szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

podobni artyści

Lenny Valentino

fot. Jakub Gliniecki/WP

Lenny Valentino

  • Ocena ogólna:

    5/5
    [6 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 1512

    Ostatnio odwiedzany: 2018-12-09

Jeśli można mówić o jakiejkolwiek supergrupie na polskiej scenie alternatywnej, na pewno jest nią Lenny Valentino. Zespół Lenny Valentino choć pojawił się na krótko, swą obecność zaznaczył na tyle wyraźnie, że na stałe zapadł w pamięci fanów. Podczas, gdy termin supergrupa często jest nadużywany, w tym przypadku wydaje się być jak najbardziej właściwy.

W skład formacji, która oficjalnie zadebiutowała w 2001 roku, weszli muzycy zespołów Myslovitz, Ścianka i Negatyw, będący wówczas u szczytu popularności. Myslovitz miało za sobą "Długość dźwięku samotności", Ścianka wydała właśnie "Dni wiatru" a "Amsterdam" Negatywu szalał w rozgłośniach radiowych, anonsując długogrający debiut.

Nazwa grupy wzięła się od tytułu piosenki The Auteurs, choć twórczością brytyjskiej formacji muzycy nie zamierzali się inspirować. Akurat Lenny Valentino jest daleki od rzeczy typu Auteurs - wyjaśniał wokalista na łamach "Tylko Rocka". - Myślę, że wpływy tego bandu można już bardziej odnaleźć w Myslovitz. Nie pamiętam kiedy ich ostatnio słuchałem, ale byłem fanem zwłaszcza ich pierwszej płyty, drugiej już mniej. A "Lenny Valentino" to był bardzo fajny numer.

Początki działalności Lenny Valentino sięgają 1998 roku, kiedy zaczęły się pierwsze, jeszcze niezobowiązujące próby w Mysłowickim Domu Kultury, które zaowocowały demówką. Pojawiały się również pierwsze koncerty. Jak to bywa w większości projektów, nie obyło się bez roszad personalnych. Trzon od zawsze stanowili jednak Artur Rojek (śpiew, gitara, Myslovitz) i Mietall Waluś (bas, Negatyw). Zasadniczy skład uformował się dopiero po pewnej przerwie, w 2000 roku, kiedy dołączyli znani ze Ścianki Maciej Cieślak (gitara), Arkady Kowalczyk (perkusja), Jacek Lachowicz (klawisze). Lider Myslovitz postanowił zwerbować muzyków trójmiejskiej formacji, po tym jak usłyszał ich znakomicie oceniony drugi album "Dni wiatru". Ten układ okazał się funkcjonować na tyle dobrze, że panowie na poważnie zaczęli myśleć o nagraniu płyty.

Ponieważ początkowo w Lenny Valentino Rojka wspomagał perkusista Myslovitz, Wojciech "Lala" Kuderski, brzmienie formacji oscylowało wokół mysłowickiej sceny. Obecność członków Ścianki przyczyniła się jednak do zmiany stylu, który swobodnie zaczął dryfować w stronę avant popu i psychodelii. - To, że znaleźli się w zespole, to nie był przypadek - tłumaczył Artur w rozmowie z dziennikarzem "Tylko Rocka". - Próbowałem odejść jak najbardziej od takiej... rockowej formuły. Chciałem, żeby te piosenki brzmiały inaczej niż takie typowe utwory. I doszedłem do wniosku, że jedynym człowiekiem, który może pomóc mi to osiągnąć, będzie Maciek Cieślak. Nigdy jako Myslovitz nie mieliśmy producenta z prawdziwego zdarzenia, który by brał udział w tworzeniu materiału od początku. W naszym przypadku wyglądało to tak, że mieliśmy gotowe piosenki, które później z Maćkiem przearanżowaliśmy, postawiliśmy je zupełnie na głowie. Poza tym każdy z nich - Maciek, Jacek i Arek - to strasznie oryginalni, indywidualni muzycy. Myślę, że bez nich ta płyta brzmiałaby zupełnie inaczej. Oni mają ogromny wkład w ten projekt. Pomimo tego, że nie skomponowali piosenek, nie ulega kwestii, że Ścianka jest tutaj ogromnie ważnym elementem.

Album zatytułowany "Uwaga! Jedzie tramwaj" ukazał się jesienią 2001 roku. Cieślak zajął się produkcją 10 utworów, które wypełniły dzieło. Materiał, choć dla fanów twórczości macierzystych zespołów, z których wywodzili się artyści był niemałym zaskoczeniem, został znakomicie przyjęty. Paweł Kostrzewa z radiowej Trójki czy Grzegorz Brzozowicz na stronach "Machiny" nie mogli nachwalić się w dużej mierze melancholijnych, najczęściej akustycznych kompozycji. - Tak dobrze nie brzmiała dotąd żadna rodzima płyta rockowa - pisał Brzozowicz. - Cieślak momentami staje się reżyserem minisłuchowisk dźwiękowych ("Dzieci 2", "Uwaga! Jedzie tramwaj", "Otto Pilotto"). W finale w porywający sposób przechodzi z cocteautwinsowego pochmurno-erotycznego nastroju ("Trujące kwiaty") w "słodki" niepokój charakterystyczny dla ścieżki dźwiękowej serialu "Twin Peaks" autorstwa Angela Badalamentiego ("Otto Pilotto").

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!