szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy
banner
banner
banner
banner

podobni artyści

John Lennon

fot. mat. prasowe

John Lennon

  • Ocena ogólna:

    4.76/5
    [33 głosów]

    Oceń:


  • Liczba odwiedzin: 7040

    Ostatnio odwiedzany: 2019-08-24

John Lennon – kompozytor, wokalista. "Zrobiłem w życiu więcej, niż większość ludzi byłaby w stanie, przeżywając dziesięć żywotów, nawet gdybym miał już niczego nie osiągnąć", "Jeśli jest coś takiego jak geniusz, to z pewnością nim jestem". Niemal każdy byłby oskarżany o skrajny narcyzm i egocentryzm. Niemal każdy, ale nie John Lennon.


Tak jak pozostali Beatlesi, John Winston Lennon przyszedł na świat w rodzinie wywodzącej się z klasy robotniczej. Pierwsze imię odziedziczył po dziadku, Johnie "Jacku" Lennonie, także muzyku, stąd można domniemywać, że to właśnie jemu zawdzięcza talent (drugie zostało zapożyczone od brytyjskiego premiera, Winstona Churchila). Mały Lennon nie miał szczęścia w dzieciństwie. - Zostałem wychowany przez moją ciotkę, moi rodzice rozstali się, gdy miałem 4 lata - wyznał muzyk wiele lat później w jednym z wywiadów telewizyjnych. - Zanim to się stało, spędziłem trochę czasu z matką - to wszystko - dodał. Rozpad małżeństwa Lennonów wyraźnie wpłynął na psychikę chłopaka, a także na przyszłą karierę, sięgającą nawet czasów już po rozpadzie The Beatles. Na pierwszym solowym albumie "Plastic Ono Band" umieścił piosenkę "Mother", która pomimo tytułu, odnosiła się do obojga rodziców i była de facto niezgodą na to, że porzucili go we wczesnym dzieciństwie. W tekście pojawiły się wersy "Mother, you had me/but I never had you"...Father, you left me/but I never left you/I needed you but you didn't need me" - co w wolnym tłumaczeni oznacza - Mamo, miałaś mnie/Ale ja nigdy nie miałem ciebie...Tato, opuściłeś mnie/Ale ja nigdy nie opuściłem ciebie/Potrzebowałem ciebie/Ale ty nigdy nie potrzebowałeś mnie. Młody John został odesłany do siostry matki, Mimi Smith i jej męża George'a (para nie dorobiła się własnego potomstwa), z którymi mieszkał do czasów, kiedy zaczął odnosić już sukcesy. - Zawsze był pomysłowy i zawsze chciał być liderem - wspominała Mimi. - Nigdy nie marnował żadnej minuty, rysował, czytał, a nawet pisał poezję, zawsze też śpiewał sobie do snu.

Gdy miał 16 lat, udało mu się odnowić kontakt z matką (Julią Lennon). - Zainteresowała mnie muzyką, nauczyła grać na banjo, dzięki czemu później sięgnąłem po gitarę - wspominał Beatles. Niestety, idylla nie trwała długo, bo zaledwie rok później zginęła potrącona przez samochód prowadzony przez pijanego policjanta. Po raz drugi stracił matkę - tym razem bezpowrotnie. Z ojcem (Alfredem Lennonem) nigdy nie miał dobrych stosunków, na czym, szczególnie w późniejszym okresie, zbytnio mu nie zależało (w ciągu dwudziestu lat od rozwodu rodziców, spotkał się z nim tylko dwa razy). Kiedy pod koniec w 1965 roku, Alfred chciał spróbować szczęścia w przemyśle muzycznym i wydał singel "That's My Life (My Love and My Home)", John poprosił Briana Epsteine'a (menedżera Beatlesów), aby uczynił wszystko co w jego mocy, aby piosenka nie odniosła żadnego sukcesu. Kompozycja nigdy nie przedostała się do brytyjskich zestawień.

Pierwsze muzyczne kroki Lennon stawiał w 1957 roku, kiedy powołał do życia formację The Quarrymen, grającą muzykę skifflową, jednak już niebawem jego wyobraźnią zawładnął rock and roll. - To był ten rodzaj muzyki, który zainspirował mnie do grania - zdradził wiele lat później w rozmowie z magazynem "Rolling Stone". - Nie istnieje nic, co jest konceptualnie lepsze od rock and rolla. W tym samym roku poznał także swojego przyszłego muzycznego partnera, Paula McCartneya - z którym kila lat później wywrócili cały muzyczny przemysł do góry nogami. - Poznałem Paula i zapytałem go, czy chce założyć ze mną zespół. Następnie dołączył George, a później Ringo - tłumaczył. Byliśmy po prostu zwykłym zespołem, który w szybkim czasie stał się bardzo, bardzo znany - to wszystko - dodał. Jednak Beatlesi nigdy nie byli zwykłą grupą. Bez względu na muzyczne preferencje, nie można zaprzeczyć, że był to i jest do tej pory najbardziej wpływowy zespół w historii szeroko pojętej muzyki rozrywkowej. W 1964 roku okupowali pierwsze pięć miejsc na liście tygodnika "Billboard", co nie wydarzyło się nigdy przedtem, ani nigdy po tym, a ogólna liczba sprzedanych płyt dawno przekroczyła miliard egzemplarzy. Kiedy prześledzi się muzyczną ewolucję Czwórki z Liverpoolu od debiutanckiego krążka "Please, Please Me" mocno jeszcze zakorzenionego w dekadzie lat 50., przez eksperymentalne "Rubber Soul" i "Revolver", po niemalże albumy koncepcyjne "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" i "Abbey Road", aż trudno uwierzyć, że to wciąż ten sam zespół. Kiedy w 2003 roku magazyn "The Rolling Stone" opublikował listę najważniejszych i najbardziej wpływowych płyt, jakie kiedykolwiek zostały nagrane, umieścił na niej 9 z 12 regularnych krążków liverpoolczyków, a także jedną kompilację.

Pomimo, olbrzymiego sukcesu zarówno komercyjnego, jak i przede wszystkim artystycznego, Lennon był pierwszym z członków, który zapragnął uwolnić się od beatlesowskiego "mitu", jak sam to określał. - Cała sprawa z Beatlesami przechodziła wszelkie ludzkie pojęcie - wyznał już po rozpadzie. - Jadłem i żarłem jak świnia i podświadomie błagałem o pomoc. Od samego początku dał się poznać, jako osoba o wyraźnych i sprecyzowanych poglądach, nigdy także nie miał problemu z ich głoszeniem, jakkolwiek kontrowersyjne by one nie były. W okresie szczytowej beatlemanii w jednym z wywiadów, powiedział, że Beatlesi są popularniejsi od Jezusa, co z miejsca wywołało lawinę oburzenia z najróżniejszych środowisk. Na ulicach pojawili się ludzie na znak protestu palący płyty zespołu, frekwencja na koncertach wyraźnie spadła, a odwet za odważną tezę, zapowiedział mu nawet Ku-Klux-Klan. - Nie jestem antychrystem, ani także antyreligijny, powiedziałem tylko coś, co jest faktem - tłumaczył w specjalnym prasowym oświadczeniu. - Nie mówię, że jesteśmy lepsi czy więksi, nie porównuje nas także do Jezusa, jako osoby czy boga, kimkolwiek by nie był. Zostało to źle zinterpretowane, to wszystko - dodał.

Spory wkład w osobowość Johna miała także Yoko Ono, która odkryła przed nim zupełnie inne rejony nie tylko sztuki, ale także i postrzegania świata (muzyk był wcześniej żonaty z Cynthią Powell, z którą doczekał się w 1964 roku syna Juliana). - Byłem zbyt przerażony wizją opuszczenia Beatlesów, o czym myślałem odkąd przestaliśmy koncertować w 1966 roku - zwierzył się piosenkarz. - Szukałem miejsca gdzie mogę pójść, ale nie miałem odwagi zrobić tego kroku sam. Wtedy poznałem Yoko i zakochałem się - powiedziałem "O Boże!", nigdy w życiu nie zaznałem czegoś podobnego. Para poznała się podczas wystawy w jednej z londyńskich galerii w listopadzie 1966 roku. Następnie John sfinansował wernisaż Ono - po kilkunastu miesiącach byli już nierozłącznymi kochankami. - Kiedy zaczęli się razem prowadzać, John powiedział do mnie "Yoko jest teraz częścią mnie. Innymi słowami, tak jak mam lewą i prawą rękę, tak mam i Yoko - to także ja. I tam gdzie jest ona, jestem i ja" - opowiadał producent płyt The Beatles, George Martin. W maju 1968 roku podczas jednej nocy dwójka zarejestrowała krążek "Two Virgins", zawierający bardzo eksperymentalną i niemal całkowicie improwizowaną muzykę (choć bardziej pasowało by określenie kolażu dźwiękowego), kompletnie inną od tej, z którą Lennon był do tej pory kojarzony. Album szokował nie tylko zawartością muzyczną, ale także okładką, na której przyszli małżonkowie sfotografowali się całkowicie nadzy. - Zmusiła mnie do bycia awangardowym i zdjęła ze mnie wszystkie ciuchy, gdy wszystko co chciałem, to bycie drugim Tomem Jones - ironizował.

Yoko pociągnęła także Lennona, a może raczej zintensyfikowała jego zaangażowanie w akcje o charakterze społeczno-politycznym. Miesiąc miodowy (pobrali się w marcu 1969 roku na Gibraltarze) spędzili w łóżku w amsterdamskim hotelu Hilton, gdzie promowali pokój światowy i porozumienie ponad podziałami - happening przeszedł do historii pod nazwą Bed-in. - To było niesamowite, zrobiliśmy wspaniałą reklamę dla pokoju na pierwszych stronach gazet, zamiast wszechobecnej reklamy wojny - skomentował Anglik. Wtedy też została zarejestrowana piosenka "Give Peace a Chance", do dzisiaj będąca hymnem wszelakich demonstracji pacyfistycznych. Kilka miesięcy później, artysta posunął się o krok dalej w działaniach przeciwko przemocy i zwrócił otrzymany z rąk królowej brytyjskiej, Order Imperium Brytyjskiego (dostał go wraz z pozostałymi członkami The Beatles w 1965 roku). Do odznaczenia dołączył list, w którym wytłumaczył przyczynę swojego postępowania - Wasza Wysokość, oddaje swój order, jako protest przeciwko brytyjskiemu zaangażowaniu w konflikt Nigeria-Biafra, wspieraniu Stanów Zjednoczonych w wojnie w Wietnamie oraz temu, że singel "Cold Turkey" słabo radzi sobie na listach przebojów". W przyszłości para kontynuowała zaangażowanie na rzecz pokoju, przez co szybko stała się ikoną wszelkiej maści ruchów pacyfistycznych. Organizowała specjalne konferencje prasowe, a pod koniec 1969 roku w kilku największych miastach na świecie, jak Los Angeles, Nowy Jork, Londyn czy Tokio wystartowała z kampanią billboardową "War Is Over! If You Want It. Happy Christmas from John & Yoko". Artyści chcieli reklamować pokój na zasadach podobnych do sposobu, w jaki działała amerykańska propaganda, aby przekonać obywateli do zasadności obecności w Wietnamie czy też do akcji mających na celu uzmysłowienie społeczeństwu zgubnych skutków palenia papierosów. Dwa lata później, w nawiązaniu do kampanii napisali piosenkę, "Happy Xmas (War Is Over)", należącą dziś do najbardziej znanych w dorobku artysty.

Pacyfistyczna działalność Lennona, w dobie konfliktu na Półwyspie Indochińskim, nie była na rękę urzędującej w tamtym okresie administracji Richarda Nixona. Amerykański prezydent na tyle obawiał się wpływu, jaki eks-Beatles może mieć na potencjalnych wyborców, że widział w nim poważne zagrożenie na drodze do reelekcji. W lutym 1972 roku jeden z senatorów, zasugerował, że najlepszym rozwiązaniem będzie deportacja muzyka (John i Yoko zamieszkali w Nowym Jorku w 1971 roku). Miesiąc później, sprawa kompozytora trafiła do Urzędu ds. Imigracji i Naturalizacji. Oczywiście, nie można było otwarcie przyznać się, że Lennon był zwyczajnie niewygodny, więc chęć pozbycia się muzyka argumentowano tym, że lata wcześniej odmówiono mu wstępu na teren Stanów Zjednoczonych, z powodu jego aresztowania w Wielkiej Brytanii za posiadanie marihuany. Całe zamieszanie jeszcze bardziej utwierdziło Johna w przekonaniu, że walczy w imię słusznej sprawy - organizował kolejne manifestacje przeciwników wojny i występował w każdej telewizji, gdzie tylko chciano wysłuchać jego stanowiska. Pomimo sporego zainteresowania społecznego sprawą, szansę na pozostanie w USA malały z miesiąca na miesiąc - wszystko jednak zmieniło się wraz z wybuchem afery Watergate, w wyniku której, Nixon podał się do dymisji. Jego następca, Gerald Ford prawie w ogóle nie przywiązywał uwagi do działalności sławnego piosenkarza i sprawa z czasem ucichła - a sam Lennon, w 1976 roku uzyskał Zieloną Kartę.

Działalność społeczno-polityczna muzyka oczywiście dosyć płynnie współgrała z jego aktywnością artystyczną, która była także jednym ze sposobów prezentacji poglądów. Pierwszy solowy album (nie licząc trzech eksperymentalnych albumów nagranych z Ono) "John Lennon/Plastic Ono Band" muzyk wydał jeszcze w 1970 roku (kilka miesięcy wcześniej ukazał się ostatni album The Beatles, "Let it Be"). Krążek ten można odebrać jako próbę rozrachunku Lennona z demonami z przeszłości - zawierał kilka z najbardziej osobistych piosenek, jakie kiedykolwiek stworzył, jak wspomniane wcześniej "Mother" czy "God" (w której rozprawia się z wieloma mitami, w tym The Beatles, i wyznaje, że w jedyne w co wierzy, to w siebie i Yoko). Dzieło ze względu na dosyć refleksyjny charakter nie było najłatwiejsze w odbiorze, co jednak nie przeszkodziło, by stało się sporym sukcesem komercyjnym. Zaledwie rok później powrócił z prawdopodobnie najbardziej wartościowym i znanym solowym dziełem, "Imagine", z której tytułowa kompozycja stała się kolejnym antywojennym hymnem i do dzisiaj pojawia się w czołówkach zestawień najlepszych piosenek, jakie kiedykolwiek zostały nagrane.

Część swych dokonań nagrał do spółki z Yoko, tak jak m.in. wydany w 1972 roku "Some Time in New York City", na którym znalazła się kompozycja "Woman Is the Nigger of the World", kolejny polityczny manifest, tym razem o feministycznym znaczeniu. W 1973 roku, w trakcie pracy nad czwartym w dorobku studyjnym longplayem "Mind Games", Yoko i John postanowili od siebie odpocząć. - W pewnym momencie stało się jasne, że świat, nie chce abyśmy razem współpracowali - stwierdziła Yoko. - Pamiętam, że powiedziałam do Johna "Może byś wybrał się do Los Angeles, i po prostu się zabawił? Po prostu zostaw mnie samą." To, co miało być chwilowym odpoczynkiem, przerodziło się ostatecznie w kilkunastomiesięczną separację, podczas której Lennon związał się z May Pang (była asystentką w biurze artystów) - czas ten określany jest jako tzw. "stracony weekend". Okres ten nie okazał się jednak tak do końca stracony - powstały wtedy dwa kolejne albumy: "Walls & Bridges" oraz "Rock 'n' Roll", a piosenkarz odnowił także wtedy przyjaźń z członkami The Beatles.

Mniej więcej w połowie dekady lat 70., Ono i Lennon ponownie byli parą - co przełożyło się w niedługim czasie na ciążę Yoko. 9 października 1975 roku, dokładnie w 35. urodziny artysty, przyszło na świat ich pierwsze i jak pokazała przyszłość, jedyne dziecko - syn Sean. Jego narodziny były jedną z największych cezur w życiu muzyka - przestał udzielać się publicznie, zrezygnował także z nagrywania muzyki, aby w pełni poświęcić się wychowywaniu dziecka (dzieciństwo Juliana niemalże przeoczył). - Przechodziłem początkowo przez kilka okresów paniki, ponieważ nie było mnie na liście "Billboardu", tudzież nie byłem widziany w Studio 54 z Mickiem - zeznał. - Nagle zorientowałem się, że istnieje życie też poza tym. Niemal codziennie fotografował latorośl, aby mieć udokumentowany każdy moment jego dorastania, narysował dla niego także masę obrazów (lata później zostały one opublikowane w książce pod tytułem "Real Love: The Drawings for Sean"). Do grania Lennon powrócił dopiero w 1980 roku - w listopadzie tego roku w sklepach pojawił się nagrany wspólnie z Ono album "Double Fantasy". Zdecydowanie bardziej popowy od wcześniejszych dokonań i nowocześniejszy, jakby dostosowany do wymogów zaczynającej się dekady lat 80. Jego zawartość w pewnym sensie mogłaby zdradzać, w jakim kierunku poszedłby w przyszłości. Niestety, to jak dalej potoczyłoby się życie artysty pozostanie już tylko sferą domysłów. Niespełna miesiąc później został zastrzelony przed swoją rezydencją w Dakota House na Manhattanie, przez niezrównoważonego psychicznie fana. W udzielonym w dniu śmierci wywiadzie Lennon powiedział - Wciąż wierzę w miłość, pokój na świecie, wciąż wierzę w pozytywne myślenie. Jeśli jest jeszcze jakieś życie, jest nadzieja. Wiele lat wcześniej zapytany o to czy boi się śmierci odparł - Nie, dlatego bo w nią nie wierzę. Patrzę na to jak na przesiadkę z jednego samochodu w drugi.

  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!