzyki od taty, ten bowiem wyprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdy chłopiec był mały.

- Rodzice rozwiedli się kiedy miałem 5 lat - opowiadał podczas wywiadu dla TVN24. - Tata nie miał większego wpływu na moje wychowanie. Wyjechał do Ameryki, Ja dorastałem we Francji razem z mamą. Żyliśmy na przedmieściach Paryża, a tata wcale się nami nie przejmował. Przez bardzo, bardzo długi czas nie miałem z nim najmniejszego kontaktu. On zmarł w zeszłym roku i nigdy nie mieliśmy okazji się zbliżyć. Tak jak blisko w moim rozumieniu powinni być ojciec i syn. To wielka porażka mojego życia. Jego chyba również. Niezbyt często się zdarza, że francuski muzyk robi międzynarodową karierę. Nas był dwóch w jednej rodzinie. Powinniśmy mieć dużo tematów do dyskusji. Do tych dyskusji nigdy nie doszło. Wiążą się z tym największe cierpienia, jakich oświadczyłem w swoim życiu. Dopiero teraz, kiedy on odszedł, mogę o tym mówić. Lepiej toczyć otwartą wojnę, lepiej nawet pobić się ze swoim ojcem. Nawet kiedy rodzic umiera, kiedy jest się małym dzieckiem, można chodzić na jego grób, A taki brak kontaktu jest jeszcze gorszy. Jest najgorszy.

W wieku 8 lat młody Jarre rozpoczął przygodę z muzyką, pobierając lekcje gry na pianinie, nie były one jednak zbyt inspirujące. - Kiedy zaczynałem uczyć się gry na pianinie miałem naprawdę wredną nauczycielkę - wspominał podczas tej samej rozmowy. - Za każdym razem waliła mnie linijką po rękach. Miałem jakieś 7 lat i to była dla mnie prawdziwa trauma. Bardzo nieciekawy moment w moim życiu i bardzo nieciekawa osoba.

Pomimo przykrych doświadczeń, chłopak nie zrezygnował z muzyki. Co prawda na pewien czas porzucił naukę gry na fortepianie, z czasem jednak znalazł innego nauczyciela, zaczął także interesować się rozmaitymi instrumentami klawiszowymi. Z matką bywał też często w klubie Le Chat Qui Pêche, gdzie słuchał jazzu w wykonaniu takich tuzów jak Arhie Chapman, Don Cherry, John Coltraine czy Chet Baker.

Nauki Jean Michel pobierał najpierw w Lycée Michelet, a następnie w Conservatoire de Paris. Cały czas pogłębiał też muzyczną wiedzę, zaczął interesować się syntezatorami, loopami. Nim rozpoczął solową karierę był związany z zespołami Mystère IV, The Dustbins (z nimi komponuje muzykę do filmu "Des Garcon Et Des Filles") i Groupe de Recherches Musicales. Jego mentorem był twórca muzyki konkretnej Pierre Schaeffer.

Pierwszym wydawnictwem Jarre'a był singel "La Cage", na którego stronę B trafiła kompozycja "Chronologie". Wydawnictwo ukazało się w 1971 roku. Następny rok artysta poświęcił na tworzenie muzyki do spektakli baletowych "AOR", "Dorian Grey" i "Le Labirynthe".

W 1972 roku ukazało się pierwsze długogrające dzieło Jarre'a. "Deserted Palace". Kolejnym jego projektem był soundtrack do filmu "Les Granges Brûlées" z Simone Signoret i Alainem Delonem w rolach głównych.

- Byłem w tym czasie opętany ideą mariażu muzyki rockowej i poważnej - opowiadał o wczesnych wydawnictwach. - W końcu lat 60. zajmowałem się rockiem, grałem w zespołach rockowych. Ale też studiowałem muzykę klasyczną, a pewnego dnia trafiłem do Groupe de Recherches Musicales w Paryżu, gdzie zetknąłem się z syntezatorami i zostałem całkowicie zdemoralizowany przez elektronikę. Te wczesne płyty to były próby łączenia muzyki elektronicznej, klasycznej oraz rocka.

Przełomowym dziełem w karierze Jeana Michela Jarre'a okazał się longplay "Oxygène" z 1976 roku. Pierwsze tłoczenie ograniczono do 50 tysięcy sztuk. Przez lata, nakład przekroczył 15 milionów egzemplarzy.

- Transformacje, mutacje skał, roślin, zwierząt - opowiadał o inspiracjach twórca. - Wszystkie te mutacje, wszystkie te ciągi przemian. I tlen (oxygène) jest, można powiedzieć, tym najważniejszym ogniwem między życiem a śmiercią. Najogólniej biorąc... Chciałem to wyrazić poprzez dźwięki, poprzez muzykę.

Sukces odniosły także kolejne albumy "Équinoxe" (premierze towarzyszył koncert na placu Zgody w Paryżu, który przyciągnął milion fanów, co zapewniło twórcy wpis do Księgi Rekordów Guinness) i "Magnetic Fields /Les Chants Magnétiques", a następnie "Rendez-Vous" (wszystkie były numerem 1. w Wielkiej Brytanii). Od drugiej połowy lat 90. popularność artysty zaczęła spadać. Nawet sequel jego przełomowego dzieła - "Oxygène 7-13" z 1997 roku cieszył się umiarkowanym powodzeniem. Pierwsza dekada XXI wieku to w większości słabo przyjęte wydawnictwa. Najlepiej na listach sprzedaży poradził sobie koncepcyjny zestaw "Téo & Téa" opisywany przez wydawcę jako opowieść "o poplątanych niciach ludzkiego losu".

Choć większość twórczości Jarre'a to klimatyczna muzyka elektroniczna, Francuz z czasem coraz chętniej łączył typowe dla siebie syntezatorowe dźwięki z innymi gatunkami i stylami. I tak "Métamorphoses" jest pierwszym wokalnym albumem, gdzie zamiast ilustracyjnych kompozycji pojawiły się normalne piosenki z wokalami (Natachy Atlas, Laurie Anderson, a także samego Jarre'a przepuszczony przez vocoder), a "Sessions 2000" reklamowano jako pierwszą jazzową płytę twórcy. Francuz sięgał również po wpływy muzyki arabskiej ("Revolutions") ale i muzyki tanecznej ("Téo & Téa"). Sięgał również po ambientowe dźwięki ("Waiting for Cousteau").

Niewątpliwie wyjątkowym dziełem w dorobku Jarre'a jest "Music for Supermarkets" zrealizowane na potrzeby wystawy Orrimbe. Album wydano w jednym egzemplarzu, który zlicytowano na charytatywnej aukcji w hotelu Drouot na rzecz UNESCO. Nabywcą był niejaki M. Gerard, który po wypadku samochodowym odzyskał przytomność przy muzyce Jarre'a prezentowanej w radiu. Wydawnictwo kosztowało go 69 tysięcy franków (ponad 10 tysięcy euro). W 2007 roku, album dwukrotnie zmieniał właściciela. Obecnie nie wiadomo, w czyim jest posiadaniu. W przeddzień aukcji album zaprezentowano w całości w Radio Luxemburg. Taśma-matka i kopie pomocnicze zostały zniszczone w obecności notariusza.

Inne nietypowe wydawnictwo muzyka to "Rendez-Vous". W 1986 toku NASA poprosiło Francuza o napisanie muzyki na koncert, który miał uświetnić 150-lecie powstania miasta Houston i 25-lecie organizacji. W jednym z utworów na saksofonie miał zagrać przyjaciel Francuza, astronauta Ron McNair. Miało to być pierwsze jednoczesne wykonanie kompozycji na Ziemi i w kosmosie. Katastrofa promu Challenger, na którego pokładzie znajdował się McNair pokrzyżowała plany. Koncert mimo wszystko doszedł do skutku, a ku pamięci tego wydarzenia, Jarre wydał album "Rendez-Vous". W nagraniu "Last Rendez-Vous (Ron's Piece)" dedykowanemu astronaucie, na saksofonie zagrał Pierre Gossez.

To nie jedyny kosmiczny "związek" muzyka. Jego imieniem została nazwana jedna z planetoid - 44-22 JARRE. Odkrył ją 17 października 1942 Louis Boyer w Algierii. - To taki niezbyt ładny kosmiczny kamol - komentował artysta. - Oczywiście to dla mnie wielki honor mieć jakąś małą planetkę nazwaną własnym imieniem. Swoje ciała niebieskie, jeśli chodzi o muzyków mają jeszcze chyba tylko John Lenon i Frank Zappa. Ale ta moja jest jakaś taka dziwna. Jej kształt jest taki brzydki, nieregularny. Ale wyróżnienie jest wielkie. Zawsze to jakieś powiązanie z przestrzenią kosmiczną.

Z kolei koncert z Moskwy z 1997 roku był transmitowany na stację Mir, a jednym z najlepszych przyjaciół Francuza jest Arthur C. Clark, który napisał "Odyseję Kosmiczną 2001".

Muzyka Francuza wielokrotnie pojawiała się w filmach, programach telewizyjnych (nawet w polskim "Kwancie"), audycjach radiowych czy grach komputerowych. Artysta przygotował też melodyjkę do zegarków firmy "Swatch". - Gdy rozpocząłem pracę nad albumem "Chronologie", zadzwonił do mnie Nicolas Hayek, dyrektor generalny Swatcha, i zaproponował współpracę - opowiadał o okolicznościach kooperacji z firmą. - Z początku myślałem, że ktoś zrobił mi żart. Wiele wówczas rozmyślałem nad upływem czasu i muzyka, którą tworzyłem, była owocem tych refleksji. Pan Hayek zaproponował mi przygotowanie w Zermatt w Szwajcarii spektaklu - nie miał to być koncert, a widowisko z muzyką z taśm - dla uświetnienia uroczystości z okazji wyprodukowania stumilionowego zegarka Swatch. Zgodziłem się. Spektakl odbył się we wrześniu 1992 roku. Ponieważ była to świetna zabawa i wielka przyjemność, postanowiliśmy kontynuować współpracę. (...) Zgodziłem się skomponować melodię do pierwszego zegarka Swatcha z nowej serii Musicall. Nie było to łatwe ze względu na ograniczenia - nie można przecież włożyć do zegarka płyty kompaktowej. Należało zbudować piętnastodźwiękową melodyjkę z dwóch nut, co wydaje się prawie niemożliwe, było w każdym razie wyjątkowym wyzwaniem. Jestem jednak naprawdę zadowolony z wyniku. Uwielbiam tę melodię, uwielbiam ten zegarek.

Poza studyjnymi albumami, Jean Michel Jarre wydał również kilka płyt koncertowych, z których jedną szczególnie ważną dla Polaków - "Live From Gdańsk (Koncert w Stoczni)" z 2005 roku. Był to zapis występu, jaki odbył się 26 sierpnia w Stoczni Gdańskiej w związku z obchodami 25. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych. Wydarzenie oglądało 120 tysięcy widzów w stoczni. Było ono też transmitowane przez telewizję i radio. - Jean Michel Jarre wraz ze stale towarzyszącymi mu muzykami (Francis Rimbert, Patrick Rondat, Claude Samard) zaczarował nas tym, co potrafi najlepiej, prezentując spektakl światła i dźwięku pod hasłem wielkiej radości, ale i zadumy nad wydarzeniami sprzed ćwierć wieku - recenzował na łamach "Teraz Rocka" Michał Misztal. - Płyta bez wątpienia oddaje nastrój fiesty, jaka panowała tego dnia w Stoczni Gdańskiej. Euforyczne oklaski towarzyszą muzyce od samego początku, aż po swojskie zakończenie w postaci "sto lat" i "niech mu gwiazdka pomyślności nigdy nie zagaśnie...".

Na wydawnictwie (dostępnym w formacie CD/DVD) obok kompozycji Francuza znalazła się okolicznościowa "Suita gdańska", której częścią była piosenka "Mury" autorstwa Jacka Kaczmarskiego. - To wyszło samo z siebie - opowiadał o pomyśle wykorzystania polskiego utworu na stronach "Teraz Rocka". - Znałem bowiem wcześniej tę pieśń. Już kiedy zainteresowałem się Solidarnością, zwróciłem na nią uwagę. Ale też polscy producenci koncertu starali się znaleźć coś, co byłoby odpowiednim akcentem - z muzycznego punktu widzenia - na dwudziestą piątą rocznicę Solidarności. I to oni zasugerowali, bym zagrał "Mury". Ja z kolei zaproponowałem, żeby nie grać oryginalnej wersji, lecz próbować zrobić coś współcześniejszego. Coś co trafiłoby do młodszej publiczności.

Artyście towarzyszył Chór Uniwersytetu Gdańskiego pod kierownictwem Marcina Tomczaka oraz orkiestra Bałtyckiej Filharmonii pod kierownictwem Michaela Nesterowicza. Całość oprócz ścieżki dźwiękowej zawiera również książeczkę ze zdjęciami z koncertu oraz odezwę Lecha Wałęsy. - To był chyba pierwszy występ w całym moim życiu, kiedy byłem na scenie zrelaksowany - komentował Jarre. - Ale zawdzięczałem to również publiczności, a może przede wszystkim jej. Czuło się, iż wszyscy zebraliśmy się tam z tego samego powodu. Nie było bariery między artystą a sceną. Wszyscy byliśmy równi. Miało się wrażenie, iż koncert nie odbywa się na wielkiej przestrzeni tylko w jakiejś małej salce. To trochę dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę gdzie był ten koncert i że nie jest to typowe miejsce na tego typu wydarzenie. Wtedy w stoczni wszyscy celebrowaliśmy to samo wydarzenie. Z pewnością było to dla mnie wyjątkowe doświadczenie, które będę pielęgnował w swojej pamięci do końca życia.

Nie była to jedyna okazja, by zobaczyć Francuza w naszym kraju - od pewnego czasu artysta regularnie odwiedza Polskę, grając u nas często po kilka koncertów w czasie jednej trasy.

- Dla mnie Polska jest naprawdę wyjątkowa. Kiedy zaczynałem tworzyć muzykę, właściwie, nie wtedy, kiedy zaczynałem... kiedy wydałem już albumy "Oxygène" i "Équinoxe", zacząłem dostawać pierwsze wyrazy wsparcia - mówił o relacji z polską publicznością w TVN24. - Mnóstwo listów z Polski. Nigdy, przenigdy tego nie zapomnę. Wasz kraj był wtedy za żelazną kurtyną. Jak sam pan doskonale wie, to były bardzo trudne czasy. Polacy pisali mi wtedy w listach, że moja muzyka była dla nich symbolem ucieczki, wolności, niezależności. W tym czasie te słowa bardzo podnosiły mnie na duchu, dodawały odwagi. W tym okresie o muzyce elektronicznej mówiło się, że to jest jakieś dziwactwo, margines. Mnie te słowa płynące z Polski wtedy dużo pomogły. Kiedy przyjechałem tu po raz pierwszy, to było jak sen, pamiętam też doskonale koncert sprzed kilku lat, również w Katowicach i koncert w Gdańsku razem z Solidarnością i Lechem Wałęsą. Może mi pan nie wierzyć, ale to tutaj mam najsilniejszą więź z publicznością, najsilniejszą na świecie.

Główną motywacją działań muzyka jest chęć, potrzeba odkrywania czegoś nowego.

- Ja rozumiem muzykę, jako poszukiwanie nowych dźwięków, jak kopanie w kopalni - podsumował swoją twórczość w rozmowie z TVN24. - Ludzie szukają na to jakichś mądrych wytłumaczeń, a tu chodzi przede wszystkim o kopanie i nie wie się, na co można trafić. Te tłumaczenia są do bani, bo tu chodzi o instynkt. Kiedy zaczynałem robić muzykę elektroniczną nie miałem od kogo się uczyć. Dzisiaj ktoś, kto zaczyna, ma 40-letnie zaplecze. Młody artysta jest już jednocześnie stary, bo jest to wielkie dziedzictwo. Kiedy ja zaczynałem naprawdę zdobywałem dziewicze terytoria. No i z tym wiążą się oczywiście zagrożenia. Jak z każdą eksploracją. Ale jest tez świeżość - tak ważna i pobudzająca kreatywność.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +1 [1]
~Komuch [2010-11-15 11:34]

a 2007?
W 2007 ukazał się album TÉO & TÉA, i jest to właśnie ostatni album.

odpowiedz